`

Bartek zmarł nagle przed świętami. Wcześniej spędził noc na komendzie. "Zobacz, co oni mi zrobili"

3 min. czytania
03.01.2024 13:38
Obserwuj nas na Google

23-letni Bartek został przewieziony na komisariat w Wołominie. Tam miał zostać pobity. Mieszkaniec Marek zmarł dwa dni później. Teraz jego siostra opowiedziała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" o szczegółach zatrzymania.

policja
fot. Marek BAZAK/East News/zrzutka.pl

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, w nocy z 22 na 23 grudnia, pod Warszawą wydarzyła się tragedia. Bartek, mieszkaniec Marek, zmarł. Wcześniej trafił na komisariat. Mariola Wołoszyn, której syn był kolegą 23-latka, na portalu  zrzutka.pl opisała, jak doszło do zatrzymania.

"Dzień wcześniej, późnym wieczorem, gdy wracał ze spaceru do domu, został zaczepiony przez nieznanego mu mężczyznę. Przestraszył się i wezwał policję. Liczył na pomoc funkcjonariuszy, zapewnienie sobie bezpieczeństwa. Policjanci przyjechali na interwencję. Ale to nie agresywny napastnik został zatrzymany, tylko Bartek. Policjanci przewieźli go do Komendy Powiatowej Policji w Wołominie. Jako podstawę zatrzymania wskazali: znieważenie funkcjonariusza (Art. 226 kk.)" - czytamy.

Wołomin. Bartek zmarł po interwencji policji. "Był strasznie pobity"

Następnego dnia mężczyzna wrócił do domu. "Był strasznie pobity na twarzy i głowie, miał wyrwany bark, ślady po przypalaniu papierosami. Mamie powiedział, że policjanci go pobili, przypalali papierosami, zmuszali go do podpisania protokołu, potwierdzającego, że posiadał przy sobie susz (marihuana). Odmówił, bo jak stwierdził, nic takiego nie miał" - przekazała Mariola Wołoszyn. Rodzina chce wyjaśnić dokładnie okoliczności śmierci Bartka. "Z uzyskanych informacji wynika, że do jego zgonu mogli doprowadzić interweniujący policjanci" – czytamy w serwisie zrzutka.pl.

Funkcjonariusze przyjechali po 23-latka 21 grudnia na ulicę Rybną w Markach. "Z akt sprawy wynika, że wybił on szybę w samochodzie nieznanych mu osób, w związku z czym została podjęta interwencja policji" - poinformowała "Gazetę Wyborczą" Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Między Bartkiem a kierowcą samochodu miało dojść do kłótni. "Pokrzywdzeni zeznali, że mężczyzna zachowywał się agresywnie. Policyjny patrol zatrzymał sprawcę uszkodzenia mienia. W plecaku posiadał on pojemnik z suszem roślinnym" – dodała Skrzeczkowska.

Redakcja poleca

Mężczyzna podczas przewożenia na komendę miał zachowywać się agresywnie, uderzać o szybę radiowozu i znieważać policjantów. Następnego dnia, po powrocie do domu, Bartek poprosił mamę, by nie prała zakrwawionych ubrań, które miały być dowodem w sprawie. Kobieta miała zawieźć Bartka na SOR na obdukcję. Nie zdążyła. 23 grudnia 23-latek już nie żył.

Nagła śmierć 23-latka. "To nie policja, to ZOMO"

Co dokładnie wydarzyło się na komendzie? Wiadomo, że Bartek trafił do pomieszczenia dla osób zatrzymanych (PdOZ) w budynku Komendy Powiatowej Policji w Wołominie. Dominika, siostra zmarłego w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przyznała, że po zatrzymaniu Bartek w asyście policjantów był także na szpitalnym oddziale ratunkowym. Nie wiadomo jednak, jakie badania miały być tam wykonane. - Mówił, że był wożony w kilka miejsc - powiedziała. Wołomińska komenda poinformowała, że "policję zaniepokoiła informacja o śmierci Bartosza oraz że podjęto w tej sprawie czynności wyjaśniające".

Dołącz do grupy "Radio ZET - wiadomości z Warszawy" na Facebooku

– Od razu powiedział: "Mamo, zobacz, co oni mi zrobili. To nie policja, to ZOMO". Wielokrotnie powtarzał, że został pobity przez policję – opowiadała Dominika. Dodała także, że jej brat wrócił do domu w bardzo złym stanie, z obrażeniami twarzy. - Miał mocno stłuczone okolice lewego oka, rozcięty łuk brwiowy, obrażenia na rękach i nogach. Miał też ślady oparzeń na lewym nadgarstku, powiedział nam, że był przypalany papierosem przez policjantów. Bolała go głowa, mówił, że boli go gardło – relacjonowała siostra zmarłego.

Sprawą zajmuje się wołomińska prokuratura. Śledztwo było prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci (art. 155 kodeksu karnego). Dotyczy także przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego (art. 231§1 kodeksu karnego). Na razie nikt nie usłyszał zarzutów. Wkrótce sprawa ma trafić do innej jednostki, by uniknąć zarzutu braku bezstronności. 

Źródło: Radio ZET/Zrzutka.pl/"Gazeta Wyborcza"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET