Co najmniej 300 osób zginęło podczas protestów. "Nadszedł czas na ostateczną odpowiedź"
Łączna liczba ofiar śmiertelnych w czasie protestów antyrządowych, które trwają w Bangladeszu od lipca, sięgnęła co najmniej 300; 94 osoby zginęły w niedzielnych starciach z policją i działaczami partii rządzącej - podała AFP, opierając się na źródłach policyjnych i medycznych.
Krwawe protesty w Bangladeszu. Zginęło co najmniej 300 osób
Co najmniej 300 osób zginęło podczas trwających w Bangladeszu protestów. Chaos trwa tam od lipca. Wszystko zaczęło się od studentów, którzy domagali się m.in. zniesienia systemu parytetów, który gwarantuje stanowiska rodzinom weteranów wojny o niepodległość z 1971 roku. Manifestanci chcą, by o stanowiskach nie decydowało urodzenie.
"Nadszedł czas na ostateczną odpowiedź"
"Rząd zabił wielu studentów. Nadszedł czas na ostateczną odpowiedź" - oświadczył koordynator protestów Asif Mahmud w komunikacie zamieszczonym w niedzielę wieczorem na Facebooku. "Przyjedźcie do Dhaki i zajmijcie stanowiska na ulicach" - dodał.
Tylko podczas niedzielnych demonstracji zginęły 94 osoby - w tym 13 policjantów. Do protestów doszło w 39 z 64 dystryktów. W ostatnich tygodniach aresztowano 11 tys. osób.
Władze wprowadziły godzinę policyjną
Władze zarządziły godzinę policyjną oraz trzydniową przerwę w pracy. Z powodu eskalacji przemocy działalność zawiesiły koleje, a właściciele szwalni "biorąc pod uwagę ogólne bezpieczeństwo pracowników" zamknęli fabryki — poinformowało branżowe stowarzyszenie.
Armia Bangladeszu wezwała wszystkich do przestrzegania zasad godziny policyjnej. Grupa emerytowanych oficerów wojska wezwała rząd do wycofania żołnierzy z ulic i podjęcia "inicjatyw politycznych" w celu rozwiązania kryzysu - podał Reuters.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET