Wielkanocna masakra w Hockenheim. "Napisała, że zrobiła coś złego"

2 min. czytania
13.04.2023 13:54
Obserwuj nas na Google

Zabójstwo dzieci w Hockenheim coraz szczegółowiej naświetlają niemieckie media. Najnowsze doniesienia ws. wielkanocnego, podwójnego morderstwa na zachodzie Niemiec, sugerują, że matka zabiła dwóch synów z obawy przed ich utratą. Bild dopytuje: czy urząd ds. młodzieży zignorował wezwania o pomoc?

Policja - Niemcy
fot. MARIJAN MURAT/AFP/East News (zdj. ilustracyjne)

Podwójne wielkanocne morderstwo w Hockenheim wstrząsnęło niewielką, niespełna 30-tysięczną społecznością, na zachodzie Niemiec. Z oficjalnego oświadczenia policji i prokuratury z Mannheim, dostępnego także dla polskich mediów, wiadomo że śledztwo ws. odkrytych ciał Hagena (9 l.) i Theodora (7 l.) - imiona ustalił już niemiecki "Bild" - trwa. Podejrzana to 43-letnia kobieta, matka dzieci. Policjanci przyznają, że sama zgłosiła się na komendę w Hockenheim; w dniu podwójnego zabójstwa napisała wiadomość o treści: "Zrobiłam coś złego".

"Podczas natychmiastowego przeszukania w mieszkaniu znaleziono martwe rodzeństwo. Kiedy wezwano lekarza pogotowia, można było ustalić tylko śmierć dwojga dzieci. Wyniki sekcji zwłok zarządzonej przez Sąd Rejonowy w Mannheim na dziś są nadal w toku w chwili składania raportu" - czytamy na pressportal.de. Kobieta trafiła do aresztu. Resztę makabrycznych okoliczności ustaliły już niemieckie media.

Masakra w Hockenheim. Desiree A. zabiła synów  ze strachu

Niemiecki "Bild" przytacza słowa naocznego świadka tragedii, który twierdzi, że kobieta została z domu wyprowadzona w kajdankach. W żaden sposób nie oponowała. "Fakt" precyzuje przy tym, że jeden z ratowników, który interweniował w mieszkaniu, wychodząc nie był w stanie powstrzymać płaczu. Jak dotąd, choć sekcja była zaplanowana na wtorek, nie wiadomo jak przebiegało samo morderstwo, ale przytaczana reakcja ratownika jest wystarczająco sugestywna.

W lokalnym społeczeństwie zarówno 43-letnia Desiree A. - bo tak nazywa się kobieta - jak jej synowie - Hagen i Theodor - byli dobrze znani. Na Luisenstraße, ulicy na której mieszkała kobieta, "konsternacja" - jak pisze "Bild" - jest ogromna. "Jeden z sąsiadów powiedział «jestem całkowicie przerażony. Zawsze była tak czuła dla swoich chłopców, zabierała ich na wycieczki, także do Holiday Parku w Haßloch»" - czytamy.

Miejsce wielkanocnej zbrodni

Inni, z którymi rozmawiał "Bild", sugerują że rodzina miała rozległe i długotrwałe problemy. Desiree A. miała mieszkać w domu sama po tym, jak sąd zdecydował o przyznaniu opieki nad dziećmi jej mężowi. Ta jednak otrzymała prawo do krótkich widzeń z synami. Do sądu rodzinnego sprawa miała trafić ze względu na "znęcanie", którego miała dopuszczać się 43-latka. Niemiecki dziennik dotarł do oświadczeń, z których wynika że w tym kontekście pojawiały się doniesienia do urzędu ds. młodzieży, który nie reagował. Zamach na życie chłopców miał według tej wersji uchronić zrozpaczoną kobietę od ich utraty.

Redakcja poleca

RadioZET.pl/Bild.de/pressportal.de

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET