Zmiana prawa po samobójstwie 16-latki. "Dzieci mają dostęp do narzędzi o ogromnej sile rażenia"
- Kiedyś szkolne nieporozumienia rozwiązywano na forum klasowym. Dzisiaj nieletni mają dostęp do narzędzi o ogromnej sile rażenia, które z minuty na minutę mogą postawić pokrzywdzonego przed wielotysięczną, a niekiedy nieograniczoną publicznością - mówi adwokat Arkadiusz Szymański, odnosząc się do petycji o zaostrzenie kar za przemoc w sieci po samobójstwie 16-letniej Julii z Lubina.
Zmiana prawa po samobójstwie 16-letniej Julii
- Dziewczynka targnęła się na swoje życie. Jest to straszna tragedia, ale to jest problem edukacji, a nie prawa karnego – uważa prawnik prof. Maciej Gutowski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Nie będziemy przecież wsadzać dzieci do więzienia, to nie jest metoda na ich wychowanie – dodaje. Jego zdaniem powinniśmy zacząć od edukacji, bo symptomy świadczące o przemocy psychicznej powinny być wyłapane wcześniej.
Mecenas Arkadiusz Szymański uważa jednak, że tragedia 16-letniej Julii może być przyczynkiem do zmian w prawie. - Celem zmian ustawodawczych powinno być zniechęcenie, nawet dolegliwością możliwej ingerencji państwa, nieletnich przed takim zachowaniem. Co znamienne w tej sprawie, co wiemy z doniesień medialnych, to posiadanie przez uczniów telefonów komórkowych w trakcie zajęć lekcyjnych, podczas których miała powstawać szkalująca ofiarę korespondencja - twierdzi adwokat z kancelarii Zemła Szymański.
Kurator sprawdza szkoły Julii. “Mają obowiązek chronienia dzieci”
Ministra edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała już, że w związku z samobójczą śmierci Julii z Lubina dolnośląska kurator oświaty sprawdza, czy szkoły, do których uczęszczała nastolatka, interweniowały po otrzymaniu zgłoszeń o nękaniu jej przez rówieśników i czy zapewniały nastolatce bezpieczeństwo. "Kuratorka dolnośląska bada tę sprawę. Sprawdza wszystko. Prosiliśmy, aby miała szczególne baczenie i uwagę poświęconą tej sprawie. Z przyczyn oczywistych to nie minister interweniuje, tylko kurator. Jesteśmy w stałym kontakcie z kurator dolnośląską" - powiedziała w Radiu ZET Nowacka.
- Nie oczekujmy od policji, że będzie chodziła po szkole i wyłapywała takie sytuacje. Przecież nikt o nich nie będzie w ogóle wiedział, jeśli szkoła nie zareaguje. Ten obowiązek spoczywa na nauczycielach - stwierdza prof. Maciej Gutowski. Wtóruje mu mecenas Szymański. - Oczywiście, należy przebadać sprawę pod kątem sygnalizowanych przez ofiarę dolegliwości, zachowań sprawców, miejsca ich dokonywania (szkoła?), reakcji dorosłych w tej sprawie. Wydaje się, że główna odpowiedzialność, jaka mogłaby się pojawić, to dyscyplinarna i służbowa w przypadku stwierdzenia rażących naruszeń - tłumaczy adwokat.
Od razu jednak dodaje, że odpowiedzialność szkoły za dziecko jest jednak ograniczona czasowo. - Zasadniczo obowiązek ten rozciąga się w czasie, w którym dziecko ma zajęcia lekcyjne, do momentu odebrania przez rodzica lub opuszczenia szkoły. Później nauczyciele już nie odpowiadają za swoich podopiecznych - wyjaśnia adwokat.
Walka z hejtem. “Prawo nie rozwiąże problemu”
W niedzielę, 29 września, w Lubinie odbył się marsz milczenia po samobójczej śmierci nastoletniej Julii. Dziewczynka miała być ofiarą hejtu rówieśniczego, głównie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Podczas marszu zbierano podpisy pod petycją dotyczącą zaostrzenia przepisów za stosowanie cyberprzemocy. "Zgadzam się, że przepisy dotyczące mowy nienawiści, szczególnie mowy nienawiści w sieci, która wydaje się tym, którzy ją stosują, bezpieczna i anonimowa, powinny być znacznie bardziej wnikliwe, restrykcyjne" - powiedziała Barbara Nowacka w Radiu ZET, zaznaczając, że temat przemocy, w tym rówieśniczej, jest jednym z poważniejszych wyzwań, z którymi Ministerstwo Edukacji Narodowej musi się zmierzyć.
Według Łukasza Wojtasika z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę nie tylko wysokość kary jest ważna, ale również jej nieuchronność. - Młodzi ludzie stosując przemoc rówieśniczą, muszą znać konsekwencje prawne swoich działań i mieć świadomość, że to prawo działa wtedy, kiedy jest taka potrzeba - mówi ekspert i dodaje: - Prawo jednak nie rozwiąże w pełni tego problemu. Bardzo ważna jest edukacja i pokazywanie, że te negatywne zachowania w sieci mają realne konsekwencje i mogą krzywdzić innych.
Zwalczanie hejtu na płaszczyźnie karno-prawnej jest trudne. Wiele destrukcyjnych zachowań nie jest karanych. - Ignorowanie kogoś, czy wykluczanie go z premedytacją z grupy rówieśniczej, co często jest bardzo dotkliwe dla młodych ludzi, nie jest uregulowane przez prawo. Co innego groźby, przemoc fizyczna, czy dysponowanie wizerunkiem innej osoby w sposób krzywdzący - wyjaśnia Wojtasik. Tutaj pojawiają się jednak dwa problemy.
Pierwszy dotyczy możliwości ukarania sprawców czynów zabronionych. Dzieci, które nie ukończyły 17. roku życia, z zasady nie ponoszą odpowiedzialności karnej za swoje czyny. Stosuje się wobec nich środki przewidziane w ustawie o postępowaniu w sprawach nieletnich. Według mecenasa Szymańskiego należałoby się zastanowić, czy hejt, który może mieć postać przestępstwa znieważenia, zniesławienia oraz znęcania się psychicznego, nie powinien znaleźć wyraźnego miejsca w regulacjach prawnych.
- W latach naszej młodości szkolne nieporozumienia rozwiązywano na forum klasowym. Często były to nieprzychylne plotki, niekiedy niewdzięczny napis na lustrze w szkolnej toalecie. Dzisiaj natomiast nieletni mają dostęp do narzędzi o ogromnej sile rażenia, które z minuty na minutę mogą postawić pokrzywdzonego przed wielotysięczną, a niekiedy nieograniczoną publicznością - mówi adwokat. Drugi problem prawny odnosi się do skuteczności wykrywania sprawców przemocy psychicznej w internecie.
- Zarówno sądy rozpatrując prywatne akty oskarżenia, jak i organy ścigania oraz prokuratura, dokładają wszelkich starań, natomiast pojawiają się problemy natury obiektywnej. Takie jak: brak możliwości ustalenia sprawcy, czy też długotrwałość postępowania karnego. Powodują one, że nie zawsze cele postępowania są osiągnięte, a interes pokrzywdzonego zabezpieczony - tłumaczy Szymański. Dlatego bardzo ważna jest edukacja w zakresie wczesnego reagowania na przypadki hejtu adresowana do szkół i osób, które pracują z dziećmi, ale również do rodziców. Pomoc psychologiczna dla ofiar może być często ważniejsza niż skuteczne wykrycie i ukaranie hejterów.
Śledztwo prokuratury. Hejt doprowadził do samobójstwa?
Prokuratura Rejonowa w Lubinie nadzoruje śledztwo, które ma ustalić, czy 16-latka z Lubina, nie została doprowadzona do samobójstwa na skutek namowy lub pomocy ze strony innych osób. Postępowanie wyjaśni też, czy doszło do znęcania psychicznego, które doprowadziło nastolatkę do targnięcia się na własne życie. W sprawie przesłuchiwani są świadkowie, zabezpieczono telefon i laptop należący do nastolatki. Policja, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, sprawdza też treści zamieszczone w mediach społecznościowych, aby ustalić osoby, które dokonywały nękających wpisów. Zostaną one ocenione pod względem prawnym.
Jeśli wpisy miały charakter przestępczy, a ich autorami były osoby nieletnie (czyli takie, które nie ukończyły 17 lat), postępowanie będzie prowadził sąd rodzinny i nieletnich. - Wobec nieletnich sprawców mogą być stosowane środki wychowawcze, np. nadzór kuratora, umieszczenie w młodzieżowym ośrodku wychowawczym, środki lecznicze, np. umieszczenie w zakładzie leczniczym oraz środki poprawcze, czyli umieszczenie w zakładzie poprawczym, co do zasady do 21. roku życia - tłumaczy mecenas Arkadiusz Szymański.
Osobie, która ukończyła 17 lat, za przestępstwo doprowadzenia do samobójstwa na skutek namowy lub też pomocy ze strony innych osób grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Natomiast za znęcanie psychiczne, które doprowadziło do targnięcia się na własne życie, grodzi kara od dwóch lat do 15 lat pozbawienia wolności.
Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych, potrzebujesz porady lub wsparcia, tutaj znajdziesz numery telefonów zaufania do organizacji oferujących pomoc w kryzysie psychicznym. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na 112.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET