Jak skończą się antyrządowe protesty w Gruzji? "Mogą doprowadzić do dwóch skrajnie różnych sytuacji"
Od tygodnia w Gruzji trwają protesty przeciwko antyeuropejskiej polityce tamtejszego rządu. Co będzie dalej? To teraz najtrudniejsze pytanie. - Demonstranci osiągną swój cel, gdy uda im się doprowadzić do np. powtórzonych wyborów - twierdzi ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Górecki.
Protesty w Gruzji
To nie pierwszy raz w tym roku, gdy Gruzini wyszli na ulice. Ostatnie protesty odbyły się w październiku po wyborach parlamentarnych, które niewątpliwie wygrała partia rządząca Gruzińskie Marzenie. Proeuropejska część opozycji i prezydent Salome Zurabiszwili twierdzili jednak, że w dużej części były one nieuczciwe. To wyprowadziło wielu Gruzinów na ulice miast. Protesty jednak szybko wygasały.
- Gdyby nie wypowiedź premiera Iraklego Kobachidze z 28 listopada o zawieszeniu rozmów z Unią Europejską, to prawdopodobnie te protesty byłyby coraz mniejsze, aż w końcu przestałyby się odbywać. Podobnie jak było latem tego roku, kiedy Gruzini protestowali przeciwko ustawie o agentach czy przejrzystości obcych wpływów - twierdzi Wojciech Górecki, główny specjalista w Zespole Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej Ośrodka Studiów Wschodnich.
Ekspert: “Gruzini wyszli w obronie proeuropejskiego kursu”
Na razie demonstracje wręcz przybierają na sile. Podczas antyrządowych manifestacji w Tbilisi służby zatrzymały kilkadziesiąt osób. Oprócz demonstrantów rannych zostało kilkunastu funkcjonariuszy organów ścigania. Według ministerstwa zdrowia w ciągu ostatnich nocy do placówek medycznych przetransportowano ponad 20 uczestników protestów i kilku policjantów.
Wojciech Górecki widzi dwa scenariusze zakończenia konfliktu obywateli z władzą. Nie jest jednak w stanie przewidzieć, który z nich zostanie zrealizowany. - Protestujących będzie na tyle dużo, a erozja systemu władzy będzie na tyle szybko postępować, że wymogą oni jakieś ustępstwa, np. powtórzenie wyborów. Czyli demonstranci zwyciężają i osiągają swój cel – to pierwszy możliwy scenariusz zdaniem Góreckiego. Drugi, równie prawdopodobny, jest taki, że będzie “business as usual”, czyli Gruzińskie Marzenie wejdzie płynnie w swoją czwartą kadencję, mając zagwarantowane kolejne lata rządów. - Wówczas opozycja będzie coraz bardziej marginalizowana - wyjaśnia ekspert i dodaje: - Być może dojdzie do tego jakaś forma pacyfikacji. Chociaż tej władzy zależy na tym, żeby uniknąć siły, jeżeli się da.
Górecki nie ma wątpliwości, że protesty na ulicach Tbilisi i innych miast mają charakter europejski i obywatelski. Według statystyk około 80 proc. Gruzinów opowiada się za członkostwem w Unii Europejskiej. Około 70 proc. za członkostwem w NATO. - Gruzini nie wyszli na ulicę, aby wyrazić poparcie dla jakiejś partii politycznej, tylko w obronie kursu proeuropejskiego. Należy sądzić, że również część wyborców Gruzińskiego Marzenia, być może znaczna, popiera integrację z Unią Europejską - uważa ekspert OSW.
Partia rządząca Gruzińskie Marzenie również opowiada się za wstąpieniem Gruzji do UE, ale na własnych zasadach. To znaczy z zachowaniem dobrych relacji gospodarczych z Rosją. Gruzja nie wznowiła jednak stosunków dyplomatycznych z Rosją, które zerwała w 2008 roku po wojnie rosyjsko-gruzińskiej. - Do części ta narracja trafia, natomiast Gruzini chcą oczywiście dalej jeździć bez wiz, tak jak to robią od kilku już ładnych lat, do strefy Schengen. Chcą, żeby Gruzja w przyszłości stała się członkiem wspólnoty UE - tłumaczy Wojciech Górecki.
Rządzący zdają sobie sprawę z nastrojów panujących w społeczeństwie. Dlatego nie rezygnują definitywnie ze starań do dołączenia Gruzji do UE, ale ogłaszają zawieszenie tego procesu. - Rządzący tłumaczą to tym, że UE wykorzystuje instrumenty finansowe i proces akcesyjny, żeby szantażować Gruzję. Narracja jest taka: my, Gruzini, wzmocnimy się, wejdziemy do UE, ale na naszych warunkach i po 2030 roku będziemy członkiem wspólnoty - tłumaczy Górecki.
Gruzja. Jakie szanse na kompromis?
Protestujących to jednak nie przekonuje. Obawiają się, że za kilka lat Gruzja może stracić możliwość dołączenia do UE. - Część ludzi to kupuje, a część nie. Narracja Gruzińskiego Marzenia, że trzeba pokoju z Rosją, a do UE wejść na własnych warunkach, nie przekonuje wszystkich ludzi. Dlatego wychodzą w obronie proeuropejskiego kursu. W tym sensie to są kompletnie apolityczne demonstracje - przekonuje specjalista ds. Gruzji.
Na horyzoncie na razie nie widać szans na osiągnięcie kompromisu. Rządzący nie chcą ustąpić. Podobnie opozycja i prezydent, którzy wspierają protesty. - Każde wycofanie się byłoby oznaką słabości. Jeżeli jednak władza uzna, że taktycznie będzie potrzebny kompromis z opozycją, to nowy premier, kimkolwiek byłby, może np. ogłosić powtórzenie wyborów w jednym okręgu. Może też powiedzieć, że jednak tych rozmów z UE tak do końca nie zawieszają - przewiduje Górecki.
Gruzja liczy na wsparcie od krajów Unii Europejskiej. Liderzy państw członkowskich nie mają jednak zbyt wielu narzędzi wpływu na sytuację polityczną w Tbilisi. - Znaczącym gestem było przekazanie około 100 milionów euro dotacji, która miała iść na programy rządowe w Gruzji, czy na niezależne media i inicjatywy obywatelskie - mówi Wójciech Górecki.
Jak tłumaczy ekspert, przywódcy krajów europejskich nie mogą też podważać wyników wyborów parlamentarnych w Gruzji. - Mimo wątpliwości co do uczciwości wyborów to samego faktu zwycięstwa Gruzińskiego Marzenia nie można podważać. Wszystkie sondaże dawały tej partii zwycięstwo. To jest na pewno najsilniejsza i najpopularniejsza formacja polityczna w Gruzji. Niezależnie od wątpliwości co do rozmiarów zwycięstwa, które podano w oficjalnych wynikach – stwierdza Górecki.
Wybory prezydenckie w Gruzji kolejną kością niezgody?
Nad Gruzją wisi kolejny wewnętrzny konflikt. 14 grudnia odbędą się wybory prezydenckie, które budzą wiele emocji i kontrowersji. - Wybory będą miały bardzo duże znaczenie, chociaż mandat następnego prezydenta będzie słabszy niż obecnego. To już nie będzie prezydent wybrany w wyborach powszechnych tylko przez kolegium elektorskie złożone z parlamentarzystów i członków samorządów - tłumaczy ekspert OSW.
Głosowanie będzie miało nową formę. Nie odbędzie się w ramach powszechnego głosowania, ale za pośrednictwem kolegium elektorów. W jego skład wejdzie 300 członków: 150 deputowanych parlamentu, 109 delegatów z rad miejskich i deputowanych Rad Najwyższych Adżarii (21) i Abchazji (20).
Prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili stoi na stanowisku, że skład parlamentu jest “niekonstytucyjny” i “bezprawny”. Argumentuje to tym, że wybory zostały “sfałszowane”. Ma poparcie proeuropejskiej części opozycji. Zurabiszwili ogłosiła kilka dni temu, że nie ustąpi ze stanowiska, dopóki prezydenta nie wybierze “legalny” parlament. - Jeżeli nic się do tego czasu nie wydarzy, to będziemy mieli po prostu dwoje prezydentów - mówi Wojciech Górecki. Kandydatem partii rządzącej na prezydenta jest polityk i były piłkarz Micheil Kawelaszwili. To jedyny zgłoszony kandydat w wyborach, które odbędą się 14 grudnia w Gruzji.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET