`

"Babciu, mam tu dziurę". Wstrząsające relacja ze śmierci 10-letniej dziewczynki

2 min. czytania
19.10.2022 13:16
Obserwuj nas na Google

W miejscowości Nowy Burłuk na wschodzie Ukrainy Rosjanie ostrzelali samochód, którym jechali dziadkowie z 10-letnią Katariną. Dziewczynka otrzymała dwa strzały i zmarła. - Babciu, spójrz, mam tu dziurę - powiedziała Katia przed śmiercią.

Walka o Charków
fot. AA/ABACA/Abaca/East News/Facebook

Zabójstwo 10-letniej Katii Winiarskiej wyszło na jaw dopiero teraz, gdy siłom ukraińskim udało się wypchnąć wojska rosyjskie z obwodu charkowskiego, leżącego na wschodzie Ukrainy. Jej babcia powiedziała dziennikarzom Globalnews, że chce, aby cały świat dowiedział się o śmierci jej wnuczki.

10-letnia Katarina Winiarska na co dzień mieszkała z rodzicami w Charkowie, drugim co do wielkości mieście Ukrainy. Kiedy Rosjanie rozpoczęli inwazję, rodzice odesłali dziewczynę do dziadków, którzy mieszkali we wsi Nowy Burłuk, położonej 75 km od Charkowa.

- W pierwszych dniach wojny w Nowym Burłuku było cicho i rodzice Katii uważali, że będzie tu bezpieczniejsza - opowiada babcia dziewczynki, Maria Kiwszar. Pewnego popołudnia dziadek wziął Katię do samochodu i pojechali po babcię, która była w pracy. - Poprosiłam męża, żeby nie zostawiał Katii samej w domu, bo bardzo bała się eksplozji – wspomina Maria. Najpierw droga była pusta, ale w pewnym momencie zobaczyli dwie kolumny pancerne. Kiedy zbliżyli się do nich na odległość około 100 metrów, rozpoczęła się strzelanina.

Redakcja poleca

Katia została postrzelona dwa razy

Katia została postrzelona w brzuch. - Babciu, spójrz. Mam tu dziurę - powiedziała 10-latka. Dziadkowie zaczęli wzywać pomocy. Wtedy podszedł do ich samochodu młody rosyjski żołnierz. Dał im biały materiał i flarę, dzięki którym mieli bezpiecznie dotrzeć do Czuhajowa, gdzie jest szpital. Niestety, zaraz potem natrafili na kolejną rosyjską kolumnę. - Zaczęli do nas strzelać. Dostałam postrzał w klatkę piersiową, a mąż w rękę, nogę i głowę. Próbowaliśmy uciekać, ale samochód nie zapalił. Podjechała do nas wojskowa ciężarówka, a żołnierz patrząc na ranną Katię powiedział tylko: "dwieście". Nie wiedziałam, o co chodzi - relacjonuje Maria Kiwszar. W wojskowym slangu oznacza to osobę zmarłą.

Ciężarówka zawiozła ich na obrzeża Prymorska, który znajduje się w połowie drogi do ich domu. Ostatni kilometr szli na piechotę, a dziadek niósł Katię na rękach. - Poruszyłam jej głową i zbaczyłam, że ma dziurę przy uchu. W tym momencie zrozumiałam, co znaczyło "dwieście" – powiedziała babcia. Kiedy dotarli do miasta, znaleźli lekarza, ale 10-latki nie udało się już uratować.

Zabójstwo 10-latki. Dziadkowie czekają na ekshumację

Następnego dnia pani Maria została przewieziona do szpitala w Wielkim Burłuku. Jej mąż - mimo ran - nie pojechał z nią, chciał pochować wnuczkę. W ogrodzie przy domu wykopał jej grób. - Leżał dwa dni przy jej grobie. Próbował się powiesić, mówił, że nie chce żyć, bo stracił wnuczkę - opowiada Maria. Teraz dziadkowie czekają, aż ukraińscy prokuratorzy ds. zbrodni wojennych ekshumują ciało i rozpoczną śledztwo.

- Katia była jedynaczką, urodziła się cudem, bo jej mama miała wcześniej kilka poronień. Po urodzeniu ważyła tylko 860 gramów. Marzyła o tym, by zostać lekarzem. Lubiła delfiny i wiedziała wszystko o Czarnobylu - wspomina jej babcia.

Redakcja poleca

RadioZET.pl?Globalnews

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET