Bułgarzy idą do urn, wybiorą „drugiego Orbana”? „Jesteśmy tym zmęczeni”
W Bułgarii trwają wybory parlamentarne. - Rumen Radew pewnie chciałby zostać drugim Viktorem Orbanem, ale nie sądzę, żeby było to możliwe - ocenił w rozmowie z PAP Christo Panczugow z Nowego Uniwersytetu Bułgarskiego (NBU) w Sofii. Mieszkańcy stolicy pozostają sceptyczni wobec możliwości rozwiązania kilkuletniego impasu politycznego w swoim kraju. - Wybory stają się naszym sportem narodowym - przyznał jeden z nich.
Z tego artykułu dowiesz się:
- W Bułgarii odbywają się ósme w ciągu pięciu lat wybory parlamentarne, spowodowane dymisją rządu Rosena Żelazkowa po masowych protestach społecznych z końca 2025 roku.
- Przedwyborcze sondaże przewidują zwycięstwo koalicji Postępowa Bułgaria pod przewodnictwem Rumena Radewa, który w przeszłości krytykował pomoc militarną dla Ukrainy i wyrażał eurosceptyczne poglądy.
- Pomimo społecznego zmęczenia polityczną niestabilnością mieszkańcy Bułgarii nadal uczestniczą w wyborach, chociaż z coraz mniejszym optymizmem co do możliwości utworzenia trwałego rządu.
Wybory parlamentarne w Bułgarii. Czy Rumen Radew może stać się „drugim Orbanem”?
W niedzielę nad ranem w Bułgarii rozpoczęło się głosowanie w ósmych w ciągu ostatnich pięciu lat wyborach parlamentarnych. Doprowadziła do nich dymisja rządu Rosena Żelazkowa, który ugiął się pod presją masowych protestów społecznych z końca 2025 r. Przedwyborcze sondaże przewidywały zwycięstwo koalicji Postępowa Bułgaria pod przewodnictwem Rumena Radewa, dając mu od 32 do 34 proc. poparcia.
Radew w przeszłości wypowiadał się krytycznie wobec pomocy militarnej udzielanej Ukrainie, zarzucając w 2023 r. jako prezydent rządowi Bułgarii „traktowanie krajowych zapasów broni jako magazynu zagranicznej armii”. W tym samym roku oskarżył Kijów o „chęć kontynuowania wojny, za którą płacą Europejczycy”.
Pytany o to, czy Radew może stać się „drugim Orbanem”, Panczugow zażartował, że pewnie sam polityk „by tego chciał”. - Nie sądzę jednak, że jest to możliwe. W odróżnieniu od Orbana Radew nie uderza tak mocno w nacjonalistyczne tony. Bazuje na populizmie i eurosceptycyzmie, ale w jego przekazie nie ma silnych akcentów ideologicznych, jak u Orbana z jego koncepcją nieliberalnej demokracji oraz naciskami na obronę węgierskiej kultury. Te kwestie nie znalazły jeszcze miejsca w bułgarskiej debacie, a w kraju panuje silne przywiązanie do UE - podkreślił badacz z NBU.
Debata wokół Unii Europejskiej „jest zdominowana przez głosy eurosceptyczne i prorosyjskie”
Rozmówca PAP przyznał jednak, że ewentualny rząd Radewa byłby „ostrożnie eurosceptyczny w tematach, które mogą uchodzić za kontrowersyjne, m.in. w kwestii wojny na Ukrainie”. - Jednocześnie mielibyśmy do czynienia z proeuropejskim stanowiskiem w innych ważnych dla Wspólnoty kwestiach - dodał. - Obecnie w społeczeństwie bułgarskim utrzymuje się silny proeuropejski konsensus. Dlatego rządowi, niezależnie od tego, kto by go tworzył, trudno byłoby odwrócić tę relację. W przypadku takich prób spodziewałbym się mocnego oporu społecznego, jak ten, który doprowadził do dymisji ostatniego rządu - zauważył Panczugow.
- Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno byłoby jakiemukolwiek politykowi w Bułgarii stworzyć taki wizerunek i pozycję, jaką miał Orban na Węgrzech - podkreślił. Bułgarski politolog przyznał, że debata publiczna wokół Unii Europejskiej w kraju „jest zdominowana przez głosy eurosceptyczne i prorosyjskie”. - Prawica koncentruje się na krytyce przyjęcia przez Bułgarię euro wraz z początkiem tego roku. Temat ten utrzymuje się nawet po tym, gdy euro zostało już przyjęte. Partie proeuropejskie nie walczą z tymi tendencjami, niespecjalnie też podnoszą tematy, którymi żyje UE, chociaż oczywiście podkreślają przywiązanie Bułgarii do Wspólnoty - zaznaczył rozmówca PAP.
Ocenił, że „unijna waluta stała się dla niektórych ugrupowań kozłem ofiarnym, na którym mogą koncentrować krytykę wobec UE, nie wyglądając jednocześnie na zbyt prorosyjskich czy sprzeciwiających się UE w całości”. - Głosy krytyczne wobec UE nie miały dotąd w Bułgarii konkretnych tematów, które przyciągały uwagę i znajdowały oddźwięk w społeczeństwie. Pierwszym z nich stało się przyjęcie unijnej waluty - wyjaśnił Panczugow. Mówiąc o stosunku Radewa do UE, ekspert przypomniał, że „chociaż on sam niespecjalnie się na tym temacie skupiał, to jego koalicja mocno koncentrowała się na sceptycyzmie wobec UE i stosunkach z Rosją”.
Mieszkańcy Sofii: tracimy wiarę w dobrą wolę naszych polityków
Chociaż mieszkańcy Sofii przybywają do lokali wyborczych, przed wejściami do szkół, gdzie je zorganizowano, nie ustawiają się kolejki. - Jesteśmy tym zmęczeni i tracimy wiarę w dobrą wolę naszych polityków - mówi PAP grupa 30-letnich Bułgarów. Dodają, że chociaż „będą chodzić na wybory tak długo, jak będzie trzeba, to z każdym kolejnym głosowaniem są coraz mniej optymistyczni”. Pewną szansę na zażegnanie kryzysu widzą w stosunkowo dużym poparciu społecznym dla byłego prezydenta Rumena Radewa. - Wygra i spróbuje utworzyć rząd. Może nawet mu się uda... Ale ile ten rząd przetrwa, to już zupełnie inna kwestia - zauważył jeden z rozmówców PAP.
Również osoby wychodzące z innego lokalu przyznają, że niedzielne wybory parlamentarne mogą „nie być ostatnimi nawet w tym roku”. - Może będzie to nasz sport narodowy - żartuje młody mężczyzna. Bezpieczeństwa głosowania pilnują policjanci, stojący przed wejściem do lokali. Według informacji przekazanych przez media, w całym kraju rozmieszczono ponad 15 tys. funkcjonariuszy.
Głosowanie, rozpoczęte o godz. 7 czasu lokalnego, potrwa do godz. 20 z możliwością przedłużenia o godzinę w lokalach, w których nie wszyscy wyborcy stojący w kolejce zdążą oddać głos. Wyniki powinny być znane w niedzielę w nocy lub w poniedziałek.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET