„Na torach tramwajowych płonęło wielkie ognisko”. We Francji trwają manifestacje i protesty
We Francji cały czas jest niespokojnie z powodu protestów, w których uczestniczą setki tysięcy ludzi. Niemal w każdym miasteczku odbywają się manifestacje, których uczestnicy żądają zmian w edukacji, ale także walki z drożyną. Jak mówi w rozmowie z RadioZET.pl mieszkająca we Francji reprezentantka Polski w piłce ręcznej Daria Michalak, to właśnie wysokie ceny są pierwszą rzeczą, kiedy przenosi się nad Sekwanę.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są główne powody protestów we Francji.
- Które grupy społeczne dołączyły do protestów.
- Dlaczego protesty przeniosły się do innych krajów.
Protesty we Francji, które rozpoczęły się od manifestacji licealistów, żądających poprawy warunków nauczania w tamtejszych szkołach, rozprzestrzeniły się również na inne grupy zawodowe i społeczne, wyrażające niezadowolenie przede wszystkim z bardzo wysokich cen w sklepach i stale rosnących kosztów życia.
Znad Sekwany, gdzie protestu miały i cały czas mają bardzo gwałtowny przebieg, manifestacje przeniosły się również do innych krajów, w tym do Włoch czy Niemiec, gdzie także rosnące koszty życia sprawiły, że część społeczeństwa radzi sobie coraz gorzej.
Jak mówi w rozmowie z RadioZET.pl mieszkająca we francuskim Breście reprezentantka Polski w piłce ręcznej Daria Michalak, jedną z pierwszych rzeczy, która rzuciła jej się w oczy po przeprowadzce, były właśnie bardzo wysokie ceny.
Ogień na torach, zamknięte ulice
- Przy przenosinach do Francji nie myślałam o kwestiach bezpieczeństwa. Zresztą, kiedy podpisywałam kontrakt, nie było jeszcze mowy o protestach. W moim mieście zresztą nie jest tak niebezpiecznie, jak choćby w Paryżu – mówi Michalak, która przeniosła się z rumuńskiego HC Dunărea Brăila do francuskiego Brest Bretagne Handball, jednej z najlepszych drużyn na Starym Kontynencie.
W Breście protesty odbywają się w każdą sobotę. I choć to nie Paryż, na ulice wychodzą tysiące ludzi, manifestujących swoje niezadowolenie. - Miałam to szczęście, że przez trzy weekendy z rzędu miałyśmy mecze wyjazdowe i w tych najgorszych momentach nie było nas w mieście. Na ulice wychodziło wielu ludzi, którzy gromadzili się przede wszystkim na głównych arteriach Brestu – mówi szczypiornistka.
Jak wspomina, nawet mimo tego, że udało jej się uniknąć tych najgorszych i najbardziej niebezpiecznych momentów, ślady protestów w Breście widać nie tylko w soboty. - Jechałam na poniedziałkowy trening i na głównym rondzie, na torach tramwajowych płonęło wielkie ognisko, podpalono śmietniki. Służby pozamykały drogi i musiałam korzystać z objazdów – wspomina.
Nie wszyscy chcą poprawy
Na pytanie o to, co najbardziej uderzyło ją zaraz po przenosinach do Francji, odpowiada, że niesamowita drożyzna w sklepach. – W Polsce narzekaliśmy na wysokie ceny paliw, ale tutaj to wszystko było naprawdę drogie. Ludzie protestują z powodu złych warunków w szkołach, kłopotów uczniów i nauczycieli, ale także z powodu tego, że jest bardzo, bardzo drogo – ocenia.
Michalak, szykująca się do mistrzostw Europy w piłce ręcznej, które w grudniu zostaną rozegrane w Polsce, zwraca też uwagę, że niestety, co widać po obrazkach z francuskich miast, wielu ludzi wykorzystuje manifestacje do kradzieży i aktów wandalizmu. Zdarza się to także w Breście.
Mimo wszystko Polka nie żałuje przenosin do Francji, bo jak dotąd nie odczuła negatywnych skutków niepokojów, jakie ogarnęły ten kraj. Również w szatni nie jest to temat numer jeden, choć miejscowe zawodniczki, co oczywiste, rozmawiają o tym częściej.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET