Tysiące zgłoszeń ws. dzików w Krakowie. Unijne procedury są bezlitosne

3 min. czytania
25.06.2026 16:24
Obserwuj nas na Google

Kraków jest kolejnym miastem w Polsce, które ma kłopoty z rosnącą populacją dzików. To w dużej mierze efekt rozrastania się terenów mieszkalnych, osuszania łąk, a także niezabezpieczania kompostowników i śmietników, które stają się łatwym sposobem na zdobycie pokarmy dla tych zwierząt. Jak tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl Sabina Janeczko, rzeczniczka ds. zwierząt, odławianie i odstrzał nie są jedynymi metodami radzenia sobie z tym problemem. Wiele jednak zależy od nas samych.

Dziki stanowią problem w polskich miastach
fot. Adam Burakowski/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak radzić sobie z napotkanym dzikiem w Krakowie.
  • Co powodowało zwiększenie liczby dzików w centrum miasta.
  • Dlaczego dokarmianie dzików i wyrzucanie jedzenia jest ryzykowne.

Problem dzików w Krakowie nie jest nowy, jednak w ostatnich tygodniach rośnie liczba zgłoszeń dotyczących pojawienia się tych zwierząt coraz bliżej centrum miasta. Media społecznościowe obiegło niedawno nagranie dzika pływającego w Wiśle pod starym hotelem Forum, właściwie w ścisłym centrum stolicy Małopolski.

Niestety, na jednym z osiedli na obrzeżach miasta doszło do groźnego wypadku, w którym locha uderzyła w wózek z rocznym dzieckiem. Dziewczynkę trzeba było przewieźć do szpitala. Jak podkreślają ludzie zajmujący się odławianiem tych zwierząt, dzik nigdy nie atakuje człowieka, jeśli nie zostanie sprowokowany i nie musi się bronić. Co zatem robić, jeśli napotkamy dzika? Jak wyglądają interwencje w takich sytuacjach?

Kraków. Tysiące zgłoszeń dotyczących dzików

Zgłoszenia w sprawie dzików w Krakowie kierowane są do Straży Miejskiej, która jednak nie zajmuje się takimi interwencjami bezpośrednio, tylko przekierowuje je do specjalistycznej firmy, której miasto zleciło odławianie tych zwierząt.

Każdego miesiąca w stolicy Małopolski takich zgłoszeń jest setki, a jak mówi w rozmowie z RadioZET.pl Sabina Janeczko, rzeczniczka ds. zwierząt, w skali roku mowa o tysiącach przypadków. Tłumaczy także, jak wyglądają interwencje związane z dzikami.

- Wszystko zależy od tego, czy zwierzę bezpośrednio zagraża zdrowiu i życiu ludzi. Kiedy dzik po prostu zapuścił się na tereny mieszkalne, jest on przepłaszany. W takich wypadkach przyjeżdża policja lub straż miejska, która pomaga nam zabezpieczyć teren. Ogólnie wygląda to tak jak nagonka, żeby zwierzę opuściło posesję czy osiedle i wróciło w miejsce, gdzie jest bezpieczne i nie stwarza zagrożenia dla ludzi – mówi Janeczko.

Redakcja poleca

Jak dodaje, przez wzgląd na przepisy Unii Europejskiej, związane ze zwalczaniem choroby ASF, nie można relokować dzików. Dlatego, jeśli zachodzi potrzeba odłowienia zwierzęcia, które może stanowić zagrożenie dla ludzi, jest to równoznaczne z uśmierceniem dzika. Z tego powodu decyzja o odłowieniu jest ostatecznością.

Rzeczniczka ds. zwierząt zwraca także uwagę, że nie wiadomo dokładnie, ile tych zwierząt jest na terenie Krakowa. Władze mają w planie przeprowadzenie inwentaryzacji, która pozwoli na oszacowanie wielkości populacji i pozwoli też na podjęcie ewentualnych decyzji, co dalej.

Łatwy żer ściąga dziki

Zdaniem Sabiny Janeczko duża liczba dzików na terenie miasta jest związana przede wszystkim z działalnością człowieka, który osusza i zabudowuje łąki, czyli tereny ich naturalnego występowania. Do tego cały czas wyrzucamy sporo jedzenia, co ściąga je w okolice śmietników.

- Bardzo, bardzo mocno apeluję o to, żeby nie dokarmiać zwierząt, nie wyrzucać resztek jedzenia, zabezpieczać bioodpady, zabezpieczać kompostowniki. Bo to jest dla dzików bardzo łatwo dostępne jedzenie, ale nie tylko dla dzików, bo to samo dotyczy szczurów, których w Krakowie też mamy bardzo dużo – mówi w rozmowie z RadioZET.pl.

Jak dodaje, dodatkową kwestią, wpływającą na rosnącą populację dzików, jest kukurydza, którą te zwierzęta wprost uwielbiają. Co więcej, rosną na niej grzyby zwiększające poziom estrogenu u
loch, przez co stają się bardziej płodne i młode rodzą się praktycznie przez cały rok.

Na co uważać?

- Nie wolno na własną rękę przepłaszać dzików, jest to działanie nielegalne i niebezpieczne. Lepiej też nie zbliżać się i nie robić sobie z nimi zdjęć, ponieważ mogą się przestraszyć i zagrozić naszemu bezpieczeństwu. Tak było na Klinach, kiedy locha wpadła w wózek. Pies wypłoszył te zwierzęta i doszło do bardzo groźnej sytuacji – przestrzega Sabina Janeczko.

Jej zdaniem bardzo często obwiniane są zwierzęta, ale przyczyną groźnej sytuacji było zachowanie człowieka. Rzeczniczka ds. zwierząt zwraca także uwagę na to, by pilnować swoich psów, które często atakują dziki, a te się bronią i mogą skrzywdzić nas albo naszego czworonoga.

- Pamiętajmy, że rozdrażniony dzik może zrobić krzywdę ludziom, ale też np. naszym psom. To duże zwierzaki i pies może nie mieć w starciu z nimi większych szans – apeluje.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET