Kiedy kolejne trzęsienie ziemi w Turcji? Ekspert alarmuje: "Odprężył się fragment uskoku"
Liczba ofiar śmiertelnych poniedziałkowego trzęsienia ziemi w południowo-wschodniej Turcji i północnej Syrii dramatycznie rośnie. Wciąż trwa akcja ratunkowa, ale z każdą godziną maleje szansa na odnalezienie żywych osób. - Nie zaskakuje mnie skala tej tragedii. To jest gęsto zamieszkany obszar i strefa sejsmiczna, gdzie tego typu zjawiska zdarzają się, co kilkadziesiąt lat - komentuje sejsmolog Przemysław Kowalski z Centrum Geozagrożeń Państwowego Instytutu Geologicznego
Za trzęsienie ziemi w Turcji i Syrii odpowiada ruch płyty arabskiej, która od południa porusza się w kierunku płyty anatolijskiej. - Na linii styku tych dwóch płyt zostały ostatnio wyzwolone duże ilości energii w postaci dwóch bardzo dużych trzęsień ziemi i serii mniejszych wstrząsów następczych - wyjaśnia w rozmowie z portalem RadioZET.pl sejsmolog Przemysław Kowalski.
Jak oceniła Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), skutkami kataklizmu mogą być dotknięte nawet 23 miliony ludzi. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan przekazał, że 13 milionów to obywatele jego kraju. Nie bez przyczyny pojawiają się pytania, czy poniedziałkowej tragedii dało się zapobiec.
- Kluczowa wydaje się być odpowiedź na pytanie: w jaki sposób? To znaczy, jesteśmy w stanie przewidzieć prawdopodobieństwo wystąpienia trzęsienia ziemi. Wiemy, gdzie one mniej więcej mogą się zdarzyć oraz jakiej maksymalnej magnitudy można się spodziewać w ciągu np. najbliższych 10-15 lat - wyjaśnia Kowalski.
Jak tłumaczy ekspert, bardzo trudno jest określić dokładny czas wystąpienia kataklizmu. Bardziej prawdopodobne jest określenie rejonu i stopnia magnitudy. - Trzeba mieć świadomość, że to są niesłychanie powolne procesy i one gromadzą gigantyczne ilości energii, ale niesłychanie wolno. Co oznacza, że bardzo trudno jest trafić w dokładny moment wyzwolenia tej energii.
Sejsmolog: Odprężył się fragment uskoku. Co to oznacza?
Określenie rejonu, w którym nastąpi trzęsienie ziemi może nie być jednak zbyt precyzyjne. Trudno bowiem przewidzieć rozmiar kataklizmu. - Takie zjawisko, jak to ostatnie o magnitudzie 7,8 przyniosło rozryw skał na długości 200 kilometrów, co oznacza, że tak ogromne masy skalne poruszyły się mniej więcej na taką odległość w ciągu tych kilkudziesięciu sekund trwania zjawiska - tłumaczy ekspert.
Turcja jest rejonem szczególnie zagrożonym trzęsieniami ziemi. Kolejne zjawiska są jedynie kwestią czasu. - Turcja to jest ogromny uskok anatolijski, a trzęsienie ziemi, które ostatnio wystąpiło miało miejsce na uskoku wschodnio-anatolijskim. To są struktury, które się trzęsą. Zjawiska nie zmieniają za bardzo swoich miejsc, dzieją się zawsze w tych samych miejscach, na krawędziach płyt - wyjaśnia sejsmolog.
Teoretycznie, prawdopodobieństwo ponownego wystąpienia klęski żywiołowej w tym samym miejscu, w bliskiej przyszłości, jest niskie. - Po prostu energia zgromadzona w skałach została uwolniona w postaci tego trzęsienia ziemi i zanim ona ponownie w tym miejscu się nagromadzi, minie sporo czasu - mówi Kowalski.
Jak wyjaśnia ekspert, mimo tej zależności, wciąż rejon uskoku wschodnio-anatolijskiego jest zagrożony przyszłymi kataklizmami. - Odprężył się fragment uskoku, co oznacza, że prawdopodobnie kumulują się naprężenia na pozostałych częściach uskoku. To może owocować kolejnym zjawiskiem za rok, dwa lub pięć lat.
Liczba ofiar trzęsienia ziemi w Turcji i Syrii rośnie
Liczba ofiar, jak i zniszczonych budynków, spowodowana trzęsieniem ziemi w Turcji jest ogromna. Takiego rozmiaru tragedii można było się jednak spodziewać.
- To jest dosyć gęsto zamieszkały obszar. To jest strefa sejsmiczna, gdzie tego typu zjawiska, co kilkadziesiąt lat się zdarzają. W ciągu ostatnich lat budownictwo w tym rejonie się bardzo rozwinęło, powstało dużo więcej domów. Niestety, ale skala tego typu kataklizmów w biedniejszych krajach nie jest jakoś bardzo zaskakująca - kończy Przemysław Kowalski.
Do sięgającego magnitudy 7,8 trzęsienia ziemi z epicentrum w okolicy Gaziantep doszło w poniedziałek o godz. 4:17 czasu lokalnego, czyli 2:17 w Polsce. Jest to najbardziej tragiczna klęska żywiołowa od czasu trzęsienia ziemi w Japonii w 2011 roku. Władze w Ankarze zwróciły się o pomoc międzynarodową, na którą odpowiedziało łącznie prawie 50 państw. Wśród nich znalazła się Polska. Jeszcze w poniedziałek podjęto decyzję, że do dotkniętego kataklizmem kraju wyleci z Warszawy ekipa polskich strażaków.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET