Łotwa reaguje na rosyjskie prowokacje. „Czytamy doniesienia z Polski”
Łotwa przygotowuje się na kolejne prowokacje zza białoruskiej granicy. Lokalne władze wprowadziły dwustopniowy system alarmowania mieszkańców, który ma być wykorzystywany m.in. w przypadku zagrożenia ze strony dronów. Peteris Dzalbe w rozmowie ze specjalnym wysłannikiem Radia ZET mówi także o dezinformacji i trwającej wojnie hybrydowej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak działa dwustopniowy system ostrzeżeń na Łotwie.
- Dlaczego Łotwa zmaga się z nielegalną migracją.
- Co robią władze Łotwy, by walczyć z dezinformacją.
- Które zagrożenia zewnętrzne dotykają Łotwę.
Łotwa w obliczu eskalacji działań Rosji
Dyneburg to drugie największe miasto na Łotwie. Specjalny wysłannik Radia ZET Maciej Bąk rozmawiał z Peterisem Dzalbe, prezesem Związku Polaków na Łotwie, pełniącym rolę dyrektora administracyjnego w powiecie augsdaugawskim. Jak radzą sobie tam z coraz częstszymi prowokacjami zza białoruskiej granicy?
Peteris Dzalbe
- Jeśli spojrzymy w przeszłość, to jeszcze rok temu różnego rodzaju alerty czy ostrzeżenia o tym, że coś wleciało nad nasz region, były dla nas nowością. Problem w tym, że dostawaliśmy informację o tym, że mamy szukać schronienia, ale nikt nie wiedział, co dokładnie się dzieje. Zdarzało się, że alarmowano nas już po tym, jak dron spadł na ziemię - mówi.
W odpowiedzi na powtarzające się prowokacje lokalne władze wprowadziły nowy system. Ten opiera się na dwóch stopniach alarmowania. - Żółty oznacza, że coś może się wydarzyć. Czerwony ogłaszamy, gdy już wiadomo, że należy się schować, nie wychodzić na ulicę - tłumaczy Peteris Dzalbe.
Dwustopniowy system ostrzeżeń. „Tłumaczymy mieszkańcom"
Dodaje, że do Łotyszy docierają informacje z Europy i świata, mówiące o narastającym zagrożeniu ze strony Rosji. - Czytamy doniesienia z Polski, słyszymy, co mówi administracja Donalda Trumpa - mówi.
- Dlatego właśnie rozmawiamy z ludźmi. Dlatego też wprowadziliśmy ten system ostrzeżeń. Żeby wyjaśnić obywatelom, że w najbliższym czasie nie będzie zagrożenia wojennego. Może się zdarzyć, że wleci tu jakiś dron, który trzeba będzie zestrzelić - wyjaśnia.
- Przed wszystkimi dużymi wydarzeniami publikujemy nagranie, w którym wyjaśniamy, że jeśli mieszkańcy otrzymają żółty alert, nie powinni panikować, tylko pozostać na miejscu. Dopiero w przypadku alertu czerwonego należy udać się do miejsc bezpiecznych - dodaje.
Łotwa wciąż mierzy się z nielegalną migracją
Zwraca jednak uwagę na inne zagrożenie, którym na Łotwie cały czas jest nielegalna migracja. - To nadal się dzieje. Współpracujemy z Litwą i Estonią w celu zwalczania nielegalnego przekraczania granicy - mówi.
- Na naszej granicy cały czas pracuje policja, Straż Graniczna. Funkcjonariusze starają się wyszukiwać te osoby, ale to jest zjawisko w dużym stopniu skryminalizowane. Stoją za nim nieznane nam osoby, nie wiemy też, na jakich szczeblach działają. Możemy tylko mieć nadzieję, że w tym systemie nielegalnego przekraczania granicy nie ma naszych policjantów i Straży Granicznej - ocenia.
- Jeśli jednak są w to zamieszani, to nasze MSW musi coś z tym zrobić. Udowodnić wszystkim, że wykonano bardzo dobrą robotę, zatrzymano swoich ludzi, którzy pomagają w nielegalnej migracji i zarabiają na tym szybkie pieniądze. Tu chodzi o bezpieczeństwo państwa łotewskiego, ale i całego europejskiego sojuszu - dodaje.
Władze walczą z dezinformacją
Kolejne zagrożenie, na które wskazuje Peteris Dzalbe, to dezinformacja. Dyneburg to miasto bardzo różnorodne. Ludzie rozmawiają tam po łotewski, polsku, rosyjsku i białorusku. - Najwięcej jest osób rosyjskojęzycznych, z których 10 proc. to obywatele Rosji. Kiedy oni otrzymują od nas alerty, od razu starają się wrzucić do sieci dezinformację - mówi.
- Mieliśmy taką sytuację jeszcze w tym roku, przed wprowadzeniem podziału na żółte i czerwone alerty. Ogłoszono alarm, od razu wszedłem do internetu i zobaczyłem wpisy osób, które informowały, że widziały drony w okolicy, w innych czytałem, że już spadł. To oczywiście były powielane później plotki, które wywołały w ludziach stres. Ma to na celu wywołanie w społeczeństwie takiego braku wiary w państwo, w gotowość służb. To jest część wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję - wyjaśnia.
Zapewnia, że władze podjęły działania, które mają przeciwdziałać dezinformacji. - Pracuje zespół, który to wszystko neutralizuje. Kilka tygodni temu zatrzymaliśmy osoby, które wprowadzały do sieci nieprawdziwe informacje. Widzimy teraz, że nasza społeczność dużo bardziej ufa władzom niż publikowanym w internecie chaotycznym informacjom - dodaje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET