`

Tysiące wyciętych drzew nad Bugiem. Miażdżąca opinia o budowie zapory na granicy polsko-białoruskiej

7 min. czytania
20.02.2025 06:40
Obserwuj nas na Google

RadioZET.pl dotarło do stanowiska Państwowej Rady Ochrony Przyrody w sprawie budowy zapory elektronicznej na granicy polsko-białoruskiej. Naukowcy piszą o dewastacji przyrody i pogwałceniu polskich i unijnych przepisów. Domagają się też reakcji organów ścigania.

Zapora elektroniczna na granicy polsko-białoruskiej
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
  • Trwa budowa zapory elektronicznej na granicy polsko-białoruskiej wzdłuż rzeki Bug. Przy tej okazji wycinane są tysiące drzew i krzewów.
  • Przyrodnicy i naukowcy mówią o nieodwracalnym zniszczeniu ekosystemu. Straż graniczna przekonuje, że inwestycja jest prowadzona z poszanowaniem zieleni.
  • Państwowa Rada Ochrony Przyrody wydała stanowczą opinię. Domaga się reakcji organów ścigania wobec osób odpowiedzialnych za inwestycję.

"Państwowa Rada Ochrony Przyrody, rozumiejąc konieczność poprawy zabezpieczenia granicy państwowej, wyraża stanowczą dezaprobatę i zdecydowanie negatywną ocenę sposobu realizacji oraz skutków przyrodniczych inwestycji pod nazwą „Budowa zabezpieczenia granicy państwowej z Białorusią na odcinku rzeki Bug w Nadbużańskim Oddziale Straży Granicznej”" - tak zaczyna się opinia, jaką właśnie wydała Państwowa Rada Ochrony Przyrody.

RadioZET.pl dotarło do dokumentu wydanego przez organ opiniodawczo-doradczy przy ministerstwie klimatu. W jego skład wchodzi 40 naukowców zajmujących się sprawami ochrony przyrody. Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska, po powołaniu rady w marcu 2024 mówiła, że przyroda potrzebuje tych, którzy będą jej głosem. - Potrzebuje was - zapewniała.

Teraz w swojej opinii rada nie zostawia suchej nitki na sposobie budowy zapory elektronicznej wzdłuż Bugu. Na 172-kilometrowym fragmencie granicy polsko-białoruskiej powstaje system kamer termowizyjnych rejestrujących obraz w dzień i w nocy, a także czujników ruchu, ludzi i sprzętu oraz zaplecze techniczne. W ziemię zostanie wkopanych ok. 200 km kabli zasilających i tyle samo transmisyjnych. Specjaliści zamontują 4,5 tys. kamer na 1,8 tys. betonowych słupów rozmieszonych co kilkadziesiąt metrów.

Zapory elektroniczne działają już na granicy polsko-rosyjskiej (ok. 200 kilometrów przy obwodzie kaliningradzkim) oraz polsko-białoruskiej na Podlasiu. Tam zapora elektroniczna pokrywa się z fizyczną. Ma długość około 250 km.

Wielka wycinka nad Bugiem. Tak powstaje zapora elektroniczna

Prace nad Bugiem prowadzi konsorcjum firm Elektrotim z Wrocławia i Ostoya-DataSystem z Gdańska. Ich koszt to 279 mln zł. - Zapora elektroniczna na rzece Bug umożliwi nam w 100 proc. monitorowanie sytuacji wzdłuż całej rzeki na granicy z Białorusią. Nasi funkcjonariusze będą mieli znakomity instrument do realizacji swoich działań - tak Mariusz Kamiński, ówczesny minister spraw wewnętrznych z PiS, mówił we wrześniu 2023 roku, gdy ogłaszano przetarg na budowę zapory elektronicznej.

Nowy rząd postanowił kontynuować inwestycję. Podpisano umowę z wykonawcą. W 2024 roku rozpoczęły się prace w terenie. W grudniu przyrodnicy i aktywiści podnieśli alarm dotyczący sposobu ich realizacji. Jak zauważyli, wycinane są tysiące drzew i krzewów. Ciężki sprzęt rozjeździł też nadrzeczne skarpy, porozrywał drut, który wcześniej montowano nad rzeką. Dziś ostre fragmenty metalu można znaleźć przy rzece. To ogromne zagrożenie dla zwierząt, ale też ludzi spacerujących nad wodą.

Redakcja poleca

Zniszczeń dokonano także w obszarach chronionych. Chodzi m.in. o rezerwat przyrody Szwajcaria Podlaska. W grudniu można było tam zobaczyć pnie po ściętych drzewach, porozrzucane konary i gałęzie, a do tego ślady po wykopanych rowach. W nich poprowadzone będzie okablowanie dla kamer i czujników.

Straż graniczna przekonuje, że inwestycja jest realizowana z poszanowaniem przyrody. A wykonawca współpracuje w tym zakresie z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Lublinie. Prace są prowadzone na podstawie ustawy z 1990 roku o ochronie granicy państwowej oraz specustawy z października 2021 roku o budowie zabezpieczenia granicy państwowej. Ta pierwsza ustala pas drogi granicznej o szerokości 15 metrów. Druga zezwala na prowadzenie prac, w tym wycinek, bez oglądania się na przepisy środowiskowe. Niepotrzebne jest pozwolenie na budowę, projekt, decyzja lokalizacyjna, ani żadne inne decyzje czy zezwolenia. Specustawę uchwalali posłowie PiS przy sprzeciwie Platformy Obywatelskiej.

Naukowcy ostro o budowie zapory wzdłuż Bugu

W połowie grudnia nad Bug wybrali się dr hab. Przemysław Chylarecki, ornitolog z Instytutu Zoologii PAN oraz dr hab. Michał Żmihorski, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN. Obaj są członkami Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Na podstawie ich obserwacji, wyjaśnień Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz analizy przepisów rada wydała właśnie opinię na temat budowy zapory elektronicznej nad Bugiem. Jest jednoznacznie negatywna.

Czytamy w niej, że większość szkód w środowisku nastąpiła w miejscach, gdzie przyroda jest ustawowo chroniona "w celu trwałego zabezpieczenia cennych siedlisk i gatunków związanych ze strefą brzegową dużych, nizinnych rzek o naturalnym charakterze".

PROP pisze m.in. o dewastacji nadrzecznych lasów łęgowych na zachodnim brzegu Bugu, naruszeniu integralności czterech obszarów Natura 2000, zniszczeniu walorów przyrodniczych dwóch rezerwatów ("Szwajcaria Podlaska" i "Łęg Dębowy"). Naukowcy potwierdzają, że na odcinku blisko 200 kilometrów w pasie co najmniej 15 metrów od brzegu rzeki ścięto lub częściowo wykarczowano wszystkie drzewa i krzewy. W niektórych miejscach zasypywane były starorzecza. "Zniszczenia dokonane na terenach obu rezerwatów naruszają, lub wręcz niweczą cele ochrony tych obiektów" - pisze rada.

Naukowcy zauważają też, że specustawa, która umożliwiła prace, jest "rażąco sprzeczna" z prawem unijnym. Chodzi o przepisy dyrektywy siedliskowej nakazującej, aby każde działanie, które może mieć wpływ na obszar Natura 2000, było poprzedzone odpowiednią analizą. W tym przypadku tak się nie stało.

Redakcja poleca

"(...) PROP chce zwrócić uwagę, że ustawodawca nie wyłączył, bo także nie miał takiego prawa, stosowania umów międzynarodowych z zakresu ochrony przyrody, których Rzeczpospolita jest stroną." - czytamy w opinii. Według rady inwestycja narusza międzynarodowe konwencje: berneńską (o ochronie gatunków dzikiej flory i fauny europejskiej oraz ich siedlisk) oraz z Aarhus (gwarantującą społeczeństwu obywatelskiemu skuteczny dostęp do sądu w odniesieniu do przedsięwzięć oddziałujących na środowisko).

PROP: to sprawa dla prokuratury

To jednak nie koniec zarzutów. Naukowcy uważają, że sposób, w jaki budowana jest zapora nad Bugiem, budzi poważane wątpliwości co do jej trwałości. Dlaczego? Słupy były stawiane, gdy poziom rzeki był wyjątkowo niski. To zaledwie 90-100 cm na wodowskazie we Włodawie. Tymczasem z danych z ubiegłych lat wynika, że przez jedną czwartą roku rzeka będzie miała wyższy poziom aż o metr, a przez blisko dwa miesiące nawet o 1,5 czy dwa metry. W związku z tym będzie prowadzić co najmniej sześć razy więcej wody. "Wezbrania rzeki, w szczególności w warunkach występowania zlodzenia, będą więc stanowić zagrożenie dla trwałości infrastruktury, a część zakopanych instalacji będzie przez wiele dni zalana lub narażona na działanie wysokiego poziomu zwierciadła wody gruntowej." - pisze w opinii PROP.

Dalej naukowcy zzanaczają, że nie negują samej konieczności zabezpieczenia granicy, ale należałoby to zrobić z poszanowaniem przyrody. Dlatego należałoby zmienić specustawę z 2021 roku. Szczególnie punkt mówiący o tym, że nie trzeba stosować przepisów dotyczących ochrony środowiska.

Rada domaga się też od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie, która nadzorowała inwestycję pod kątem przyrodniczym, udokumentowania szkód. Dodatkowo oczekuje też reakcji organów ścigania. Według naukowców należałoby rozważyć możliwość zastosowania art. 181 i 187 Kodeksu karnego. To przepisy mówiące o wyrządzaniu szkód w świecie roślinnym i zwierzęcym. W tym takich o znacznych rozmiarach.

Kogo należałoby pociągnąć do odpowiedzialności karnej? - Tę decyzję pozostawiamy prokuraturze, ewentualnie innym organom. W polskim systemie są różne rodzaje sprawstwa: pojedyncze i współsprawstwo, główne, polecające kierownicze, pomocnictwo, podżeganie. Może ono dotyczyć osób fizycznych i podmiotów zbiorowych. PROP jest organem doradczym w zakresie ochrony przyrody i dysponuje ekspertami w tej dziedzinie. Po zbadaniu sprawy mogliśmy stwierdzić, że w naszej opinii skutki działań wzdłuż Bugu spełniają kodeksowe środowiskowe przesłanki przestępstw. Nie mamy jednak narzędzi ani kompetencji, aby wskazywać odpowiedzialnych i rozstrzygać o stopniu ich winy. Ocena tego, czy spełnione są pozostałe kryteria przestępstw oraz komu można ewentualnie przypisać jaką winę, to zadanie dla organów ściągania - mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Andrzej Kepel, przewodniczący PROP.

Rzeź drzew nad Bugiem. RDOŚ sprawdza skalę zniszczeń

Rada sama nie zgłasza sprawy do prokuratury, bo w postępowaniu przed sądem nie mogłaby występować jako strona. Oczekuje natomiast "pilnego opracowania we współpracy z naukowcami projektu kompensacji strat przyrodniczych oraz wdrażanej na miejscu minimalizacji szkód." I przypomina, że w czasach zmian klimatycznych "(...) skuteczna ochrona przyrody i zachowanie funkcjonalnych

ekosystemów pozwalających na adaptację do obecnej zmiany klimatu – takich jak dolina Bugu – są ważnymi elementami zapewnienia bezpieczeństwa narodowego i także powinny należeć do strategicznych priorytetów Rządu RP."

RadioZET.pl zapytało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwo Klimatu i Środowiska, straż graniczną oraz Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska i RDOŚ w Lublinie, czyli organy, do których przesłano opinię, jakie działania zamierzają podjąć.

Chcieliśmy wiedzieć, czy ministerstwa, straż graniczna lub organy zajmujące się ochroną przyrody zamierzają podjąć działania w związku z wydaną opinią, czy złożą zawiadomienie do prokuratury, czy rozważane jest wstrzymanie trwającej inwestycji tak, aby nie dokonywać kolejnych zniszczeń w przyrodzie lub ewentualnie planowane jest nakazanie inwestorowi/wykonawcy naprawienie wyrządzonych szkód.

Joanna Niedźwiecka, rzeczniczka Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, odpisała, że instytucja działa w ramach obowiązujących przepisów prawa, a ustawa o zapobieganiu szkodom w środowisku i ich naprawie z kwietnia 2007 wyłącza stosowanie przepisów o ochronie środowiska, jeśli "szkodą w środowisku lub szkoda w środowisku zostały spowodowane przez działalność, której głównym celem jest obronność i bezpieczeństwo państwa, bezpieczeństwo międzynarodowe lub której jedynym celem jest ochrona przed klęską żywiołową".

W związku z tym GDOŚ nie zamierza podejmować żadnych działań, ani zgłaszać sprawy. "RDOŚ w Lublinie jest aktualnie w trakcie weryfikacji zniszczeń, które miały miejsce w siedliskach chronionych. Rozpoczęły się także prace nad warunkami i zakresem kompensacji przyrodniczej w związku z ingerencją w obszary Natura 2000 na tym terenie" - dodała Joanna Niedźwiecka. Nie odniosła się do pytań dotyczących łamania unijnych przepisów.

Ministerstwa i Straż Graniczna powołują się na specustawę

Niemal identyczną odpowiedź do tej z GDOŚ przesłał nam rzecznik RDOŚ w Lublinie Cezary Wierzchoń.

Pytania do MSWiA, ministerstwa klimatu oraz straży granicznej wysłaliśmy w ubiegły czwartek (13.02). Wydział komunikacji medialnej Ministerstwa Klimatu i Środowiska odpisał nam, że inwestorem jest straż graniczna, a budowa zapory jest prowadzona w oparciu o specustawę z 2021 roku, która "wyłącza uprawnienia m.in. organów ochrony przyrody oraz konieczność uzyskania decyzji, zezwoleń, opinii i uzgodnień".

"W związku z tym, Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ), Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (GDOŚ) oraz właściwe Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska nie posiadają narzędzi, które w sposób wiążący mogłyby zapewnić ochronę zasobów przyrodniczych w związku z tą inwestycją." - dodaje ministerstwo (pod odpowiedzią nikt z nazwiska się nie podpisał). Nie odniesiono się też do naszych pytań o złamanie przepisów unijnych.

Podobnie odpowiada ppłk Andrzej Juźwiak, rzecznik komendanta głównego straży granicznej. W czwartek (20.02) po południu także odpisał nam, że inwestycja powstaje w oparciu o specustawę. W związku z tym nie trzeba się stosować do innych przepisów, w tym środowiskowych. 

"Zgodnie z umową pomiędzy Strażą Graniczą a wykonawcą, w trosce o środowisko naturalne, budowa bariery objęta jest nadzorem przyrodniczym wykonawcy, którego personel posiada wiedzę specjalistyczną z zakresu ornitologii, herpetologii oraz botaniki, a także udokumentowane doświadczenie w zakresie prowadzenia nadzoru przyrodniczego nad inwestycjami budowlanymi." - zapewnia ppłk Juźwiak. I dodaje, że "Informacje na temat realizowanej inwestycji udostępniono właściwym instytucjom."

Roboty budowlane nad Bugiem już się skończyły. Aktualnie trwają odbiory techniczne. Prowadzi je straż graniczna, która jest inwestorem.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET