Wrocław po nieudanej akcji referendalnej. "Powstały napięcia trudne do zredukowania"
Referendum ws. odwołania prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka nie odbędzie się. SOS Wrocław nie zebrało wymaganej liczby podpisów pod wnioskiem. Zabrakło ok. 11 tys. - 35 tys. zebranych podpisów to jest dla nas ważny sygnał i na pewno tych głosów nie lekceważymy - powiedziała w rozmowie z reporterką Radia ZET Agata Dzikowska, dyrektorka Wydziału Komunikacji Społecznej UM Wrocławia.
- Referendum ws. odwołania prezydenta Wrocławia się nie odbędzie - zabrakło ok. 11 tys. podpisów
- - 35 tys. zebranych podpisów to jest dla nas ważny sygnał i na pewno tych głosów nie lekceważymy - stwierdziła Agata Dzikowska z UM Wrocławia
- Akcję referendalną skomentował również były prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski
Referendum ws. odwołania Sutryka. Zabrakło ok. 11 tys. podpisów
Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej stowarzyszenie SOS Wrocław poinformowało, że pod wnioskiem o referendum ws. odwołania prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka zebrano około 35 tys. podpisów. Przypomnijmy, że do 24 marca tych podpisów należało zebrać 46 646. Oznacza to zatem, że referendum się nie odbędzie. - Nie odnieśliśmy zwycięstwa w kwestii zasadniczej, ale osiągnęliśmy bardzo wiele - powiedział prezes SOS Wrocław Piotr Uhle. Do sprawy odniosła się również Agata Dzikowska, dyrektorka Wydziału Komunikacji Społecznej UM Wrocławia. - 35 tys. zebranych podpisów to jest dla nas ważny sygnał i na pewno tych głosów nie lekceważymy. Zdajemy sobie sprawę, że w blisko milionowej metropolii będzie grupa mieszkańców, dla której sprawy w mieście - w ich opinii - nie idą w takim tempie, w jakich powinny. Postaramy się w następnych miesiącach i latach o te głosy powalczyć - przyznała Dzikowska w rozmowie z reporterką Radia ZET Grażyną Wiatr.
Działacze SOS Wrocław w trakcie zbierania podpisów zarzucali przedstawicielom miasta m.in. to, że w miejskich mediach nie opublikowano żadnej informacji na temat akcji referendalnej. W połowie marca złożono nawet specjalny wniosek do Magdaleny Okulowskiej, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, która wydaje miejski biuletyn. Miał to być "test potwierdzający lub zaprzeczający propagandowej roli mediów samorządowych". Agata Dzikowska skomentowała tę kwestię krótko: - Przypomnę, że zgodnie z zapisami ustawy, jeśli chodzi o inicjatywy referendalne, to oganizatorzy mogą umieszczać treść ogłoszenia w poszczególnych mediach. Wroclaw.pl i nasz miesięcznik nie publikują jednak ogłoszeń, w żadnej sprawie.
"Niespodzianki nie było"
W trakcie akcji referendalnej zdarzało się również, że przedstawiciele spółek miejskich nasyłali policję na wolontariuszy zbierających podpisy. Sporo kontrowersji wywołała również kampania miasta i Ministerstwa Cyfryzacji "Zastrzeż swój PESEL". We Wrocławiu pojawiły się grafiki i plakaty z napisami takimi jak "oszuści są wszędzie". SOS Wrocław twierdziło, że to nie przypadek. - Traktujemy to jako próbę zastraszania mieszkanek i mieszkańców - mówił nam wówczas radny Jakub Janas. Z kolei, zdaniem Agaty Dzikowskiej "organizatorzy referendum, komunikując się z mediami, co kilka dni wyszukiwali elementy, które mogą spowodować, że media chętniej przyjdą na konferencje i będą temat akcji referendalnej podbijać".
Do informacji i zebraniu niewystarczającej liczby podpisów odniósł się również europoseł Bogdan Zdrojewski, były prezydent Wrocławia. "Niespodzianki nie było. Zabrakło ponad 11 000 podpisów. Organizacja referendum w czasie kluczowego fragmentu kampanii prezydenckiej to był błąd. Koszty akcji po wszystkich stronach. Powstały napięcia trudne do zredukowania. Ważne, by Polak jednak był mądrzejszy po…. Tej szkodzie, a Wrocław pozostał w bardzo życzliwej pamięci i trosce... Wszystkich" - napisał Zdrojewski.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET