Nawet kilkanaście tysięcy dolarów za bilet na mecz. Rusza najdroższy mundial w historii

5 min. czytania
10.06.2026 15:02
Obserwuj nas na Google

Bilety na mecze po kilka, a najdroższe nawet kilkanaście tysięcy dolarów. Transport na stadion kosztujący 100 dolarów, a parking pod obiektem nawet trzy razy tyle. Ruszają najdroższe mistrzostwa świata w historii. Czy organizacja takiej imprezy w ogóle się opłaca? I czy w przyszłości jesteśmy skazani na wąskie grono gospodarzy, w którym nie będzie takich krajów jak Polska?

MŚ 2026
fot. MetLife Stadium w New Jersey, arena finału MŚ 2026, ANGELA WEISS/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak poszerzenie formatu MŚ wpływa na czas trwania turnieju.
  • Dlaczego ceny biletów na mecze MŚ 2023 są rekordowo wysokie.
  • Co utrudnia kibicom z różnych krajów uczestnictwo w MŚ.
  • Które kraje mogą pozwolić sobie na organizację wielkich imprez sportowych.

Ruszają kolejne piłkarskie mistrzostwa świata. Największe, bo pierwsze w historii, w których udział weźmie aż 48 drużyn. Najdłuższe, bo z tego powodu zostaną poszerzone o dodatkową fazę pucharową i potrwają ponad sześć tygodni. I najdroższe, zwłaszcza z perspektywy kibiców. Ceny biletów, ale też inne koszty związane z turniejem, który odbędzie się w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, mogą przyprawić o zawrót głowy zwykłych kibiców. Czyli takich, których zapewne relatywnie mało będzie na trybunach. 

O ekonomiczno-organizacyjnej stronie mundialu mówi w rozmowie z RadioZET.pl Bartłomiej Banasiewicz z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. Polski think tank, zajmujący się kontekstową analizą sportu pod kątem gospodarczym, politycznym i społecznym, opublikował również specjalny, dotyczący mistrzostw, raport, który można za darmo pobrać na ich stronie internetowej.

Bilety po kilka tysięcy dolarów, parking za 300

Zacznijmy od cen biletów na mecze. Te są zmienne w zależności od kategorii (opartej np. na usytuowaniu względem murawy). Według „New York Timesa” koszt obejrzenia na żywo meczu w ramach kategorii 1 waha się od 450 do 990 dolarów (czyli między ok. 1600 a 3500 złotych). Na ćwierćfinały już trzeba wysupłać z portfela nawet 1360 dolarów (tu znów warto pomnożyć sobie tę kwotę o ok. 3,6 i wyjdzie cena w złotówkach). Za to najtańsze bilety na mecz fazy grupowej w kategorii 3 (najdalej od boiska) to koszt od 140 do nawet 1410 dolarów (w zależności od miasta, uczestników meczu czy godziny jego rozpoczęcia). Finał? Tu najdroższe wejściówki osiągają nawet pięciocyfrowe kwoty powyżej 10 tys. dolarów. 

Redakcja poleca

- Ceny meczowe na ten mundial są wyjątkowo wysokie, jeszcze do tej pory na mistrzostwach świata nie spotkaliśmy się z tak wysokimi opłatami. Mało tego, dochodzi do sytuacji, że mamy tzw. ruchome ceny, czyli że mogą się one zmieniać dynamicznie, zwykle w górę, w zależności właśnie od zainteresowania czy od też rywali. To duża nowość, aczkolwiek akurat w USA jest to znana od lat praktyka obecna w innych dyscyplinach sportowych – tłumaczy Banasiewicz. Zwraca przy tym uwagę, że rośnie taryfikator nie tylko biletowy, ale też związany z wszystkimi innymi aspektami kibicowania.

- Chodzi przede wszystkim o komunikację zbiorową. Np. w New Jersey transport na stadion, gdzie bilet na kolej miejską wcześniej kosztował bodajże 12 dolarów, teraz został podniesiony do prawie 100 dolarów, czyli mamy ośmiokrotne przebicie. Tak samo z innymi usługami okołomeczowymi, jak np. bazy noclegowe czy oferta gastronomiczna. Ceny parkingów w okolicach stadionów potrafią dochodzić do 200-300 dolarów za samochód, a to usługa, z której korzystamy zaledwie kilka godzin. No i część kibiców musi jeszcze opłacić wizy do USA. To też faktycznie układa nam się w obraz mundialu rekordowego pod względem cen – dodaje ekspert.

Kogo stać na organizację mundialu?

Czy w takim razie na dopingowanie swoich drużyn narodowych stać będzie tylko bogatych, przedstawicieli elit politycznych, biznesowych, sponsorów czy wysłanników federacji? - W naszym raporcie badaliśmy, na podstawie średnich wynagrodzeń w poszczególnych państwach, ile trzeba przepracować, żeby zarobić na bilet na mecz tegorocznego mundialu. Przykładowo, w bogatszych krajach, jak np. Australia, potrzeba na to dwóch dni. W Polsce musielibyśmy pracować sześć dni, żeby zarobić na bilet. A w najbiedniejszych krajach to nawet 50-60 dni, więc oni w większości nie będą mogli pozwolić sobie na obejrzenie mecz z trybun – wylicza Banasiewicz. 

Przypomina, że nie tyle pieniądze mogą być problemem. - Pamiętajmy, że obywatele niektórych państw uczestniczących, np. Haiti, w ogóle nie mogą wjechać na teren Stanów Zjednoczonych. Są też kraje, z których wjedzie ograniczona liczba ludzi, a ci, którzy dotrą, będą poddawani bardzo restrykcyjnej kontroli. Teraz np. pojawiły się informacje, że zawrócono do kraju dużą grupę kibiców z Maroka. A to przecież współgospodarz następnego mundialu. Widać więc, że sporo sympatyków futbolu będzie miało ograniczony dostęp do oglądania meczów na żywo – zauważa. 

Czy opłaca się być gospodarzem MŚ lub igrzysk?

Czy w takim razie organizacja mundialu (ale też np. igrzysk olimpijskich) to w ogóle opłacalne przedsięwzięcie? - Tak naprawdę mogą sobie na to pozwolić najbogatsze państwa. Jeśli chodzi o zwrot kosztów, to ciężko to policzyć, ale raczej taka impreza się nie zwróci. Prędzej wizerunkowo czy w budowaniu „soft power” państwa na arenie międzynarodowej. W przypadku USA dochodzi jeszcze fakt, iż za dwa lata będą one organizatorem kolejnej gigantycznej imprezy na skalę globalną, czyli letnich igrzysk olimpijskich Los Angeles 2028 – przypomina analityk PIDS, dodając, że do miast-gospodarzy mistrzostw (a jest ich 13 na terenie trzech państw) nie trafi ani cent z dochodów z dni meczowych. W raporcie think tanku możemy przeczytać o tej usankcjonowanej niesprawiedliwości ze strony FIFA, która będzie jedynym beneficjentem tego utargu. 

Trudno więc uciec od myśli, że w przyszłości grono gospodarzy takich imprez, jak piłkarskie mundiale czy letnie igrzyska ograniczy się albo do supermocarstw (jak USA), albo bogatych krajów Zatoki Perskiej (Katar już pełnił tę rolę w 2022, Arabii Saudyjskiej przypadnie ona w 2034 roku), ewentualnie do niedemokratycznych reżimów, jak marzące o byciu futbolową potęga Chiny. - Ewentualnie takie, które mają już odpowiednią infrastrukturę, jeśli chodzi o stadiony, czyli np. państwa Europy Zachodniej. Tak samo popularny będzie model z tegorocznego i następnego [w 2030 roku w Hiszpanii, Portugalii i Maroku – red.] mundialu, czyli trzech lub więcej organizatorów. Im więcej gospodarzy, tym łatwiej rozłożyć sobie koszty związane z imprezą – wyjaśnia Banasiewicz. 

Woli polityczna czy wola społeczna?

Nie mogło zabraknąć wątku polskiego, zwłaszcza w kontekście starań polskich władz o organizację igrzysk. Mówi się o latach 2036, 2040 i 2044. Walkę o przyznanie nam tego statusu deklarowali zarówno premier Donald Tusk, jak i prezydent Karol Nawrocki, a na łamach RadioZET.pl potwierdzał to niedawno minister sportu Jakub Rutnicki. Ale w świetle tego, co powyżej, trudno sobie wyobrazić, żeby „nowe” państwo - czyli takie, które nie organizowało jeszcze imprezy na tak wielką skalę - mogło dołączyć do tego ekskluzywnego grona. 

Zdaniem eksperta PIDS chodzi jednak nie tylko o koszty finansowe, ale także potencjalne protesty społeczne. - Np. teraz możemy zaobserwować demonstracje przy stadionie Azteków w Mexico City. Wielu mieszkańców stolicy Meksyku sprzeciwiało się organizacji mundialu. Wskazywali, że państwo i tak zmaga się z wieloma problemami, m.in. z niedoborem wody czy kryzysem mieszkaniowym. Teraz szczególnie w pobliżu obiektów, na których mają być rozgrywane mecze, odbywają się protesty – mówi. 

Przypomina też, że podobny sprzeciw wywołał wśród Węgrów pomysł organizacji przez Budapeszt igrzysk w 2024 roku (które ostatecznie przypadły w udziale Paryżowi). Władze wyraziły wówczas zainteresowanie, ale przeciwnicy tej inicjatywy zebrali ponad 250 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie. Rząd Viktora Orbana ostatecznie nie uwzględnił tego wniosku, ale w lutym 2017 roku wycofał kandydaturę stolicy Węgier. Okazuje się więc, że nie wystarczy wola polityczna, a władza musi uwzględniać w tym zakresie także wolę społeczną. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET