`

Łukaszenka chce dialogu z Polską? “Najpierw musi spełnić pewne warunki”

3 min. czytania
18.07.2024 07:31
Obserwuj nas na Google

- To nie pierwszy raz, kiedy Łukaszenka próbuje pokazać, że to Białoruś rzekomo ma dobrą wolę do dialogu z Polską. Są jednak pewne warunki, które musi spełnić, aby mogło dojść w ogóle do rozmów - komentuje postawę dyktatora z Mińska dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Konończuk. Prezydent Białorusi zapowiedział, że chce uregulować relacje z Polską.

Alaksandr Łukaszenka
fot. GAVRIIL GRIGOROV/AFP/East News

Łukaszenka mówi o relacjach z Polską

- Strona białoruska próbuje “przebijać piłkę na polskie podwórko”, mówiąc, że to od Polaków zależy, czy dojdzie do rozmów. Słusznie odpowiadamy, że to Białoruś wykreowała problem na granicy, który trwa przecież cały czas. Co więcej, to Łukaszenka trzyma więźniów politycznych, w tym Andrzeja Poczobuta - przypomina Wojciech Konończuk.

Odnosi się w ten sposób do słów Alaksandra Łukaszenki, który we wtorek, 16 lipca, w Mińsku na spotkaniu z absolwentami uczelni wojskowych oświadczył, że jest gotów „uregulować relacje Białorusi z Polską i Litwą, ale na razie nie widzi wzajemności”. Przekonywał, że Białoruś na kierunkach północno-zachodnim i zachodnim musi zachowywać czujność i być gotowa do obrony. Według eksperta to Mińsk powinien najpierw spełnić warunki, aby móc przystąpić do negocjacji.

Łukaszenka boi się Chin?

Temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej podejmował podczas wizyty w Chinach prezydent Andrzej Duda. Zdaniem Wojciecha Konończuka chęć dialogu ze strony Łukaszenki może być wynikiem presji na niego właśnie ze strony Chin. - Łukaszenka publicznie powiedział o tym, że prezydent Duda był w Pekinie i rozmawiał ze stroną chińską w kwestii sytuacji na granicy polsko białoruskiej. Mówił o tym trochę w takim tonie: prezydent Polski pojechał do Chin i na nas naskarżył - analizuje ekspert.

Jako przykład udanego „dialogu” Łukaszenka przytoczył sytuację na granicy z Ukrainą. Pod koniec czerwca strona białoruska powiadomiła o rzekomym „napięciu” na granicy, zapowiadając wzmocnienie swoich sił na tym odcinku. Strona ukraińska uznała te deklaracje i działania za bezpodstawne.

Redakcja poleca

W miniony weekend Łukaszenka udał się na granicę z Ukrainą, gdzie publicznie ogłosił, że „napięcie” zostało zlikwidowane i nakazał wycofanie wojsk do miejsc stałej dyslokacji, twierdząc, że „Ukraińcy wycofali swoje siły” i teraz „utrudnień z Ukraińcami nie ma”. Strona białoruska utrzymuje, że to przykład udanej „deeskalacji”.

Nierozwiązany kryzys na granicy

Już wcześniej także szef białoruskiego MSZ Białorusi przekonywał, że „Białoruś jest gotowa do dialogu z Polską w sprawie sytuacji na granicy”. Jednocześnie zarzucił stronie polskiej brak chęci do dialogu i „stawianie żądań politycznych”. Jak zauważa dyrektor OSW Wojciech Konończuk, to Łukaszenka jest odpowiedzialny za kryzys na granicy polsko-białoruskiej, który cały czas trwa. - Presja migracyjna na granicy nie zniknęła. Co prawda spadła, ale problem dalej nie został rozwiązany. Kryzys generuje wielkie wyzwania po stronie polskiej, ale też litewskiej czy łotewskiej - twierdzi Konończuk.

Niezależny portal Nasza Niwa ocenił, że możliwe zawieszenie przepływu towarów przez granicę z Polską jest „głównym instrumentem nacisku ze strony Polski na władze Białorusi”. Według portalu Polska próbuje zatrzymać kryzys migracyjny na granicy i doprowadzić do uwolnienia Andrzeja Poczobuta. - Jednym z naszych bardzo niewielu instrumentów nacisku na Mińsk jest kwestia granicy. Mamy cały czas otwarte przejście towarowe, przez które idzie część eksportu białoruskiego, ale ono jest ważne również z punktu widzenia importu białoruskiego - tłumaczy dyrektor OSW.

Redakcja poleca

Polska wysłała Łukaszence sygnał, którym były szczegółowe kontrole w terminalu w Małaszewiczach przy granicy z Białorusią, ważnym zwłaszcza dla transportu towarów z Chin. - Uważam, że należy używać takich form represji. Z takimi reżimami jak łukaszenkowski czy putinowski należy rozmawiać z pozycji ultimatum, pokazując, że możemy potężnie zaszkodzić ich interesom - mówi ekspert specjalizujący się w polityce Białorusi.

Łukaszenka zwalnia więźniów politycznych

Nasza Niwa przekazała również, że władze Białorusi według nieoficjalnych informacji obrońców praw człowieka zwolniły około 20 więźniów politycznych, jednak nie było wśród nich Andrzeja Poczobuta. Według Wojciecha Konończuka nikłe są szanse, aby Łukaszenka zwolnił Polaka z odbywania kary pozbawienia wolności. Ponadto uwolnienie 20 więźniów politycznych nie jest oznaką liberalizacji reżimu na Białorusi.

- Uwolnił jedynie 20 z ponad 1500 więźniów, którzy są zarejestrowani. Tak naprawdę liczba więźniów politycznych na Białorusi jest jeszcze wyższa, więc trudno tu mówić o jakimś ustępstwie Łukaszenki. Dlatego ta jego decyzja jest absolutnie symboliczna i nie należy z niej wyciągać zbyt daleko idących wniosków - tłumaczy badacz sytuacji polityczno-gospodarczej Białorusi.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET