`

Dr Agnieszka Bryc: Rosja jest słaba i zwasalizowana, ale ciągle zdolna prowadzić wojnę

7 min. czytania
24.02.2023 09:40
Obserwuj nas na Google

- Nie wmawiajmy sobie tego, że Rosja jest bardzo słaba. Ona jest słaba i zwasalizowana, ale ciągle ma moce przerobowe i fundusze na to, żeby prowadzić wojnę - przestrzega dr Agnieszka Bryc, politolożka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W rocznicę inwazji Rosji na Ukrainę rozmawiamy m.in. o tym, czy Kreml poradzi sobie z nadciągającymi problemami gospodarczymi i coraz większą presją Pekinu.

fot. Leo Correa/Associated Press/East News

Rok temu, tuż po inwazji Rosji na Ukrainę, wielu ekspertów przewidywało rychły koniec wojny. Czy dziś są jakieś przesłanki do tego, żeby wojna zakończyła się szybko?

Ta wojna może się skończyć nawet jutro, ale pod warunkiem, że prezydent Putin wycofa się z terytoriów okupowanych, przeprosi, zapłaci reparacje i mamy sprawę załatwioną. Decyzja zależy od Kremla. Jeżeli zakładamy jednak, że Putin nie ma zamiaru zakończyć wojny bez widocznego sukcesu, to ona będzie jeszcze długo kontynuowana. W zasadzie od dawna wiadomo, że prezydent Putin kieruje się swoimi własnymi kalkulacjami i swoją własną racjonalnością, która jest inna od tej na zachodzie. Jeżeli Putin uzna, że liczy się przede wszystkim zwycięstwo, czyli zniszczenie Ukrainy lub doprowadzenie do tego, że ma ona się przekształcić w państwo kadłubkowe, to będziemy mieli wojnę długotrwałą, nawet kosztem wycieńczenia Rosji.

Co może przeszkodzić Putinowi w realizacji takiego scenariusza?

W ostatnim czasie doszło do absolutnej wasalizacji Rosji przez Chiny. Przede wszystkim gospodarczej, bo Rosja uciekła przed sankcjami i krachem gospodarczym m.in. w ramiona Pekinu. Kosztem tego jest sprowadzenie Rosji do bardzo taniej stacji benzynowej dla Chińczyków, czy otwartego i chłonnego rynku na towary chińskie. Innymi słowy, Rosja sprowadziła się do roli junior partnera. 

Redakcja poleca

Co więcej, tu nie chodzi tylko o uzależnienie gospodarcze, ale także polityczne. Może się okazać, że pokój jest w rękach nie tylko Rosji. Jeżeli Chiny wykalkulują sobie, że przeciągająca się wojna generuje dużo kosztów i odcina je od europejskich rynków, a tania ropa rosyjska nie równoważy tych kosztów, to mogą bardzo naciskać na zawieszenie broni i wyhamowanie wojny. Rosja nie będzie miała innego wyjścia, jak się do tych dyspozycji dostosować. Takim drobnym potwierdzeniem tego, że Rosjanie traktują poważnie dyspozycje z Pekinu, jest to, że chiński dyplomata Wang Yi spotkał się z prezydentem Putinem. To nie było zaplanowane, ale prezydent Putin nie mógł sobie pozwolić, żeby specjalnego wysłannika prezydenta Xi Jinpinga po prostu zignorować. Musiał zgodzić się na to, aby ktoś o znacznie niższym statusie dyplomatycznym spotkał się z nim.

Wasalizacja Moskwy nie powinna być odbierana jako olbrzymia porażka Putina i jego “wielkiej Rosji”? 

Dla mnie porażka Rosji będzie wtedy, gdy poniesie klęskę militarną i dojdzie do wstrząsu politycznego, który wywoła bardzo poważny kryzys polityczny i przywódczy w Rosji. Do tego jeszcze trochę daleko. Chciałabym życzyć Ukrainie zwycięstwa, ale nie wmawiajmy sobie tego, że Rosja jest bardzo słaba. Ona jest słaba i zwasalizowana, ale ciągle ma moce przerobowe i fundusze na to, żeby prowadzić wojnę. 

Sankcje nie zadziałały wystarczająco? 

Liczyliśmy na to, że sankcje po prostu rozłożą Rosję na łopatki, ale uniemożliwiły to dwa czynniki. Po pierwsze to, że Rosja była w znacznym stopniu przygotowana na całą serię sankcji. Za sukcesem na tej płaszczyźnie stoi szefowa rosyjskiego Banku Centralnego Elwira Nabiullina. Ona już kilka lat wcześniej przygotowywała gospodarkę rosyjską na ewentualne sankcje. I to się udało. Po drugie, Rosja była w bardzo uprzywilejowanej sytuacji ponieważ wojna zbiegła się z bardzo wysokimi cenami na surowce energetyczne. Rosja mogła sobie pozwolić na prowadzenie wojny, ponieważ miała ogromny zysk ze sprzedaży surowców, który jednocześnie był w stanie ustabilizować kurs rubla, czyli nie dopuścić do krachu. 

Pamiętajmy jednak, że sankcje to jest metoda zagłuszania przeciwnika, a to wymaga czasu. Oczywiście, ten pierwszy rok wojny Rosja gospodarczo przetrwała i Putin mógł wmawiać swoim obywatelom, że mogą prowadzić życie, jak dotąd. Natomiast gospodarka w wielu sektorach przeżywa kryzys. Już ten rok, 2023, będzie na minusie. Rosja nie ma już renty surowcowej i partnerów na zachodzie, którzy wezmą każdą ilość surowców energetycznych. Cena baryłki jest prawie dwukrotnie niższa niż w pierwszych miesiącach wojny. 

Obywatele Rosji mieli odczuć na własnej skórze wojnę prowadzoną przez swój kraj, a wydaje się, że jak dotąd najbardziej zmartwiło ich ograniczenie podróżowania po Europie.

Rosjanie przyzwyczaili się do sytuacji i uwierzyli w wojenną propagandę, ale zaczynają być też świadomi, że żyją w warunkach państwa toczącego wojnę. 

To narastające zagrożenie, że mąż lub ojciec zostanie zmobilizowany do armii bardzo się upowszechnia. Wojna zapukała do drzwi Rosjan i wywołała dużą frustrację. Natomiast Putin przygotowany jest na to, żeby nie dać się zrzucić ze swojej funkcji. Służby rosyjskie są przygotowane na niepokoje społeczne, na pewien chaos. Jesienią wystarczyło dosypać znowu pieniędzy, czyli zaproponować ulgi kredytowe dla tych, którzy poszli na front, czy dodatkowe zasiłki dla ich rodzin. I to wcale nie były małe kwoty, bo doprowadziły do tego, że Kreml trochę uspokoił nastroje społeczne. Natomiast to nie oznacza, że Putin kupił sobie spokój. 

Redakcja poleca

Będzie musiał zapłacić jeszcze więcej? 

Na pewno będzie próbował. Natomiast będzie musiał dać więcej, bo Rosjanie już się nauczyli tego, że to wcale nie jest tak, że muszą być wysłani na front. Często protestują, nie godzą się na wysyłkę, bo w punktach poboru obiecywano im, że będą odbywać służbę wojskową np. w Kaliningradzie. 

Jakie Putin ma jeszcze opcje, żeby zdyscyplinować swoich obywateli?

Jedną jest użycie Rosgwardii, która jeszcze w sposób masowy nie została użyta podczas tej wojny, ale ona jest tą formacją, która ma pacyfikować społeczeństwo. Drugą jest ogłoszenie stanu wojennego na części albo na całym terytorium Federacji Rosyjskiej. Wówczas pełnia władzy trafia w ręce Putina i wszystkie prawa obywatelskie zostają Rosjanom odebrane. Putin będzie miał prawo decydować o wszystkim, łącznie z przymusem wcielenia do armii. Ma w dłoni jeszcze kilka kart, które może rozegrać, więc zakładam, że jeżeli będzie taka potrzeba, to jedną z nich zużyje podczas tej wiosennej mobilizacji, której spodziewają się Rosjanie.

Z powodu wcześniejszej mobilizacji z Rosji uciekło wielu młodych i wykształconych obywateli. Jaki to będzie miało wpływ na rozwój kraju?

Rosja za to zapłaci. Płaci już za to gospodarka, ale jednocześnie ten "drenaż mózgów" będzie powodował, że Rosja nie będzie się rozwijała w sposób nowoczesny. Analizy demografów i socjologów, w połączeniu z ekonomistami, przewidują, że to cofnie Rosję w rozwoju społeczno-gospodarczym przynajmniej o jedno pokolenie, a więc o 20 lat. 

Pamiętam, jak w pierwszych miesiącach wojny rozmawialiśmy o możliwym przewrocie pałacowym. Była Pani sceptyczna i jak się okazało słusznie. Czy dziś coś się zmieniło w kwestii następcy Putina?

Domyślam się, że sugeruje Pan Jewgienija Prigożyna i jego bardzo błyskotliwą karierę. Przez ostatnich wiele tygodni wielu ekspertów zadawało pytanie, czy Prigożyn, zwany "kucharzem Putina" to jest ktoś, kto może rzucić wyzwanie Putinowi. Rzeczywistość jest jednak taka, że Jewgienij Prigożyn jest ambitnym politykiem, natomiast nie stanowi zagrożenia dla Putina. Prezydent Rosji utrzymuje w czasach wojny równowagę na szczytach władzy kontrolując wojny frakcji. Ambitni politycy walczą ze sobą, a nie z samym prezydentem. 

Ponadto Putin bardzo skutecznie pozbywa się wszystkich charyzmatycznych przywódców. Wyrok skazujący na 22 lata kolonii karnej otrzymał Siergiej Furgał. To były gubernator kraju Chabarowskiego, czyli tego regionu, w którym prawie trzy lata temu tysiące osób protestowało w jego obronie i przeciwko Kremlowi. Chwilę wcześniej został aresztowany Jewgienij Rojzman, czyli mer Jekaterynburga, najbardziej popularny polityk w Rosji na poziomie regionalnym. Bardzo charyzmatyczny, Rosjanie go szalenie cenili. 

Putin wie, że może mieć realnego konkurenta nie na opozycji, bo ci są najczęściej za granicą albo po prostu siedzą, jak Aleksiej Nawalny w kolonii karnej, a wewnątrz systemu.

Władimir Putin liczył, że zachód i NATO się podzielą. Tymczasem okazuje się, że im dłużej trwa ta wojna tym Europa staje się bardziej zjednoczona i kooperująca.

Putin się przekalkulował, ale przyznajmy szczerze, że my także nie wierzyliśmy, że zachód przełamie swoje różne bariery i ograniczenia. Czyli odstąpi od egoistycznych interesów i pomimo ogromnych kosztów zdecyduje się wesprzeć w sposób zdecydowany Ukrainę. Popatrzmy jednak na tę olbrzymią zmianę, która w sposób bardzo bolesny dokonuje się w Niemczech, czy we Francji. Przy Putinie w sposób niezachwiany trwa już tylko Viktor Orban. 

Zrobiliśmy kawał dobrej roboty, ale nie można się zatrzymać w połowie drogi. Trzeba doprowadzić do tego, żeby Ukraina się nie tylko obroniła, ale mogła też wyprzeć Rosjan z terytoriów okupowanych. Do tego potrzebna jest broń, na którą nie zawsze mamy taką bardzo jednoznaczną zgodę na zachodzie. 

Jaką rolę w tym wszystkim ma prezydent USA Joe Biden?

Jego rola jest absolutnie nie do przecenienia. To jest polityk, którego Rosjanie przedstawiają w kategoriach starszego pana, bardzo niedołężnego, który powinien być już na emeryturze. Natomiast Joe Biden świetnie pamięta czasy zimnej wojny i wie, jak rozmawiać z takimi imperialnymi państwami, jak Rosja. Co więcej, on wie, że Stany Zjednoczone nie mogą się izolować, że polityka międzynarodowa musi mieć duże znaczenie dla Waszyngtonu. 

Zachód ma szczęście, że w Białym Domu jest Joe Biden. Rosja ma ogromnego pecha, bo presja amerykańska wywiera wpływ nawet na takie państwa jak Niemcy, które odstąpiły od wpojonego po zakończeniu II wojny światowej pacyfizmu i zaczęły dostarczać broń Ukrainie. 

Wizyta Bidena w Polsce spowodowała, że to Warszawa jest dziś ważniejsza niż Berlin w kontekście wojny w Ukrainie?

Niemcy przez swój opór straciły rolę lidera europejskiego. I nawet zapowiedź Olafa Scholza dotyczacą wielkiej przemiany, nie zmienia faktu, że świat zachodni zaczyna mówić, że ten ciężar lidera przesunął się w kierunku Europy Środkowej i Wschodniej. Niestety jest tak, że głównie ten ciężar przeniesiony został za sprawą geografii i geopolityki.

Czy niespodziewana wizyta Joe Bidena w Kijowie obniżyła rangę tej w Warszawie?

Nie sądzę, żeby obniżyła. Może faktycznie przykryła, ponieważ była to pierwsza historyczna wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych w Kijowie. Biden przekroczył tę czerwoną linię i zdecydował się odwiedzić Kijów, a więc wkroczył do strefy wojny. Ten czas był wyjątkowy, bo tuż przed pierwszą rocznicą inwazji. Wielki symbol i wielki moment. Rosjanie byli dramatycznie zaskoczeni. Naprawdę nie wiedzieli, jak mają reagować. I to tym bardziej pokazuje, że ta wizyta miała znaczenie. 

Jak odebrano na Kremlu te ostatnie wydarzenia?

Prezydent Putin odpowiedział właściwie milczeniem na wizytę w Kijowie prezydenta Bidena. Kreml nie zareagował również na wystąpienie prezydenta USA w Warszawie. To milczenie było bardzo wymowne. I ono jest reakcją. To znaczy, Kreml ma taką zasadę, że nie reaguje na wydarzenia obnażające słabość Rosji. Putin doskonale rozumiał, jaka jest waga kijowskiej wizyty prezydenta Bidena i jak bardzo symboliczne było wystąpienie w Warszawie. Nie mógł sobie pozwolić na reakcję, bo legitymizowałby wielkość tych dwóch momentów. 

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET