Zakładają im obroże i śledzą każdy krok. „Brakuje nam kluczowego narzędzia"
Niedźwiedzie w Bieszczadach schodzą coraz bliżej ludzkich osad, co rodzi realny strach wśród mieszkańców i turystów. Aby zapobiec kolejnym niebezpiecznym incydentom, eksperci wyposażają bieszczadzkie drapieżniki w specjalne nadajniki GPS. Dzięki nim będzie można zlokalizować i odstraszyć konfliktowe osobniki.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie działania podejmowane są dla ochrony przed niedźwiedziami w Bieszczadach.
- Co umożliwiają obroże telemetryczne zakładane niedźwiedziom.
- Dlaczego metoda hukowa jest obecnie używana do odstraszania niedźwiedzi.
- Kiedy niedźwiedzie najczęściej zbliżają się do zabudowań.
Bezpieczeństwo a niedźwiedzie. Trwa obrożowanie zwierząt
W ostatnich tygodniach w mediach dużo mówi się o niedźwiedziach i ich ewentualnych spotkaniach z człowiekiem. To m.in. pokłosie tragedii, do której doszło w miejscowości Płonna na Podkarpaciu. Tam dzikie zwierzę zaatakowało i śmiertelnie raniło 58-letnią kobietę.
Niedźwiedzie licznie występują m.in. w Bieszczadach - tam o bezpieczeństwo mieszkańców i turystów zadbać mają specjalne obroże telemetryczne. Te pozwolą na śledzenie i ewentualne odstraszenie osobnika, który zbliży się do zabudowań.
Najpierw jednak zwierzęta trzeba odłowić i założyć im wspomniane obroże. Tym zajmują się specjaliści z Tatrzańskiego Parku Narodowego, którzy w tym roku nałożyli specjalne nadajniki siedmiu niedźwiedziom. Łącznie ma je na sobie już 11 osobników.
Obrożowanie niedźwiedzi
Odławianie niedźwiedzi. RDOŚ: Ulokowaliśmy pułapki
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska informuje, że podczas akcji udało się również odłowić dwie młodociane samice z Wołkowyi, które powodowały konflikty na terenach zamieszkanych. „Zostały one relokowane do odległych kompleksów leśnych" - czytamy w komunikacie dla mediów.
Jeden z odłowionych niedźwiedzi
„Ulokowaliśmy również pułapki w okolicach miejscowości Płonna, niestety nie udało się tam odłowić żadnego niedźwiedzia. Przeprowadzone czynności mają na celu ochronę zarówno dzikiej przyrody, jak i bezpieczeństwo mieszkańców regionu oraz turystów" - podaje RDOŚ.
Obroże są „tylko elementem"
Dyrektor RDOŚ w Rzeszowie powiedział w rozmowie z Radiem ZET, że w planach jest zakup około 30 obroży. - To jest tylko i wyłącznie element, który ma doprowadzić do tego, że będziemy wiedzieli, gdzie te osobniki konfliktowe przebywają - dodaje.
Wyjaśnił, że obecnie odstraszanie niedźwiedzi może się odbywać jedynie metodą hukową. - Nie mamy na ten moment tego kluczowego dla nas instrumentu w postaci kuli gumowej. Doświadczenia z całego świata pokazują, że to jest jedyny skuteczny sposób zawrócenia konfliktowych osobników do środowiska naturalnego - informuje.
Niebezpiecznych sytuacji jest coraz mniej
„Przed nami trudne wyzwania i kolejne działania - płoszenie pojawiających się w pobliżu zabudowy osobników. Liczymy na podpis prezydenta pod ustawą, która umożliwia użycie broni gładkolufowej i amunicji gumowej" - dodaje w oświadczeniu. Odstraszeniem zwierząt zajmą się członkowie grup interwencyjnych - to w sumie 12 osób, które będą stacjonować w Solinie i w Cisnej.
- I Cisna i Solina na to czekają, oczywiście pozostałe gminy ościenne również. Mam nadzieje, że lada moment te nasze problemy będą skutecznie rozwiązywane - mówi wójt Cisnej Dariusz Wethacz. Podkreśla też, że niebezpiecznych sytuacji jest coraz mniej, bo niedźwiedzie zbliżają się do zabudowań przede wszystkim wczesną wiosną, gdy w lesie brakuje pokarmu.
- Chciałbym wszystkich zaprosić w Bieszczady, bo to nadal jest miejsce bezpieczne, miejsce w którym można odpocząć, miejsce, w którym trzeba fajnie spędzić czas. Ja osobiście uważam, że tych niedźwiedzi nie jest tak dużo. Osobiście niedźwiedzia spotkałem dwa razy w życiu - dodaje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET