Elon Musk obciążeniem dla Trumpa? "Odgrywa rolę, którą grał Żyrynowski dla Putina"
Chociaż administracja nowego prezydenta USA, a także sam Donald Trump, budzi sporo emocji, to jak się wydaje, największe kontrowersje wzbudza Elon Musk, oraz jego wypowiedzi, które trudno byłoby nazwać dyplomatycznymi. Czy jego postawa szkodzi Trumpowi? A może miliarder jest dokładnie tym, czego prezydent Stanów Zjednoczonych od niego oczekuje? Na te pytania w rozmowie z RadioZET.pl odpowiada dr Rafał Kuś, amerykanista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Elon Musk wzbudza kontrowersje od początku rządów Trumpa
- Obciążeniem dla prezydenta USA mogą być agresywne wypowiedzi miliardera
- Jak zauważa dr Rafał Kuś, komunikacja Trumpa skierowana jest głównie do wyborców w USA
Elon Musk jest problemem dla Trumpa?
Elon Musk, który został mianowany przez prezydenta USA na szefa Departamentu Efektywności Rządu (DOGE), mającego na celu cięcia rządowych wydatków, kontrowersje budził w zasadzie od pierwszego dnia prezydentury Donalda Trumpa. Nie tylko jego ekstrawagancki sposób bycia, ale też to, jakiego języka używał i jak dalece próbował ingerować w politykę innych państw, wzbudzało sporo, bardzo często negatywnych, emocji.
S cysja w mediach społecznościowych z Radosławem Sikorskim, jawne wsparcie dla AfD w niemieckich wyborach, sugerowanie, że Wołodymyrowi Zełenskiemu należy zaproponować amnestię w jakimś neutralnym kraju czy wreszcie ataki na rząd Wielkiej Brytanii to "wyczyny” Muska w zalewie kilka miesięcy po objęciu urzędu przez Donalda Trumpa.
Czy kontrowersyjny miliarder stał się obciążeniem dla Trumpa, a jego wypowiedzi mogą zaszkodzić prezydentowi? Czy może jest zupełnie odwrotnie i szef zespołu DOGE działa dokładnie tak, jak chce jego pryncypał?
- Mam wrażenie, że Elon Musk gra dziś rolę, którą przez lata odgrywał Władimir Żyrynowski dla Putina. Mówi to, czego nowa amerykańska administracja nie chce oficjalnie powiedzieć, ale wypuszcza próbny balon, mający sprawdzić reakcje. Dla Trumpa może to być oczywiście obciążeniem, bo Musk zachowuje się arogancko i impertynencko, jawnie ingerując w procesy demokratyczne innych państw, ostatnio przede wszystkim Niemiec i Rumunii. Z drugiej strony Musk nie jest wybranym przez wyborców politykiem i uchodzi mu płazem praktycznie wszystko – uważa dr Rafał Kuś, amerykanista z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Trudno też powiedzieć, żeby obrażające zagranicznych polityków czy inne państwa wypowiedzi były czymś szczególnie szokującym, jeśli popatrzymy na innych członków administracji Donalda Trumpa. Zdarzają się bowiem również tym osadzonym jeszcze bliżej centrum dowodzenia nowej amerykańskiej ekipy, jak J.D. Vance czy Marco Rubio – dodaje dr Kuś.
Komunikacja skierowana do wyborców w USA
I chociaż wielu razi język stosowany przez Elona Muska, to jak zwraca uwagę zajmujący się również retoryką i nowymi mediami Rafał Kuś, w tym szaleństwie jest metoda, bo polityka Donalda Trumpa nastawiona jest przede wszystkim na docieranie przede wszystkim do wyborcy amerykańskiego. To, co pomyślą przywódcy innych krajów, wydaje się kwestią drugorzędną.
- Wydaje mi się, że niezbyt wyszukany język Muska nie jest przypadkowym wyborem. W teorii retoryki wyróżniamy klasyfikację pięciu kanonów, w tym m.in. elokucję, czyli styl. W XX i XXI wieku w komunikowaniu politycznym przeważa styl niski, prosty rejestr języka, zrozumiały dla szerokich mas wyborców. Jest to oczywiste, jeśli weźmiemy pod uwagę logikę procesu wyborczego. Im więcej osób przekonamy do naszych racji, tym więcej głosów zgarniemy. Przemówienia Donalda Trumpa utrzymane są z reguły na poziomie zrozumiałym dla amerykańskiego czwartoklasisty. Z drugiej strony było tak również w przypadku innych współczesnych prezydentów USA – mówi dr Kuś.
- Natomiast rejestr języka, którym posługuje się na co dzień, np. w serwisach społecznościowych, obecna administracja USA, sprowadza ten poziom jeszcze niżej. To język prymitywny, który nijak nie pasuje do decorum prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale z drugiej strony sprawia wrażenie szczerości, autentyczności i bliskości z wyborcami. Można i trzeba nad tym ubolewać, ale z drugiej strony taka strategia wydaje się sprawdzać. Zresztą, w przypadku Donalda Trumpa, działa od dawna. W swojej retoryce w mediach społecznościowych, głównie na platformie X, Trump posługuje się krótkimi, często powtarzanymi sloganami w rodzaju "drain the swamp” (dosł. "osuszyć bagno” – red.) czy też "crooked Hillary" ("Hillary szachrajka” – red.), które łatwo zapadają w pamięć. Retoryka to sztuka pragmatyczna. Jeśli coś działa, to ma to sens – dodaje.
Media społecznościowe sprzyjają brutalizacji języka
Spora część komunikacji Muska prowadzona jest w mediach społecznościowych, które coraz częściej stają się areną polemik między politykami, często znacznie bardziej brutalnych, niż ma to miejsce podczas rozmowy na żywo. Taka platforma komunikacji sprzyja pauperyzacji języka?
- Zdecydowanie łatwiej jest wystukać coś na klawiaturze niż powiedzieć komuś w twarz, chociaż nie sądzę, żeby akurat Musk miał z tym problem. Faktem jest jednak, że media społecznościowe, korzystanie z internetu w ogóle, sprzyjają polaryzacji opinii czy tworzeniu się swoistych baniek, zrzeszających ludzi o bliskich sobie poglądach – ocenia dr Kuś.
Jego zdaniem to cecha nie tylko polityków. - W dobie komunikacji w schemacie "wielu do wielu”, w przeciwieństwie do tradycyjnych mediów masowych operujących w schemacie "jeden do wielu”, zdecydowanie łatwiej o tworzenie się lokalnych podgrup zgadzających się ze sobą, jeśli chodzi o poglądy i niepotrafiących się komunikować z innymi bańkami medialnymi. Stąd też wiele wypowiedzi, które wydają się nacechowane emocjonalnie i to nacechowane negatywnymi emocjami. Widać to wyraźnie chociażby na polskim "X”, ale występuje to też, może przede wszystkim w amerykańskich mediach społecznościowych – podsumowuje amerykanista.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET