Wielka kontrola sanepidu. GIS sprawdzi karty szczepień wszystkich dzieci w Polsce
Za około dwa tygodnie inspektorzy sanepidu zaczną pierwszą w historii kontrolę kart szczepień wszystkich dzieci w Polsce. - Powinna była już się zacząć, ale wstrzymano ją z powodu wzrostu zachorowań na grypę i tłoków w przychodniach - informuje dziennikarz Radia ZET Maciej Bąk.
- Sanepid szykuje się do wielkiej kontroli kart szczepień - chodzi o około 7,5 miliona dokumentów do przeanalizowania
- Długość kontroli będzie zależna od wielkości przychodni
- Zdaniem ekspertów coraz bardziej obniżamy procent osób zaszczepionych, co znacząco wpływa na stan odporności populacyjnej
Rusza wielka kontrola GIS. Sprawdzą karty szczepień
Główny Inspektorat Sanitarny szykuje się do wielkiej - i pierwszej takiej w historii - kontroli kart szczepień. Pracy będzie mnóstwo, bo chodzi o około 7,5 miliona dokumentów do przeanalizowania. Długość kontroli będzie zależna od wielkości przychodni; jedna potrwa 3 dni, inna miesiąc. Wszystkie karty trzeba bowiem obejrzeć własnoręcznie, co będzie dla inspektorów sporym wyzwaniem. - Ten system jest wciąż oparty na papierowych dokumentach, w związku z tym inspektor musi pójść do punktu szczepień i sprawdzić, oglądając każdą kartę szczepień - mówi Radiu ZET Paweł Grzesiowski, Główny Inspektor Sanitarny.
Dzięki kontrolom informacje mają jednak trafić do systemu elektronicznego, co w przyszłości pozwoli na szybkie sprawdzenie, kto i na co był zaszczepiony. Doktor Grzesiowski liczy, że ta akcja pozwoli na dotarcie do rodziców, którzy nie szczepią swoich dzieci nie dlatego, że są antyszczepionkowcami, tylko po prostu nie wiedzą, że mogą to zrobić. Problem mogą także stanowić dzieci, które z różnych powodów zniknęły z systemu - sanepid szacuje, że jest ich około 5% - a także dzieci osób z zagranicy, między innymi uchodźców.
Ekspert: Pęka klosz bezpieczeństwa
Przypomnijmy, że burzliwa dyskusja o szczepieniach rozpoczęła się na nowo po tym, jak 6-latek, który wrócił z wakacji w Afryce, zachorował na błonicę. To poważna choroba zakaźna gardła i krtani, która dzięki szczepieniom została populacyjnie wyeliminowana. Dziecko nie było na nią szczepione, mimo że w Polsce jest taki obowiązek. Hospitalizowany jest również pacjent z objawami błonicy, który miał kontakt z 6-latkiem. Łącznie nadzorem epidemiologicznym objęto około pół tysiąca osób, wśród nich są pasażerowie lotów, które odbyło dziecko.
Zdaniem ekspertów coraz bardziej obniżamy procent osób zaszczepionych, co znacząco wpływa na stan odporności populacyjnej. - To nie jest straszenie, ale błonica jest najstraszniejszą z tych wszystkich chorób - przyznał Kierownik Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych USK we Wrocławiu prof. Leszek Szenborn. Z kolei zdaniem prof. Jarosława Drobnika, naczelnego epidemiologa Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, na naszych oczach pęka klosz bezpieczeństwa epidemiologicznego. Lekarz wskazał dwa powody takiej sytuacji. - Przede wszystkim nie stosujemy tzw. dawek przypominających wśród dorosłych po upływie kolejnych 10 lat, a to jest warunek, by nadal być bezpiecznym, bo z wiekiem tracimy odporność. Druga kwestia to nasz styl życia - ocenił lekarz. Chodzi o podróże w różne miejsca świata, w których sytuacja epidemiczna jest niepewna.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET