`

Wyniki badań galarety z Nowej Dęby. Wykryto zabójcze stężenie

PAP
3 min. czytania
06.03.2024 16:21
Obserwuj nas na Google

W próbkach galarety z targowiska w Nowej Dębie, którą śmiertelnie zatruł się 54-letni mężczyzna, wykazano obecność azotynu sodu na toksycznym dla człowieka poziomie od 16 do 19 tys. miligramów na kilogram – wynika z badań Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Norma wynosi 10-20 mg na kilogram.

Galaretą garmażeryjną zatruły się trzy osoby
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News, BEATA OLEJARKA/AGENCJA SE/East News

Informacja o zatruciu pokarmowym trzech osób po zjedzeniu galarety garmażeryjnej pojawiła się w lokalnych mediach 17 lutego wieczorem. W sprawie policja zatrzymała małżeństwo spod Mielca: 55-letnią Reginę S. i 56-letniego Wiesława S. po tym, jak dostała informację, że w szpitalu zmarł 54-letni obywatel Ukrainy Jurij N. 

Mężczyzna zjadł galaretę wieprzową kupioną na targowisku w Nowej Dębie. Domowymi wyrobami sprzedawanymi z samochodu zatruły się także dwie inne osoby: 67- i 72-latka, które trafiły do szpitala. Po tych doniesieniach z policją skontaktowały się jeszcze dwie osoby, które również kupiły domowe wyroby na targowisku w Nowej Dębie.

Redakcja poleca

Zatrucie galaretą w Nowej Dębie. Są wyniki badań

Już wiadomo, że w próbkach galarety stwierdzono obecność azotynu sodu na toksycznym poziomie. O wynikach poinformował w środę dyrektor Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach w woj. lubelskim Stanisław Winiarczyk. – W badanych próbkach galarety podejrzanej o wywołanie zatrucia pokarmowego wykazano obecność azotynu sodu na bardzo wysokim poziomie, toksycznym dla człowieka. Stężenia azotynu sodu w tych próbkach wahało się od 16 do 19 tys. miligramów na kilogram produktu – podał dyrektor PIW.

ZOBACZ TAKŻE:  Pani Maria zjadła zatrutą galaretę z targu w Nowej Dębie. Opowiedziała, co uratowało jej życie

Badanie dostarczonej PIW przez prokuraturę nieznanej substancji w postaci białego proszku wykazało, że jest to czysty chemicznie azotyn sodu. – Prawdopodobnie przez przypadek lub omyłkowo mógł być dodany do tej galarety, stąd też tak wysokie stężenia tej substancji w galarecie – ocenił Winiarczyk. Przekazał też, że w pozostałych badanych produktach mięsnych wykazano śladowe ilości azotynu sodu, niezagrażające zdrowiu i życiu człowieka, tj. ok. 10-20 miligramów na kilogram produktu.

Azotyn sodu - co to jest?

Winiarczyk wyjaśnił, że zgodnie z przepisami azotyn sodu jest stosowany do peklowania mięsa. Dopuszczalna jego zawartość w procesie peklowania surowego mięsa waha się od 100 do 150 mg/kg produktu. Po procesie technologicznym w gotowym produkcie poziom azotynu obniża się do 20-50 mg/kg. Takie wartości są bezpieczne dla zdrowia człowieka. 

Dyrektor przekazał, że nadal trwają badania tych wyrobów mięsnych pod wieloma innymi aspektami. Poddawane są badaniom toksykologicznym, m.in. na obecność laseczki jadu kiełbasianego i związków chemicznych stosowanych w truciznach na gryzonie.

– Prowadząca śledztwo w sprawie zatrucia galaretą mięsną Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu nie otrzymała jeszcze wyników badań – powiedział w środę jej rzecznik prok. Andrzej Dubiel. Dodał, że prokuratura czeka także na wyniki badań, w tym toksykologicznych, 54-letniego obywatela Ukrainy, który zmarł po zjedzeniu galarety mięsnej. Dadzą one odpowiedź na temat bezpośredniej przyczyny zgonu. 

Przeprowadzona w lutym sekcja zwłok mężczyzny nie wskazała bezpośredniej przyczyny zgonu. Biegli uznali, że konieczne jest przeprowadzenie dodatkowych badań. Prok. Dubiel zapewnił, że cały czas w śledztwie prowadzone są czynności. Przesłuchiwani są m.in. świadkowie, w tym inne osoby, które feralnego dnia kupiły w Nowej Dębie od obwoźnego sprzedawcy wyroby wędliniarskie.

Regina S. i Wiesław S. z zarzutami sprzedaży zatrutego mięsa

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że Regina S. i Wiesław S. hodowali trzodę chlewną dla podreperowania budżetu domowego i wyrabiali z niej wędliny i produkty garmażeryjne, które następnie sprzedawali na targowisku w Nowej Dębie. W domu zatrzymanego małżeństwa policjanci znaleźli około 20 kg wyrobów mięsnych, które zostały przebadane przez Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach. Małżonkom postawiono zarzut, że "narazili na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu trzy osoby”.  

Regina S. i Wiesław S. przyznali się do zarzucanego im czynu i odmówili składania wyjaśnień. Nie zgodzili się także na odpowiadanie na pytania prokuratora. Zastosowano wobec nich dozór policji i zakaz wyrobów mięsnych i ich sprzedaży. 

Źródło: Radio ZET/PAP - Gabriela Bogaczyk, Agnieszka Pipała

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET