We Włocławku zmarła ciężarna 34-latka. Świadkowie: To było przerażające

2 min. czytania
23.02.2024 08:34
Obserwuj nas na Google

Lokalne media ujawniły, że w szpitalu we Włocławku (woj. kujawsko-pomorskie) zmarła kobieta w ciąży. Prokuratura wszczęła w tej sprawie postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

Karetka
fot. NewsLubuski/East News

Jak podaje serwis wloclawek.naszemiasto.pl, do tragedii doszło w połowie lutego 2024 roku. 34-latka w siódmym miesiącu ciąży trafiła do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku. Tam doszło do zgonu kobiety i jej nienarodzonego dziecka. Z nieoficjalnych informacji "Faktu" wynika, że przyczyną śmierci ciężarnej mógł być zator.

Włocławek. Zmarła ciężarna 34-latka. Sprawę bada prokuratura

Informację o śmierci pacjentki potwierdziła Karolina Welka, dyrektorka włocławskiego szpitala. – Nie jesteśmy w stanie potwierdzić tego, czy dziecko zmarło u nas, czy nie żyło już wcześniej. Natomiast pacjentka zmarła. Powody medyczne były bardzo poważne. W związku z tym, że jest to sprawa wątpliwa, prowadzone jest postępowanie wyjaśniające – powiedziała.

Prokuratura Okręgowa we Włocławku przekazała, że odbyła się już sekcja zwłok 34-latki, śledczy oczekują na jej wyniki. – Gromadzona jest dokumentacja medyczna, część jest już zabezpieczona. Rozważane jest przekazanie sprawy do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku – powiedział prok. Arkadiusz Arkuszewski. 

Postępowanie prowadzone jest w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci kobiety. – Zakres postępowania dotyczy też błędu w sztuce medycznej – wyjaśnił Arkuszewski.

Świadkowie: To było przerażające

Dziennikarze "Faktu" dotarli do osoby, która w dniu śmierci kobiety przebywała na oddziale patologii ciąży. – Zawołali moją córkę na usg, po kilku minutach lekarz, który zabrał ją na to badanie biegł i wolał: "szykujcie salę, będzie cesarskie cięcie, zatrzymanie akcji serca, 28 tydzień". Po chwili na korytarzu zebrały się pielęgniarki i lekarze. Wszyscy biegali i szykowali się do operacji, był respirator, inkubator i inne sprzęty – wspomina pani Marta.

– To było w poniedziałek 12 lutego. Dalej nie wiem, co się działo. Poprosili nas, abyśmy weszli do takiego pokoju dziennego pobytu i zamknęły drzwi. Słychać było tylko, jak ktoś biega po korytarzu, to było przerażające – dodaje.

Źródło: Radio ZET/naszemiasto.pl/"Fakt"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET