Grenlandia niczym Krym? Trump nie był pierwszy, USA chciały to zrobić dużo wcześniej
Donald Trump, sugerujący, że USA przejmą kontrolę nad Grenlandią "w ten czy inny sposób", wywołał sporo kontrowersji nie tylko na wyspie oraz w Danii, ale także w Europie. Jego działania zostały nawet przyrównane do aneksji Krymu przez Rosję. Mieszkańcy Grenlandii zaprotestowali przeciwko takim działaniom ze strony Stanów Zjednoczonych, a Duńczycy wyraźnie oznajmili, że to terytorium nie jest na sprzedaż. Sam pomysł nie jest jednak nowy, narodził się w USA ponad 150 lat temu.
- Donald Trump wrócił do pomysłu przejęcia Grenlandii przez USA
- Budzi to ogromne kontrowersje nie tylko w Danii, ale i w całej Europie
- Protesty w Nuuk pokazują niechęć mieszkańców Grenlandii do planów Trumpa
Donald Trump nie był pierwszy
- Dostaniemy ją, w ten czy inny sposób - mówił kilka tygodni temu Donald Trump, pytany o Grenlandię. Największa wyspa świata, od kiedy rozpoczął drugą kadencję, ponownie stała się obiektem zainteresowania ze strony Stanów Zjednoczonych. Budzi to spore kontrowersje zarówno w Grenlandii, jak i na Starym Kontynencie.
Claus Mathiesen, wykładowca duńskiej Akademii Obrony i były attache wojskowy w Ukrainie, zasugerował nawet, że działania administracji Trumpa przypominają działania Władimira Putina wobec Krymu i aneksję tego półwyspu przez Rosję.
Prezydent USA argumentuje, że jego kraj potrzebuje Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe i międzynarodowe. Jego zainteresowanie wyspą nie jest zresztą nowe. Już w 2019 roku, podczas pierwszej kadencji, sondował zakup Grenlandii od Duńczyków. W mediach społecznościowych zamieścił nawet grafikę z Trump Tower na grenlandzkim wybrzeżu.
Wtedy wywołało to kryzys w relacjach między Danią a USA. Trump odwołał swoją wizytę w tym kraju, a premier Mette Frederiksen stwierdziła, że Grenlandia nie jest na sprzedaż. Scenariusz powtórzył się również teraz, na początku drugiej kadencji, choć tym razem administracja prezydenta USA działa znacznie ostrzej. Co budzi spore obawy. Tyle że pomysł przejęcia Grenlandii przez USA nie jest nowy i narodził się grubo ponad 150 lat przed Trumpem.
100 milionów za Grenlandię
W następstwie ogłoszonej w 1823 roku Doktryny Monroe, Stany Zjednoczone rozpoczęły próby rozszerzenia swoich wpływów na terytorium obydwu Ameryk. Efektem tego było m.in. odkupienie Alaski od Rosjan w 1867 roku. W tym samym roku powstał także pomysł zakupu Grenlandii, forsowany przez sekretarza stanu Williama H. Sewarta, ale ostatecznie nie przedstawiono oficjalnej oferty Duńczykom.
Duńczykom, którzy po uzyskaniu niepodległości przez Norwegię, do której wcześniej należała Grenlandia, sami musieli dochodzić swoich praw w kwestii wyspy. Dopiero w 1933 roku, po wyroku Stałego Trybunału Sprawiedliwości Międzynarodowej w Hadze, Norwegia przestała okupować Grenlandię i uznała zwierzchnictwo Danii nad wyspą.
Później, kiedy hitlerowskie Niemcy okupowały Danię, rozpoczęły się próby założenia niemieckich stacji meteorologicznych na południu Grenlandii. Nie pozwoliły na to jednak oddziały amerykańskiej marynarki, nazywane Patrolami Neutralności.
Po zakończeniu II Wojny Światowej Duńczycy liczyli, że Amerykanie wycofają się na kontynent. Tymczasem w USA postanowiono, że złożona zostanie oferta kupna wyspy. W 1946 roku zaoferowano 100 milionów dolarów, ale nie spotkało się to z akceptacją Duńczyków.
NATO pomoże USA?
W 1951 roku podpisano jednak porozumienie regulujące status wojsk USA, dzięki czemu na Grenlandii powstała amerykańska baza wojskowa Thule Air Base, obecnie nazywana Pituffik Space Base, monitorująca przestrzeń powietrzną nad biegunem północnym. Jej znaczenie dla bezpieczeństwa USA jest nie do przecenienia.
Dlatego, choć na wiele lat temat zakupu Grenlandii ucichł, na przełomie lat 70. i 80. wrócił, choć raczej jako publicystyka niż poważna oferta dla Danii. Dopiero Donald Trump ponownie rozpoczął debatę nad przejęciem kontroli nad największą wyspą świata.
Najpierw proponując zakup Grenlandii, potem sugerując nawet w rozmowie z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, zwyczajne przejęcie tego terytorium, np. przy pomocy Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wszystko z obawy przed wpływami Chin w tym rejonie, które coraz śmielej poczynają sobie na arktycznych wodach.
Amerykańskie plany przejęcia Grenlandii mają już ponad 150 lat. Nigdy nie były jednak tak agresywne, jak za prezydentury Donalda Trumpa, choć na razie tylko w sferze werbalnej. Do tej pory też niemal nic do powiedzenia w tej kwestii nie mieli sami Grenlandczycy, bo wszystko toczyło się ponad ich głowami. Teraz głos tego społeczeństwa jest bardziej słyszalny. A masowe protesty w Nuuk, stolicy Grenlandii, pokazują, że nie akceptują planów Trumpa. Tamtejsi politycy jasno deklarują, że chętnie zacieśnią współprace ze Stanami Zjednoczonymi, ale celują w niepodległość, nie w podległość USA.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET