Bezprecedensowe referendum w Szwajcarii. To będzie pierwszy kraj z limitem ludności?
Szwajcarzy w najbliższą niedzielę pójdą do urn, by zdecydować, czy do 2050 roku ograniczyć populację kraju do 10 mln. To bezprecedensowe referendum, ponieważ żadne państwo dotychczas nie zdecydowało się wprowadzić takiego limitu. - W optyce zwolenników tego pomysłu ludność napływowa zaczyna rywalizować z miejscową o dobra takie jak praca czy mieszkania. „Oni” zabierają „naszym” pracę, mieszkania, a nawet miejsca w komunikacji publicznej– tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl prof. Marcin Rachwał z poznańskiego UAM.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są motywy inicjatorów szwajcarskiego referendum.
- Dlaczego SVP chce ograniczyć populację Szwajcarii do 10 mln.
- Jak może wyglądać egzekwowanie limitu populacji w Szwajcarii.
- Czy wyniki sondaży wskazują na poparcie dla referendalnej inicjatywy.
Słynącą z referendum Szwajcarię czeka w najbliższą niedzielę kolejne głosowanie powszechne. Ale tym razem bezprecedensowe w skali świata. Po raz pierwszy w historii obywatele jakiegoś państwa zdecydują, czy chcą ustawowo ograniczyć jego populację. Zaproponowany przez prawicową, eurosceptyczną Szwajcarską Partię Ludową (SVP) – która stoi za tą inicjatywą - limit ma wynieść 10 mln obywateli, co kraj ma osiągnąć do 2050 roku. Jakie jest podłoże tego pomysłu i jakie mogą być jego konsekwencje polityczne. O tym w rozmowie z RadioZET.pl mówi politolog i specjalista ds. szwajcarskiej polityki prof. Marcin Rachwał z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Referendum w Szwajcarii ws. ograniczenia populacji
Jego zdaniem głównym celem inicjatorów tego referendum jest forsowanie swojej agendy i postulatów do mainstreamu. - To swego rodzaju działalność promocyjna, marketingowa. Partie wychodzą „do ludzi”, pokazują swój program, mówią do obywateli, że powinni się bać konkretnych zjawisk. I w ten sposób, wykorzystując mechanizmy demokracji bezpośredniej, de facto robią sobie kampanię – komentuje ekspert.
Skąd jednak pomysł na takie pytanie referendalne? Zwolennicy wprowadzenia limitu ludnościowego wskazują na liczby bezwzględne – populacja Szwajcarii (kraju niewielkiego w skali kontynentu) w latach 2002–25 zwiększyła się z 7,3 mln do 9,1 mln, czyli aż o 1,8 mln. Według oficjalnych danych z 2024 roku ponad 27 proc. mieszkańców Szwajcarii to cudzoziemcy, co nie jest bez znaczenia w kontekście antyimigracyjnej retoryki SVP. - W tej optyce ludność napływowa zaczyna rywalizować z miejscową o dobra takie jak praca czy mieszkania, a to dość łatwe podłoże do kreowania konfliktów. „Oni” zabierają „naszym” pracę, mieszkania, a nawet miejsca w komunikacji publicznej– tłumaczy prof. Rachwał.
Jak inicjatorzy referendum wyobrażają sobie egzekucję nowego prawa, jeśli faktycznie ich pomysł zostałbym przegłosowany i wszedłby w życie? Politolog uspokaja, że choć obyłoby się bez masowych deportacji, to wprowadzono by radykalne utrudnienia chociażby w zakresie procedur azylowych czy bytowych. - To miałoby zacząć obowiązywać, gdy populacja będzie zbliżała się do poziomu 9,5 mln. Do tego na pewno doszłoby do wypowiedzenia obowiązującej od lat umowy z Unią Europejską o swobodnym przepływie osób. Ale podkreślam: nie chodzi o turystów, tylko o osoby, które chciałyby się wówczas na stałe osiedlić w Szwajcarii bądź po prostu zalegalizować swój pobyt na dłużej – twierdzi.
Co jeśli wygrają zwolennicy?
Czy istnieje prawdopodobieństwo, że zwolennicy tego rozwiązania mogą wygrać? Sondaże na to nie wskazują. Zgodnie z wynikami majowego badania opinii przeprowadzonego przez ośrodek GFS Bern ok. 52 proc. Szwajcarów sprzeciwia się pomysłowi ograniczenia liczby mieszkańców, a ok. 45 proc. go popiera. Z kolei w sondażu z kwietnia 47 proc. respondentów opowiedziało się za wprowadzeniem limitu, a 47 proc. – przeciw. Prof. Rachwał przypomina jednak inne głośne referendum, do którego w 2009 roku doszło w sercu Alp. Wówczas Szwajcarzy decydowali o budowie minaretów w tamtejszych meczetach. - Moim zdaniem to referendum powinno zostać zakwestionowane przez parlament z uwagi na to, że łamało m.in. zasadę równości wyznania – przekonuje. Wbrew wcześniejszym sondażom przeciw stawianiu wież, z których muezin może nawoływać wiernych do modlitwy, zagłosowało łącznie 57,5 proc. Szwajcarów, a przeciw opowiedziały się jedynie cztery z 26 kantonów [jednostka samorządu terytorialnego w Szwajcarii – red.]. To pokazuje, że nastroje społeczne w każdej chwili mogą się odwrócić, a inicjatorzy referendum, niezależnie od badań opinii za swój sukces uznają wprowadzenie tematu do debaty publicznej.
Od razu pojawia się pytanie, czy takie działania mogą być inspiracją dla prawicowo-konserwatywnych, antyimigranckich partii w innych krajach Europy i czy takie referenda mogą się powtarzać. Prof. Rachwał jest jednak sceptyczny w tej kwestii. - Szwajcaria jest o tyle specyficznym przykładem, że tam funkcjonuje coś takiego, jak inicjatywa ludowa. Czyli jak zostanie złożonych 100 tysięcy podpisów, to w zasadzie, jeśli parlament nie zakwestionuje niczego ze względów prawnych, to referendum musi się odbyć. A jego wynik jest wiążący. W innych państwach tego nie ma. U nas np. można złożyć wniosek o referendum, który podpisze pół miliona obywateli, ale Sejm może to odrzucić – wyjaśnia.
Przypomina jednocześnie referendum, które odbyło się w Polsce w 2023 roku, w dniu wyborów parlamentarnych (i które ostatecznie nie zostało uznane za wiążące z uwagi na nieosiągnięcie progu frekwencyjnego). Jedno z pytań brzmiało wówczas: „Czy popierasz przyjęcie tysięcy nielegalnych imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, zgodnie z przymusowym mechanizmem relokacji narzucanym przez biurokrację europejską?”. - Tego typu pytania mieszczą się w nurcie ograniczania migracji, więc jeśli danym państwem będzie rządzić partia, która ma takie postulaty, nie wykluczałbym referendów w tej sprawie. Ale nie przewiduje jakiejś fali tego typu głosowań – podsumowuje badacz.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET