Zawieszona pilotka, uziemione śmigłowce Straży Granicznej. Posłanki domagają się wyjaśnień

4 min. czytania
27.01.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

Trzy posłanki interweniują u władz Straży Granicznej po tekście RadioZET.pl. Doświadczona pilotka została zawieszona bez podania przyczyn. Konsekwencją decyzji było uziemienie jednego ze śmigłowców i znaczne ograniczenie wykorzystania drugiego. Sprawę bada prokuratura.

Śmigłowiec Straży Granicznej
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie działania podjęły posłanki w związku z zawieszeniem pilotki i nieefektywnym wykorzystaniem śmigłowców SG.
  • Dlaczego pilotka Straży Granicznej została odsunięta od lotów i jakie były tego konsekwencje.
  • Jakie działania nowe działania podjęła prokuratura w tej sprawie

- Byłyśmy zbulwersowane sytuacją opisaną w publikacji RadioZET.pl. W związku z doniesieniami o możliwych nieprawidłowościach postanowiłyśmy osobiście zapytać władze Straży Granicznej o przyczyny i powody zwieszenia funkcjonariuszki, a także nieefektywne wykorzystanie sprzętu wartego ok. 50 mln zł, którym dysponuje SG – mówi nam Magdalena Filipek-Sobczak, posłanka Prawa i Sprawiedliwości.

Razem z dwiema innymi posłankami tej partii - Agnieszką Ścigaj i Anną Szmidt - tuż po naszej publikacji udały się do siedziby SG, gdzie domagały się wyjaśnień w opisywanej przez nas sprawie. - Najpierw byłyśmy w Biurze Lotnictwa, następnie przyjął nas zastępca Komendanta Głównego gen. Tomasz Michalski. Miałyśmy bardzo dużo pytań, nie na wszystkie mogłyśmy otrzymać od razu odpowiedź. W związku z tym złożyłyśmy nasze pytania na piśmie - dodaje Filipek-Sobczak.

Śmigłowce, zamiast patrolować granicę, stoją w bazie

Sprawę zawieszenia A. (tak nazwaliśmy doświadczoną pilotkę) w lotach opisaliśmy na RadioZET.pl w środę, 21 stycznia. Funkcjonariusze Straży Granicznej, którzy opowiedzieli nam o szczegółach, uważają, że decyzja, a także jej konsekwencje są skandaliczne. Chodzi nie tylko o upokorzenie pilotki, ale też fakt, że formacja musiała ponieść w związku z tym spore koszty. Jeden ze śmigłowców został całkowicie uziemiony, bo tylko A. miała uprawnienia, aby na nim latać. Drugi helikopter, mimo że kosztował aż 46 mln zł, jest używany sporadycznie, bo funkcjonariuszka była jedną z dwóch pilotów mogących wykonywać loty operacyjne. Sprzęt, zamiast być wykorzystywany do patrolowania granic, stoi w bazie.

Wszystko zaczęło się pod koniec maja ubiegłego roku. Były szef BL SG mjr Krzysztof Sidor wszczął postępowanie wyjaśniające wobec A., bo ta złożyła prywatny wniosek do Urzędu Lotnictwa Cywilnego o uzyskanie wyższej licencji lotniczej. W połowie czerwca ubiegłego roku szef personelu BL SG mjr Jerzy Przybyłek nakazał odsunąć A. od wykonywania "czynności lotniczych" ze względów bezpieczeństwa. Szczegółów nie podał.

Następnie w połowie lipca funkcjonariuszki nie dopuszczono do egzaminu przedłużającego uprawnienia do lotów śmigłowcem EC 135. Oficjalnie dlatego, że nie chciała oddać oryginałów książki lotów do Biura Lotnictwa. Tymczasem książka jest własnością pilota i może być przedstawiana do wglądu. Gdy A. nie zgodziła się na jej oddanie, funkcjonariuszki nie dopuszczono do egzaminu. A w SG jest tylko jeden pilot, który może wykonywać loty operacyjne na śmigłowcu kupionym za blisko 50 mln zł. Z naszych informacji wynika, że maszyna jest używana sporadycznie. To zaledwie dwa-trzy loty w ciągu miesiąca.

Straż Graniczna musiała też płacić zewnętrznemu pilotowi za próby techniczne na śmigłowcu Anakonda i za wynajem części zamiennych. Dopiero po tym, gdy mjr Przybyłek zorientował się, że zawieszenie pilotki pociąga za sobą konkretne koszty, odwiesił ją w lotach. Ale tylko szkoleniowych i technicznych. Lotów operacyjnych A. nadal nie mogła wykonywać. Decyzja nie zawierała uzasadnienia.

Redakcja poleca

Posłanki domagają się wyjaśnień, śledztwo przedłużone

Funkcjonariusze mówili o absurdzie sytuacji, a nawet próbie sabotażu. Zwłaszcza że SG ma ogromne problemy kadrowe. Śledztwo w sprawie niedopuszczenia A. do egzaminu prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Dotyczy m.in. przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez mjr. Przybyłka. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów. W ostatnich dniach śledztwo zostało przedłużone do 3 maja. - Aktualnie trwa gromadzenie materiału dowodowego w celu pełnego ustalenia stanu faktycznego w sprawie, w tym m.in. przesłuchania świadków i zabezpieczanie niezbędnej dokumentacji - informuje RadioZET.pl prokurator Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Posłanki PiS mówią, że przedstawione przez nas doniesienia są bardzo niepokojące i wymagają dogłębnego zbadania. Natomiast na razie wypowiadają się o sprawie dość ostrożnie. - Na tę chwilę nie chciałabym upubliczniać treści naszej interwencji. Czekamy na odpowiedź od Straży Granicznej. Od tego, co się w niej znajdzie, uzależniamy podjęcie dalszych kroków. To kolejna, po gwałcie w policji w Piasecznie, bulwersująca sprawa w służbach, które powinny dbać o nasze bezpieczeństwo. Wiele wskazuje na to, że w Straży Granicznej także mogło dojść do nieprawidłowości. Kolejny raz sprawa dotyczy kobiety. Chcemy wiedzieć, czy do ewentualnej dyskryminacji nie doszło właśnie ze względu na płeć. Obecnie opieramy się wyłącznie na tym, co przeczytałyśmy z publikacji, dlatego czekamy na szczegółowe wyjaśnienia – podsumowuje Magdalena Filipek-Sobczak.

Magdalena Filipek-Sobczak, posłanka PiS
Fot. Marysia Zawada/REPORTER
Magdalena Filipek-Sobczak, posłanka PiS

Straż Graniczna będzie musiała odpowiedzieć na pytania posłanek w ciągu dwóch tygodni. Na większość tych zadanych przez naszą redakcję mjr Anna Sobieska-Tekień, rzeczniczka Komendanta Głównego SG, nie odpowiedziała, zasłaniając się trwającym śledztwem.

Z naszych ustaleń wynika, że A. zgłaszała problemy do bezpośrednich przełożonych: dyrektorów Biura Lotnictwa, Komendanta Głównego SG, BSW oraz Pełnomocniczki ds. Równego Traktowania i Etyki Zawodowej. Jednak nie doczekała się reakcji. Z kolei Biuro Spraw Wewnętrznych złożyło osobne zawiadomienie do prokuratury. Stało się to jednak kilka dni po tym, gdy sprawą zajęli się już śledczy, którzy dostali inne zawiadomienie.

RadioZET.pl dowiedziało się też, że wystąpienie na drogę prawną mają rozważać inni funkcjonariusze, którzy nie zgadzają się z tym, jak zostali potraktowani.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET