Mundial to czas zarobku, na porachunki przyjdzie czas. Dlaczego Meksykiem wciąż rządzą kartele?

14 min. czytania
11.06.2026 06:15
Obserwuj nas na Google

Przy obecnej, siłowej strategii walki z kartelami szanse rozwiązania problemu są niewielkie. Administracja Donalda Trumpa zaostrzając te działania, wbrew pozorom wzmacnia organizacje przestępcze - mówi w rozmowie z RadioZET.pl profesor Piotr Chomczyński, socjolog i kryminolog z Uniwersytetu Łódzkiego. Nasz rozmówca przeprowadzał badania terenowe m.in. w Meksyku, podczas których rozmawiał z członkami karteli narkotykowych. 

Zamieszki w Meksyku
fot. ULISES RUIZ/AFP/East News

W czwartek, 11 czerwca, na Estadio Azteca reprezentacja Meksyku zmierzy się z Republiką Południową Afryki w meczu otwarcia mistrzostw świata w piłce nożnej. Meksyk, obok Stanów Zjednoczonych i Kanady, jest współgospodarzem mundialu. Niespełna cztery miesiące temu w stanie Jalisco wybuchły krwawe zamieszki po śmierci „El Mencho” - lidera potężnego kartelu Jalisco Nueva Generación (CJNG). Fala przemocy dotarła również do miasta Guadalajary, gdzie odbędą się mundialowe mecze. . 

Redakcja poleca

W rozmowie z RadioZET.pl badacz latynoamerykańskiej przestępczości profesor Piotr Chomczyński z Uniwersytetu Łódzkiego tłumaczy, dlaczego kibice powinni czuć się bezpiecznie w Meksyku podczas mistrzostw, ale już niekoniecznie po ich zakończeniu. Ekspert rysuje  przestępczą scenę, i wyjaśnia, dlaczego kartele narkotykowe wciąż trzesą tym krajem. Nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić. 

Mateusz Kapera: W Polsce w latach 90. na ulicach rządziły zorganizowane grupy przestępcze - głównie gangi: pruszkowski i wołomiński. Czy możemy w jakikolwiek sposób porównać ich działanie lub skalę do cały czas działających karteli narkotykowych w Meksyku?  

Prof. Piotr Chomczyński: -  W ograniczony sposób. Wynika to przede wszystkim ze specyfiki polskiej transformacji ustrojowej. Zmiany po 1989 roku w Polsce dotyczyły nie tylko gospodarki, ale także uwolnienia rynku. To stworzyło zupełnie nowe warunki dla rozwoju przestępczości. Już pod koniec poprzedniego ustroju część osób związanych z organami ścigania – policją i innymi służbami – trafiała do struktur przestępczych. W nowych realiach nie wszyscy przeszli weryfikację, albo znaleźli miejsce w instytucjach państwowych. W efekcie organizacje przestępcze zostały wzmocnione zarówno kadrowo, jak i pod względem know-how przez ludzi, którzy wcześniej działali po drugiej stronie barykady.  

Drugą istotną kwestią jest to, że polska policja, której bliżej było kadrowo oraz ze względu na sposób działania do wcześniejszej milicji, nie była  przygotowana technologicznie, ani strategicznie na taką skalę zjawiska. Mafie, takie jak pruszkowska czy wołomińska, szybko zaczęły współpracować z dużymi organizacjami przestępczymi z innych krajów, przejmując ich metody działania. Nie chodziło wyłącznie o przemyt narkotyków, ale też alkoholu i innych towarów. Mafia pruszkowska weszła we współpracę nawet z kolumbijskim kartelem z Cali, sprowadzając do Polski kokainę. W 1994 roku doszło do zatrzymania statku Jurata z transportem wenezuelskiej kokainy.  

Współprac było więcej, m.in. z grupami  z byłego bloku wschodniego: Federacji Rosyjskiej, Białorusi, Ukrainy. Ze względu na położenie Polska od dawna pełniła funkcję kraju tranzytowego, co dodatkowo zwiększało skalę i dynamikę zjawiska. W praktyce rodzime grupy przestępcze były częścią szerszej, międzynarodowej sieci. Dlatego  możliwości bezpośredniego porównania z kartelami meksykańskimi są ograniczone. Także ze względu na nieporównywalną skalę polaryzacji społecznej, bezrobocia i korupcji sięgającej najwyższych szczebli władzy.  

Redakcja poleca

Kartele narkotykowe w Meksyku w przeciwieństwie do polskich grup przestępczych przetrwały wiele lat i działają do dziś. Meksyk jest współgospodarzem mundialu w piłce nożnej. Kartele zagrażają bezpieczeństwu kibiców?

- Warto spojrzeć na to z nieco innej perspektywy – spróbować przyjąć punkt widzenia samych organizacji przestępczych. Przez kilka lat miałem okazję przyglądać się im z bliska i wydaje mi się, że takie podejście pozwala lepiej zrozumieć sytuację.

Po pierwsze, aktywność karteli narkotykowych w Meksyku nie jest w pełni kontrolowana przez państwo. Nie było rządu, któremu udałoby się skutecznie to zrobić. Istnieją nieformalne porozumienia, negocjacje i kanały komunikacji. Trzeba pamiętać, że zarówno administracja, jak i organy ścigania, są w Meksyku silnie narażone na korupcję, a część osób działa równolegle po obu stronach. To sprawia, że te kanały pozostają otwarte. Organizacje przestępcze wiedzą też o planowanych akcjach i w czasie rzeczywistym reagują na zagrożenia.

Po drugie, z perspektywy dużych organizacji przestępczych stosowanie terroru nie zawsze jest opłacalne. Tego typu działania były wykorzystywane jako forma nacisku na rząd – szczególnie w sytuacji, gdy Stany Zjednoczone domagały się bardziej zdecydowanej polityki wobec karteli.

Eskalacja przemocy byłaby rozwiązaniem ostatecznym. Dla karteli znacznie bardziej opłacalne jest wykorzystanie napływu turystów do nielegalnego zarabiania pieniędzy. Może to przybierać różne formy – od sprzedaży podrabianych gadżetów i fałszywych biletów, przez oszustwa związane z wynajmem atrakcyjnych nieruchomości, aż po handel narkotykami czy działalność związaną z prostytucją i handlem ludźmi.

To przede wszystkim okazja biznesowa. A biznes najlepiej funkcjonuje w warunkach względnego spokoju. Trudno zarabiać w sytuacji zamachów, eksplozji czy masowych egzekucji. Nie spodziewałbym się spektakularnej eskalacji przemocy w czasie mundialu. Czas straszenia rządu przemocą już minął. Teraz jest moment na zarabianie pieniędzy.

Opiera się pan na założeniu, że kartele kierują się rachunkiem ekonomicznym. Ale czy rząd Meksyku ma jakąkolwiek realną kontrolę nad sytuacją? Co by się stało, gdyby te organizacje zmieniły plany i zdecydowały się np. na masowe ataki na turystów? Czy państwo ma narzędzia, by temu zapobiec, czy raczej liczy na to, że kartelom zwyczajnie się to nie opłaca?
- Najsilniejszym mechanizmem kontroli jest pieniądz, a właściwie możliwość jego zarabiania. To czynnik, który w największym stopniu ogranicza skłonność do eskalacji przemocy. Kartele funkcjonują w pewnym układzie zależności – jeśli jedna organizacja zaczęłaby działać w sposób destabilizujący, uderzając w interesy innych, można się spodziewać szybkich działań odwetowych. To przypomina strategię odstraszania potencjałem nuklearnym. Działało to w czasie zimnej wojny i działa obecnie. Bezpośredni atak się nikomu nie opłaca.

Inna kwestia dotyczy geografii i wpływów poszczególnych grup. Mówimy o takich ośrodkach jak Monterrey, Guadalajara czy Meksyk – czyli obszarach działania bardzo silnych organizacji przestępczych. W Monterrey funkcjonuje Cartel del Noreste, wywodzący się z Los Zetas. Guadalajara, stolica stanu Jalisco, jest z kolei bastionem jednego z najpotężniejszych karteli – Jalisco Nueva Generación (CJNG). W samym Meksyku działa m.in. La Unión Tepito, powiązana z międzynarodowymi strukturami przestępczymi, takimi jak wenezuelski Tren de Aragua. Ugrupowania te są z resztą wpisane przez Biały Dom na listę zagranicznych organizacji terrorystycznych.

Mamy do czynienia z dużymi, dobrze zorganizowanymi grupami, które w okresie poprzedzającym mundial nie podejmowały otwartych działań zbrojnych na szeroką skalę. Nie oznacza to jednak braku napięć. Przykładem mogą być wydarzenia po śmierci lidera kartelu CJNG „El Mencho”, kiedy w 31 stanach i Mieście Meksyk doszło do serii podpaleń i aktów przemocy. Był to wyraźny sygnał możliwości i potencjału tych organizacji, a rząd odebrał ważną lekcję na kilka miesięcy przed Mundialem.

Tego rodzaju „pokaz siły” już się jednak odbył. Powiedziałbym, że mamy do czynienia ze stanem swoistej równowagi — niewyrażonego wprost, ale funkcjonującego w praktyce układu. Zarówno państwo, jak i organizacje przestępcze są zainteresowane utrzymaniem względnej stabilności i czerpaniem zysków z napływu turystów.

Służby oferowały pieniądze za informację o \
Fot. CORTESIA/AFP/East News
Służby oferowały pieniądze za informację o \"El Mencho\"

A co z wojnami między kartelami, porachunkami czy rywalizacją o nowych klientów-turystów?

- Nie spodziewałbym się tego. Przede wszystkim dlatego, że „rynek” jest w tym momencie ogromny i wystarczy dla wszystkich. Na porachunki przyjdzie czas później.

W tych strukturach działają również ludzie myślący jak biznesmeni, którzy potrafią kalkulować i — w razie potrzeby — zdyscyplinować mniejsze grupy. Wszyscy mają świadomość, że nawet jedno spektakularne zdarzenie mogłoby odstraszyć turystów z danego miasta. Mało kto będzie chciał narażać się na niebezpieczeństwo w Monterrey czy w stanie Jalisco. Brak turystów odczuje zarówno lokalny rząd jak i organizacje przestępcze.

Jak wygląda arena walk między kartelami narkotykowymi? Jakie są obecnie najpotężniejsze?

- To pytanie zawsze jest trudne, bo istnieje wiele kryteriów oceny siły kartelu: liczebność, kontrolowane terytorium czy skala obrotów. One nie zawsze się ze sobą pokrywają.

W uproszczeniu można powiedzieć, że do najpotężniejszych organizacji należą obecnie kartel Sinaloa oraz Cartel Jalisco Nueva Generación (CJNG). Ich działalność ma zasięg międzynarodowy — członków lub osoby powiązane z tymi strukturami identyfikowano także w Polsce. W 2024 i 2025 roku zatrzymano, odpowiednio, w województwie podlaskim i rok później kujawsko-pomorskim  osoby afiliowane przy tych organizacjach, które “gotowały” narkotyki. Te dwie organizacje są dobrze rozwinięte pod względem „operacyjnym”, mają też zaplecze przypominające w pewnym sensie działy rozwoju czy badań w korporacjach.

Obok nich funkcjonuje wiele mniejszych grup. Przykładem może być La Unión de Tepito — organizacja działająca lokalnie, ale mająca silną pozycję w Meksyku. W dodatku współpracuje ona z międzynarodowymi strukturami, takimi jak wenezuelski Tren de Aragua, co czyni ją znacznie bardziej wpływową, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Ogólnie rzecz biorąc, liczba znaczących organizacji przestępczych jest spora. Meksykański Senat szacował kiedyś, że jest ich około dziesięciu, choć są to jedynie przybliżone dane.

Wiele z nich funkcjonuje w oparciu o różne źródła dochodu, nie tylko handel narkotykami, ale również m.in. przymuszanie do prostytucji. Są także kartele wyspecjalizowane w konkretnych obszarach — na przykład w kradzieży paliwa, jak grupa Santa Rosa de Lima, która dokonuje kradzieży pod nosem takich gigantów jak CJNG, kartel z Sinaloa czy Cartel del Golfo. Tego rodzaju przestępstwo jest na tyle popularne, że doczekało się nawet osobnej nazwy „huachicol”.

Ta scena jest zróżnicowana i dynamiczna. Mapa wpływów nieustannie się zmienia, choć najwięksi gracze utrzymują swoją pozycję od lat. Jednocześnie takie wydarzenia jak śmierć liderów — na przykład „El Mencho” (CJNG) — mogą prowadzić do przetasowań i walk o terytoria, zwłaszcza w regionach przygranicznych.

Śmierć “El Mencho” z rąk meksykańskich żołnierzy przy współpracy z amerykańskim wywiadem osłabiła CJNG?

- Zdecydowanie tak. W takich sytuacjach rośnie frakcyjność wewnątrz organizacji, pojawiają się napięcia i rywalizacja o wpływy. Zresztą to nie jest zjawisko nowe — widzieliśmy je wcześniej w innych kartelach.

Przykładem może być zatrzymanie „El Chapo”, lidera kartelu Sinaloa, a później jego syna, w 2019 roku. Po zatrzymaniu Ovidio Guzmána wybuchły olbrzymie zamieszki, które doprowadziła do kapitulacji rządu i uwolnienia syna „El Chapo”. Następnie doszło do wewnętrznej zdrady w Sinaloa, która zakończyła się aresztowaniem Ismaela „El Mayo” Zambady — jednego z głównych twórców kartelu. To wydarzenie miało miejsce w 2024 roku.

W takich momentach zawsze pojawia się przestrzeń do walki o wpływy: o terytoria, o kanały przerzutowe czy o rozszerzenie działalności logistycznej. To naturalny mechanizm w funkcjonowaniu tego typu organizacji.

„El Mencho” już nie żyje, „El Chapo” przebywa w więzieniu podobnie jak „El Mayo”. Czy pojawił się nowy lider wśród baronów narkotykowych?

- Wydaje się, że coraz większą rolę odgrywają synowie „El Chapo”, którzy wciąż mają znaczący wpływ na funkcjonowanie kartelu Sinaloa.

Jeśli chodzi o CJNG, kwestia sukcesji po „El Mencho” nadal nie została jednoznacznie rozstrzygnięta. W grę wchodzili różni kandydaci — m.in. jego syn czy żona — ale na razie nie wyłonił się wyraźny następca. W końcu kwietnia tego roku aresztowany został Audias Flores Silva, czyli “El Jardinero”, jeden z ważniejszych dowódców CJNG, który mógł przejąć schedę po “El Mencho”. Wbrew obiegowym wyobrażeniom kartele nie działają jak klasyczne, sztywno hierarchiczne organizacje. Już sama nazwa wskazuje na ich charakter — są to raczej porozumienia między różnymi strukturami przestępczymi. Poszczególne frakcje mają czasami dużą autonomię, operują na różnych obszarach i niekiedy wchodzą nawet w układy z innymi grupami, z którymi w innych obszarach się zwalczają.

Rzadko mamy do czynienia z jednym, dominującym „szefem wszystkich szefów”. To struktury działające na ogromnych, zróżnicowanych terytoriach, w których trudno o pełną centralizację. Meksyk jest krajem o dużej różnorodności regionalnej, co dodatkowo utrudnia stworzenie jednolitego systemu kontroli. Dobrym przykładem znaczenia konkretnych obszarów jest port w Manzanillo na zachodnim wybrzeżu — kluczowy punkt dla przemytników, przez który trafiają m.in. prekursory chemiczne z Chin i Indii, wykorzystywane do produkcji narkotyków syntetycznych. Podobnie Colima na zachodnim uznana za jedno z najniebezpieczniejszych miast na świecie, z racji swojego położenia na szlaku narkotykowym. Kontrola nad takimi miejscami ma dziś często większe znaczenie niż sama symboliczna pozycja lidera.

Meksykańskie kartele zawsze charakteryzowała duża brutalność. Czy to się zmieniło?

Kartele wciąż opierają swoje działania na mechanizmie odstraszania. Ma on zniechęcać lokalną ludność do współpracy z organami ścigania, do zrywania relacji z kartelami czy do tworzenia tzw. grup autodefensas, czyli oddolnych form samoobrony.

Ten element przemocy jest nadal obecny i pełni ważną funkcję. Media meksykańskie regularnie informują o odkrywaniu masowych grobów, co pokazuje, że skala agresji nie maleje.

Istotnym problemem jest sposób raportowania przestępstw. Przykładowo wiele przypadków porwań bywa klasyfikowanych jako zaginięcia, choć w rzeczywistości dotyczą one osób uprowadzonych i zamordowanych przez organizacje przestępcze. To utrudnia realną ocenę skali przemocy.

Nie można zapominać o roli migrantów z Ameryki Centralnej — m.in. z Hondurasu, Salwadoru czy Gwatemali. To często osoby szczególnie narażone na wykorzystanie: trafiają do pracy przymusowej, nielegalnych kopalń czy są zmuszane do prostytucji. W ten sposób zasilają przestępczy „czarny rynek”.

Nie oznacza to , że kartele nie próbują działać w bardziej „wygładzonej” formie. Dla wielu liderów celem jest częściowa legalizacja działalności i wejście do szarej strefy gospodarki. Przykładem mogą być inwestycje w kasyna, nieruchomości czy inne przedsięwzięcia pozwalające na pranie pieniędzy i funkcjonowanie na pograniczu legalności. Takie ambicje miał choćby Ismael „El Mayo” Zambada, który przez lata unikał rozgłosu i próbował funkcjonować w bardziej dyskretny sposób, aż został wywabiony przez syna „El Chapo” i wpadł w ręce agentów FBI.

Dla większości Amerykanów czy Europejczyków kartele narkotykowe są czystym złem. A jak je postrzegają zwykli Meksykanie?

- Kartele są bardzo poważnym problemem i ogromną uciążliwością dla społeczeństwa. Z moich rozmów przeprowadzonych w tym roku wynika, że w ciągu ostatnich lat sytuacja wyraźnie się pogorszyła. Jeszcze dekadę temu poczucie bezpieczeństwa było większe. Dziś jest bardziej ryzykownie, a skala zagrożeń rośnie. Jednym z powodów jest m.in. zalew rynku narkotykami syntetycznymi, które dodatkowo zwiększają poziom niebezpieczeństwa.

Na sytuację wpływają też czynniki zewnętrzne, takie jak napięcia gospodarcze, czy decyzje polityczne, np. nakładanie ceł przez Donalda Trumpa, oddziałujące na meksykański rynek pracy. Legalne zatrudnienie staje się mniej atrakcyjne, a to z kolei sprzyja działalności karteli.

Dlatego dla większości Meksykanów nie jest to zjawisko pożądane. Trzeba jednak zauważyć, że w niektórych regionach dochodzi do swoistej „wymuszonej współpracy”. Lokalna ludność, pozbawiona alternatyw i wsparcia państwa, angażuje się w działalność karteli — na przykład przy uprawie roślin, logistyce czy produkcji narkotyków. Często jest to jedyna dostępna forma utrzymania.

Ale nie wszystkie organizacje działają w ten sam sposób. Niektóre opierają się na brutalnym terrorze wobec ludności cywilnej, jak Los Zetas czy Los Templarios, inne próbują funkcjonować w bardziej „pragmatyczny” sposób, budując symbiotyczne relacje z lokalnymi społecznościami i zapewniając im minimum środków do życia. Ostatecznie wszystko zależy od regionu i konkretnego układu sił. W skali kraju dominuje poczucie, że sytuacja staje się coraz trudniejsza, a obecność karteli znacząco obniża jakość życia i poziom bezpieczeństwa.

Co to znaczy, że sytuacja jest coraz trudniejsza, a poziom bezpieczeństwa spada? Mieszkańcy są napadani, porywani czy zabijani na ulicach przez członków karteli?

- Wszystkie te scenariusze wchodzą w grę. Niedawno recenzowałem artykuł przygotowywany do publikacji w oksfordzkim czasopiśmie Social Forces, który dobrze pokazuje skalę problemu na peryferiach, zwłaszcza w regionach wiejskich. Z badań wynika, że całe społeczności bywają tam terroryzowane albo zmuszane do współpracy z kartelami.

Funkcjonują też inne formy przemocy. Jedną z nich są porwania uliczne, tzw. levantones — nagłe uprowadzenia ludzi z miejsc publicznych, najczęściej przy użyciu furgonetek. Zdarzają się, gdy kartel znajduje się w kryzysie lub prowadzi walkę i potrzebuje nowych ludzi do swoich struktur. W takich sytuacjach dochodzi także do oszustw rekrutacyjnych. Osoby odpowiadają na oferty pracy — na przykład w ochronie — a na miejscu okazuje się, że trafiają do obozów treningowych. Tam są przymusowo przygotowywane do roli sicarios, czyli płatnych zabójców.

Oczywiście charakter zagrożeń zależy od regionu, lokalnej specyfiki i aktualnej sytuacji — czy mamy do czynienia z walkami między kartelami, czy z konfrontacją z siłami państwowymi. Jedno jest jednak stałe: kartele nieustannie potrzebują nowych ludzi, co sprawia, że ryzyko dla zwykłych mieszkańców pozostaje bardzo wysokie.

Kartele napadają też na turystów?

- Acapulco z lat 60. i 70. — znane z popkultury i kojarzone z turystycznym rajem — było zupełnie innym miastem niż to, które możemy zobaczyć dziś. Współczesne Acapulco praktycznie przestało funkcjonować jako ośrodek turystyczny. Dziś to jedno z najniebezpieczniejszych miast na świecie.

Nie ma turystów, a lokalna gospodarka traci swoje podstawowe źródło dochodu. Dodatkowo sytuację pogorszył huragan Otis sprzed trzech lat, który zniszczył znaczną część infrastruktury i jeszcze bardziej pogłębił problemy społeczne.

Z drugiej strony mamy miejsca takie jak Cancún, Tulum czy Campeche — popularne i rozwijające się regiony turystyczne. Tam turyści są postrzegani jako kluczowe źródło dochodu, swego rodzaju „kura znosząca złote jajka”. Dlatego w regionach nastawionych na turystykę kartele mają silną motywację, aby utrzymać względny spokój i nie dopuścić do sytuacji, które mogłyby odstraszyć przyjezdnych.

Estadio Azteca będzie gościć kibiców i piłkarzy podczas mundialu.
Fot. Fernando Llano/Associated Press/East News
Estadio Azteca będzie gościć kibiców i piłkarzy podczas mundialu.

Wspomniał pan, że jest coraz gorzej i coraz bardziej niebezpiecznie na ulicach Meksyku. Co jest tego powodem?

- Duży wpływ na to miała pandemia. W jej trakcie rynek amerykański w dużej mierze się zamknął, co doprowadziło do zaostrzenia walk między kartelami, które zostały z niesprzedanym towarem. W tym czasie zlikwidowano wielu niezależnych dilerów – albo zostali przymusowo włączeni do struktur karteli.

Dodatkowo wzrosła konsumpcja narkotyków syntetycznych. Są one nie tylko silnie uzależniające i niebezpieczne dla zdrowia, ale też znacząco wpływają na zachowanie użytkowników, pozbawiając ich kontroli nad własnym działaniem. To jednocześnie bardzo dochodowy segment rynku, co zmusza kolejne organizacje do wejścia w ten obszar, jeśli chcą utrzymać swoją pozycję. Można to porównać do momentu, gdy pół wieku temu kartele przestawiły się z handlu marihuaną na kokainę — te, które tego nie zrobiły, straciły na znaczeniu, a pozostałe osiągnęły ogromne zyski. Tak wyrosły imperia Pablo Escobara i Griseldy Blanco.

Jak to jest możliwe, że słyszymy o efektownych zatrzymaniach liderów karteli narkotykowych, np. „El Chapo”, a jednocześnie od kilkudziesięciu lat obserwujemy, jak Meksyk tonie w mackach zorganizowanej przestępczości?

- W wielu regionach Meksyku brakuje realnych alternatyw. Nie ma stabilnej pracy, systemu wsparcia społecznego, ani perspektyw rozwoju. W takich warunkach kartele wypełniają powstałą lukę. Według magazynu „Science”, gdyby wszystkie kartele potraktować jako jedną organizację, to byłyby piątym „pracodawcą” w Meksyku. Oferują regularne wynagrodzenie i realne, choć nielegalne, możliwości zarobku. Z perspektywy młodych ludzi to często jedyna dostępna droga i alternatywa wobec nędzy.

Do tego dochodzi wysoki poziom korupcji, który dodatkowo osłabia państwo. W warunkach słabych instytucji, dużych nierówności społecznych i niepewności politycznej organizacje przestępcze mają idealne środowisko do rozwoju.

Podobny mechanizm można było zaobserwować w Polsce na przełomie lat 80. i 90., gdy słabość państwa sprzyjała wzrostowi zorganizowanej przestępczości. Różnica polega na skali, ale logika pozostaje bardzo podobna — tam, gdzie państwo jest niewydolne, tam silniejsze stają się struktury przestępcze.

Czyli bronią przeciwko kartelom nie jest karabin a…?

- Działania siłowe oczywiście są potrzebne — państwo musi podejmować zdecydowane kroki ograniczające działalność przestępczą. Kluczowe jest jednak zrozumienie, dlaczego młodzi ludzie w ogóle wstępują do karteli. Bardzo często nie wynika to z fascynacji czy chęci łatwego zysku, ale z poczucia braku wyboru. W swojej pracy — m.in. jako biegły powoływany przez amerykańskie sądy w sprawach związanych z kartelami — widzę wyraźnie, że osoby bez alternatyw, przekonane o braku perspektyw, traktują przestępczość jako jedyną drogę przetrwania. Często pochodzą z biednych, rozbitych i niewydolnych wychowawczo rodzin i nie mają w nikim oparcia. Opisałem ten mechanizm w moim najnowszym reportażu „Taniec z Santa Muerte – kobieca twarz narkobiznesu”, gdzie wskazałem także na rzadko wspominaną rolę kobiet, które często są bezimiennymi ofiarami dużych grup przestępczych wykorzystujących je dla swoich zysków.

Jeśli dodatkowo wiąże się to z relatywnie wysokimi zarobkami, pojawia się poczucie dumy, które zastępuje wcześniejsze doświadczenia ubóstwa i marginalizacji. Rekruterzy karteli doskonale to rozumieją — często sami przeszli podobną drogę, dlatego potrafią przemawiać językiem tych ludzi i skutecznie ich przekonywać.

Same działania represyjne, takie jak zaostrzanie kar czy operacje siłowe, nie przynoszą trwałych efektów. Widać to na przykładzie prób „odbicia” dzielnicy Tepito - jednej z najbiedniejszych - w Meksyku na początku lat 2000. Wysłano tam ogromne siły, jednak operacja zakończyła się niepowodzeniem — mieszkańcy zjednoczyli się przeciwko władzom i wypchnęli służby z dzielnicy. To umocniło brak zaufania wobec rządu i policji a także wiarę we własne, wspólnotowe interesy.

Dlaczego? Nie chcieli pomocy od państwa?

- Chodziło raczej o brak zaufania do państwa. Gdy społeczeństwo nie wierzy instytucjom, nawet najbardziej zdecydowane działania nie przynoszą efektów. Tym bardziej że Meksyk zmaga się z poważnym problemem korupcji — zdarzały się przypadki, gdy wysoko postawieni urzędnicy, w tym minister obrony generał Salvador Cienfuegos czy szef policji Genaro Garcia Luna, byli powiązani z kartelami. W takich warunkach trudno budować wiarygodność państwa i wprowadzać skuteczne reformy. Dlatego walka z kartelami nie może ograniczać się do działań zbrojnych — musi obejmować również odbudowę instytucji, zmniejszenie nierówności społecznych i stworzenie realnych alternatyw dla ludzi, którzy dziś trafiają do przestępczego świata.

Myśli pan, że w przyszłości uda się rozwiązać problem karteli narkotykowych w Meksyku albo przynajmniej go znacząco ograniczyć?

- Byłoby to możliwe, gdyby zmieniła się filozofia działania — gdyby zaczęto uważniej słuchać naukowców, organizacji pozarządowych, czy think-tanków, takich jak InSight Crime. To niezależne środowiska analityczne, które koncentrują się na wskazywaniu przyczyn zjawiska, a nie tylko na jego zwalczaniu.

Ich wnioski są jednoznaczne: strategia oparta wyłącznie na walce siłowej nie przynosi trwałych efektów. Widzieliśmy to już wcześniej, choćby na przykładzie tzw. Planu Kolumbia. Podejmowane działania — w tym niszczenie upraw z powietrza przy użyciu herbicydów — doprowadziły do poważnych szkód środowiskowych, ale nie osłabiły w istotny sposób organizacji przestępczych.

Problem polega na tym, że znacznie mniej uwagi poświęca się działaniom długofalowym, które są mniej spektakularne, ale potencjalnie skuteczniejsze. Nie przeprowadza się ich jednak przy kamerach, ani nie dają szybkich politycznych sukcesów, bo wymagają żmudnej pracy u podstaw.

Chce pan przez to powiedzieć, że szanse na wyeliminowanie karteli narkotykowych w Meksyku są bliskie zeru.

- Przy obecnej strategii są niewielkie. Co więcej,  administracja Trumpa dodatkowo zaostrza działania a to wbrew pozorom wzmacnia organizacje przestępcze.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET