`

Afganistan pod rządami talibów. Reporterka CNN w czadorze

3 min. czytania
16.08.2021 17:30
Obserwuj nas na Google

Kabul po przejęciu władzy w Afganistanie przez talibów stara się żyć normalnie, ale czuć strach na ulicach - relacjonują obecni na miejscu zagraniczni korespondenci. Reporterka CNN Clarissa Ward na nagraniu z talibami wystąpiła w czadorze, przez który widać było tylko jej twarz.

Afganistan pod rządami talibów
fot. CNN/YouTube (screen)

Afganistan od niedzieli znajduje się ponownie w rękach talibów. Fundamentaliści sunniccy po trwającej kilka ostatnich tygodni ofensywie 15 sierpnia wtargnęli do Kabulu. Władzę bez stawiania oporu oddał dotychczasowy prezydent kraju Aszraf Ghani (sam wyjechał do Tadżykistanu). 

W poniedziałek świat obiegły dramatyczne zdjęcia z kabulskiego lotniska, które stało się jedyną drogą ucieczki z Afganistanu (talibowie kontrolują wszystkie lądowe przejścia graniczne). Tysiące osób szturmowały samoloty m.in. amerykańskiej armii ewakuujących obywateli USA i ich sojuszników. Co najmniej dwie osoby zginęły, które spadły ze startujących maszyn. Dokładna liczba zabitych podczas chaosu na lotnisku nie jest znana.  

Kabul pod rządami talibów. "Nie ma muzyki"

Wideo reporter BBC News Malik Mudassir, który jest w stolicy Afganistanu, podkreśla, że 4,5-milionowe miasto stara się żyć normalnie. "Talibowie są wszędzie, m.in. w punktach kontrolnych, które kiedyś były oficjalnymi barykadami policji lub wojska" - relacjonował.

Redakcja poleca

Dodał, że w porównaniu do niedzieli w mieście nie ma paniki. Talibowie przejęli samochody policji i wojska oraz używają ich do kontrolowania sytuacji w Kabulu. "W centrum miasta życie toczy się normalnie. Ruch jest znacznie mniejszy. Większość sklepów jest zamknięta (...) Widziałem kilka kobiet na ulicy. Miały maseczki na twarzach i chusty na głowach" - relacjonował Mudassir.

Najbardziej zapalnym punktem w poniedziałek było wspomniane lotnisko w stolicy. "Gdy tylko ktoś chciał się zbliżyć do głównych bram lotniska, pojawili się tam talibowie z bronią, próbujący rozpędzić tłum i strzelający w powietrze" - wskazywał reporter BBC News. Ludzie, którzy chcieli dostać się na lotnisko, wspinali się nawet po drutach kolczastych.

Na ulicach Kabulu w ogóle nie ma muzyki (za czasów pierwszych rządów talibów 1996-2001 muzyka i telewizja były zakazane). "Mieszkam w hotelu, w którym grali muzykę w tle. Oni również ją wyłączyli. Ludzie się boją. Ale miasto wciąż żyje" - podsumował Mudassir.

Talibowie przejęli Afganistan. Opustoszała "zielona strefa"

W dotychczasowej dzielnicy rządowej w Kabulu, znanej jako "zielona strefa", panuje w poniedziałek cisza po tym, jak zagraniczne misje dyplomatyczne w Afganistanie zostały przeniesione na lotnisko - relacjonuje agencja Reutera. W dzielnicy nie ma już policji i ochroniarzy, którzy strzegli placówek dyplomatycznych. By przejechać, kierowcy sami podnoszą ustawione szlabany.

- Dziwnie jest siedzieć tu i widzieć puste ulice, brak konwojów dyplomatycznych, dużych uzbrojonych samochodów - powiedział Reutersowi właściciel lokalnej piekarni. - Będę tu piec chleb, ale zarobię bardzo mało pieniędzy. Strażników, którzy byli moimi przyjaciółmi, już nie ma - ubolewał.

Wielu byłych urzędników i obrońców praw człowieka jest zszokowanych i odczuwa strach. - Nikt nie wierzył, że pójdzie tak szybko"- powiedział jeden z byłych pracowników rządowych, który obecnie ukrywa się w domu przyjaciela. - Wszyscy, których znam, całe społeczeństwo obywatelskie, ministrowie, wiceministrowie czują się zagubieni. Ukrywają się albo czekają - wskazał. 

Korespondentka CNN zakryła głowę

Clarissa Ward, korespondentka zagraniczna CNN, w swojej relacji podkreśliła, że talibowie obecni w całym mieście uśmiechają się i pokazują symbol wiktorii. Niektórzy z nich trzymają w rękach amerykańską broń. Dodała, że jeszcze kilka dni temu talibowie stojący przed byłą ambasadą USA było obrazkiem niewyobrażalnym.

- Amerykanie spędzili wystarczająco dużo czasu w Afganistanie, musieli wyjechać. Stracili za dużo swoich ludzi i za dużo pieniędzy - mówił jeden z dowódców talibów w rozmowie z CNN. Tak rozmowni nie byli bojownicy, którzy strzegli wejścia do pałacu prezydenckiego. - Powiedzieli mi, żebym stanęła tutaj (z boku od wejścia - przyp. red.), ponieważ jestem kobietą. Zwykli Afgańczycy podkreślali za to niepewność po przejęciu władzy przez talibów. 

W mediach społecznościowych wskazano, że jeszcze przed upadkiem Kabulu Clarissa Ward w swoich relacjach występowała bez ukrywania głowy i reszty ciała. Na materiale ukazującym życie w mieście z talibami, miała na sobie czador i widać jej było tylko twarz. 

Redakcja poleca

RadioZET.pl/BBC News/PAP/CNN

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET