"Przerażająca cisza". Lądek-Zdrój jak po przejściu tsunami, mieszkańcy apelują o pomoc
Kilka tygodni po powodzi w Lądku-Zdroju nadal widać skutki żywiołu, który spustoszył to miasto. Brakuje rąk do pracy, koniecznych, by uprzątnąć ulice i budynki, a jak relacjonuje reporter Radia ZET Szymon Kastelik, mieszkańcy wciąż pozostają bez gazu i ciepła, bo uszkodzony został gazociąg.
Problemy w Lądku-Zdroju. Brakuje rąk do pracy
Lądek-Zdrój był jednym z miast, które najbardziej ucierpiały na skutek powodzi. Mieszkańcy z pomocą służb bardzo szybko zabrali się jednak do pracy, żeby usunąć skutki żywiołu i rozpocząć powrót do normalności. Cały czas jednak trwa wielkie sprzątanie miasta i choć od powodzi minęło już kilka tygodni, to wciąż pracy do wykonania jest sporo. Lądek-Zdrój nadal wygląda jak po przejściu tsunami. - Jest tu smutno. Przerażająca cisza - usłyszał od mieszkańców reporter Radia ZET Szymon Kastelik.
Problemem jest jednak brak ludzi, którzy mieliby to zrobić. Brakuje chętnych do usuwania szkód na terenach powodziowych. Do najbardziej zniszczonych miast i wsi zjeżdżają wolontariusz z całej Polski, ale wciąż jest ich za mało. Taka to wygląda w Lądku-Zdroju, gdzie cały czas trwa wielkie sprzątanie. Na miejscu pomagają między innymi harcerki z Poznania, które zachęcają wszystkich do pomagania. Przestrzegają jednak przed wybieraniem się w takie miejsca bez odpowiedniej koordynacji jednej z organizacji pomocowych.
- Nie jedziemy na własną rękę, zgłaszamy się do konkretnej organizacji. Związek Harcerstwa Polskiego przyjmuje wolontariuszy także spoza tej organizacji, więc zapraszamy. Jest tutaj ogrom pracy i brak rąk – powiedziała w rozmowie z Radiem ZET jedna z harcerek, która jako wolontariuszka pomaga mieszkańcom Lądka-Zdroju w uprzątnięciu miasteczka po powodzi.
W mieście jest kilkadziesiąt budynków, które prawdopodobnie nie będą nadawały się do zamieszkania. Swoje domy nadal porządkują mieszkańcy. - Budynki, które porozpadały się praktycznie na pół – to świadkowie dramatu, który nas dotknął. Ludzie bardzo intensywnie pracują na własną rękę w swoich domach. Obawiamy się, że po wykonaniu tej pracy fizycznej może przyjść czas kryzysu psychicznego, bo do ludzi dopiero dotrze, co stracili i jak wielka jest to dla nas, jako społeczeństwa, trauma – mówił jakiś czas temu burmistrz miasta Tomasz Nowicki. Także i tutaj przydaje się pomoc wolontariuszy.
Mieszkańcy bez gazu i ogrzewania
Nie tylko mieszkańcy zalanych domów i mieszkań cierpią na skutek powodzi. Również ci, których wielka woda oszczędziła, muszą radzić sobie z problemami. W Lądku-Zdroju problemem jest to, że nadal wiele budynków wielorodzinnych nie ma tam ogrzewana, bo zniszczona została sieć gazociągów. Na miejscu sprawę bada reporter Radia ZET Szymon Kastelik.
- Okazuje się, że nie trzeba mieszkać na parterze, żeby mieć straty. Jedna z mieszkanek Lądka-Zdroju mieszka na czwartym piętrze, a woda i tak zniszczyła jej ścianę, bo wlała się przez komin. I dlatego potrzebuje ogrzewania, żeby osuszyć teraz ścianę – relacjonuje reporter Radia ZET. Przywołuje też przykład jednego z mieszkańców głównych ulic miasteczka, który czeka na gaz i ciepło, a obecnie ratuje się ogrzewaniem elektrycznym.
- Przychodzimy, włączamy jeden, trochę się nagrzeje, człowiek idzie spać i to wszystko. Rano też się włącza na chwilę – powiedział mieszkaniec Lądka-Zdroju w rozmowie z Radiem ZET. Dodał również, że stara się być oszczędny, bo obawia się rachunków za prąd. Być może pomocna będzie tutaj powodziowa specustawa, która zakłada między innymi zasiłek dla powodzian na osuszanie zalanych domów, dodatek losowy na potrzeby edukacyjne oraz wsparcie dla pracowników i przedsiębiorców. - Specustawa ma im pomagać szybko. Potrzeby są ogromne – komentował dla Radia ZET pełnomocnik rządu ds. odbudowy po powodzi Marcin Kierwiński.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET