Obóz Trumpa już wywiera presję na Kijów? W tle "zadanie" m.in. dla polskiej armii
Doradcy prezydenta-elekta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa wywierają presję, aby "zamrozić" konflikt ukraińsko-rosyjski i stworzyć ponad 1200-kilometrową strefę zdemilitaryzowaną - podał w środę amerykański "Newsweek". Według "Wall Street Journal" strefę miałyby nadzorować europejskie siły, w tym polskie.
- Donald Trump wygrał 5 listopada wybory prezydenckie w USA i 20 stycznia 2025 roku po czterech latach przerwy wróci do Białego Domu
- Wygrana kandydata Republikanów może wpłynąć na sytuację na froncie w Ukrainie i zmianę narracji Kijowa w kontekście zawieszenia broni
- "New York Times" podaje, że coraz bardziej prawdopodobna staje się opcja "pokoju za terytoria", a doradcy Trumpa wywierają presję, aby "zamrozić" konflikt i stworzyć strefę zdemilitaryzowaną
Obóz Trumpa wywiera presję na Kijów? W tle "zadanie" dla polskiej armii
"Newsweek" przypomniał deklarację Donalda Trumpa, który wielokrotnie zapewniał, że jest w stanie zakończyć wojnę w Ukrainie "w ciągu jednego dnia", ale nie wyjaśnił, w jaki sposób miałby to zrobić. Jak podał na początku listopada "Wall Street Journal", obóz Republikanów zakłada utrzymanie rosyjskiej kontroli nad 20 proc. terytorium Ukrainy, ustanowienie ponad 1200-kilometrowej strefy zdemilitaryzowanej oraz zablokowanie na 20 lat starań Ukrainy o wejście do NATO.
Według "Newsweeka" doniesienia te potwierdził prezydent Czech Petr Pavel, który powiedział 9 listopada, że za ochronę wschodniej flanki i strefy zdemilitaryzowanej ma odpowiadać Europa. - Nie wysyłamy amerykańskich mężczyzn i kobiet, by podtrzymywali pokój w Ukrainie. I nie płacimy za to. Niech zrobią to Polacy, Niemcy, Brytyjczycy i Francuzi. Możemy zapewnić szkolenie i inne wsparcie, ale lufa pistoletu będzie europejska - powiedział cytowany przez "WSJ" członek zespołu Trumpa, zachowując anonimowość.
"Newsweek" przytacza również słowa wiceprezydenta elekta J.D. Vance’a, według którego "pokojowe rozwiązanie" oznacza, że "obecna linia demarkacyjna między Rosją a Ukrainą stanie się czymś w rodzaju strefy zdemilitaryzowanej". Amerykański strateg i były doradca naczelnego dowódcy ukraińskiej armii Dan Rice przyznał zaś w rozmowie z tygodnikiem, że "Kijów raczej nie zaakceptuje krótkoterminowego zawieszenia broni, ale potrzebne są znaczne siły europejskie wzdłuż granicy rosyjsko-ukraińskiej, aby powstrzymać Rosję przed próbą zajęcia terytorium".
Analityczka z amerykańskiego think tanku Ośrodka Studiów nad Wojną (ISW) Karolina Hird powiedziała "Newsweekowi", że strefa zdemilitaryzowana, zostanie "wykorzystana przez Putina jako linia frontu do następnej inwazji na Ukrainę za 5, 10, 15 lat - po tym, gdy jego armia odpocznie, wzmocni się i przeanalizuje lekcję, jaką dostała podczas ostatnich walk". W opinii Hird strefa "prawie zalegalizowałaby okupację" części Ukrainy i umocniła kontrolę Kremla nad Ukraińcami mieszkającymi na tych terytoriach. - Strefa zdemilitaryzowana nie zakończyłaby wojny na niczyich warunkach, poza warunkami Rosji - podkreśliła ekspertka ISW.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET