Putin może zaatakować NATO? "Reakcje Zachodu są spóźnione"

4 min. czytania
08.03.2024 08:22
Obserwuj nas na Google

Władimir Putin może zaatakować państwa NATO? Takie obawy można wysnuć z wypowiedzi zachodnich polityków. Zdaniem gen. Leona Komornickiego reakcja Zachodu na eskalację ze strony Kremla jest właściwa, ale "spóźniona o 10, a nawet 20 lat". - Rosja od wielu lat prowadzi politykę imperialną oraz ściśle z tym związaną strategię militarną, którą konsekwentnie realizuje - mówił b. wiceszef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Zdaniem generała gospodarki zachodnich państw powinny, podobnie jak zrobiła już Rosja, przestawić się na pracę w trybie wojennym.

Rosja
fot. Alexander Ryumin, Sputnik, Kremlin Pool Photo via AP/East News

Władimir Putin może zdecydować się na atak na któryś z krajów NATO? Takie pytanie coraz częściej pojawia się w przestrzeni publicznej, zwłaszcza, że myśl o starciu Sojuszu z Rosją dopuszczają dziś przedstawiciele najwyższych władz państw Zachodu.

Jak mówił chociażby minister obrony Niemiec Boris Pistorius, "Rosja może zaatakować NATO w ciągu 5-8 lat". W podobnym tonie wypowiedział się również sekretarz obrony USA Lloyd Austin, który przyznał, że "gdyby Ukraina przegrała, oznaczałoby to wojnę Rosji z NATO". Zagrożenie eskalacją ze strony Kremla skomentował także w najnowszym odcinku podcastu Radia ZET "Machina Władzy" gen. Leon Komornicki - były wiceszef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Putin zaatakuje NATO? Gen. Komornicki komentuje

Generał nie odpowiedział wprost na pytanie, "czy Putin zaatakuje NATO?", zwrócił jednak uwagę na fakt, iż choć wypowiedzi zachodnich polityków są słuszne, to ich diagnozy są spóźnione. - Sekretarz obrony USA ma rację, ale ta reakcja jest spóźniona. Rosja od wielu lat prowadzi politykę imperialną oraz ściśle z tym związaną strategię militarną, którą konsekwentnie realizuje. Był pewien moment przestoju w latach 90. wskutek rozpadu ZSRR, ale to było chwilowe, Rosja musiała dojść do siebie - przypomniał. 

Oglądaj

- Potem przyszedł Putin i – o czym nie możemy zapominać – wytyczył drogę dla tej imperialnej polityki i ogłosił, że odbuduje Rosję w granicach Związku Sowieckiego i jego strefy wpływów. Generałowie i politycy zachodni niczego tu nie odkryli. Po to przecież istnieje NATO, a mam wrażenie, że część polityków i wojskowych zapomniało, do czego ten Sojusz został powołany. Poszli sobie na wojnę do Iraku, Afganistanu, kiedy prawdziwy przeciwnik był obok, tuż pod nosem - stwierdził Komornicki. 

Redakcja poleca

Podkreślił, że jednym z celów Rosji było też – i wciąż jest – osiągnięcie statusu mocarstwa surowcowego, a Zachód na korzystnych warunkach (np., konkurencyjnych cenach) handlował z Rosją tymi surowcami, głównie energetycznymi. - Jest coś takiego, jak chciwość i ona nas uśpiła. Stratedzy powinni przewidywać na 20-30 lat wprzód, co się może zdarzyć w Rosji, jakie procesy mogą tam nastąpić. Nie powinniśmy w sobie zabijać przezorności, a chciwość ją zabija - przekonywał.

Wspomniał też, że za pieniądze, które Moskwa uzyskiwała z handlu surowcami, wzmacniała armię. - I dziś Zachód widzi, że dzieje się to, co zapowiadał Putin – powiedział, wspominając m.in. o wojnie w Czeczenii, ataku na Gruzję w 2008 oraz inwazji na Krym w 2014 jako przykładach weryfikacji zdolności rosyjskiego wojska. - 2014 to był ostatni dzwonek alarmowy - ocenił, dodając, że gdyby którykolwiek z amerykańskich sekretarzy powiedział 10 lat temu to, co teraz mówi Austin, to „biłby mu brawo”.

"Reakcje Zachodu są spóźnione o 10-20 lat"

Przypomniał, że po rosyjskiej inwazji na Gruzję była szansa na wprowadzenie Ukrainy do NATO. - A kto to wtedy zablokowało? Francja i Niemcy - przyznał. Komornicki podkreślił jednocześnie, że Zachód „nie rozumie Rosji i patrzy na nią swoimi schematami”. - Tam nie ma racjonalności, rosyjska polityka oparta jest zawsze na ideologii - stwierdził.

- Reakcje zachodu spóźnione są o 10-20 lat. Dziś nawet te reakcje, jeśliby nawet był dwa lata temu – a nie były, choć USA stanęły na czele koalicji wsparcia Ukrainy – to byśmy byli w innym miejscu. Trzeba było szybko zbudować zaplecze militarne pod kątem potrzeb ukraińskiej armii, przeciw rosyjskiej. Konfrontacja jest na niekorzyść zachodu i Ukrainy. Zmarnowano te dwa lata, nawołuje się do tego, co miało być dwa lata temu.

Nie wygrywa się wojny z Rosją samymi siłami zbrojnymi. Potrzebne są zasoby ludzkie, wyszkolone rezerwy, będące którąś tam krotnością potencjału. Ukraina powinna mieć ok. 3 mln rezerwistów, tylko ok. miliona. A my mamy? Zachód ma? - gen. Leon Komornicki

Zaznaczył, że tak, jak Rosja przestawiła swoją gospodarkę na tryb wojenny, tak samo powinien uczynić Zachód. - Rosja pracuje w systemie trzyzmianowym, zachód też powinien. Mijają dwa lata i co? Zachód nie jest w stanie zaspokoić potrzeb ukraińskiej armii w sytuacji, gdy ukraiński żołnierz w okopie ma np. limitowaną amunicję, nie ma amunicji artyleryjskiej, rakiet, sprzętu tyle, co trzeba. - Ukraina walczy w oparciu o zachodnie dostawy, sama nie jest w stanie tego wyprodukować - dodał.

Skrytykował również nadmierne skupienie się na finansowym aspekcie pomocy Ukraińcom. - Pieniądze? Jakie pieniądze? To sobie każdy może wydrukować. Nie pieniędzmi się walczy. To, że Kongres USA nie może uchwalić pomocy finansowej, wielomiliardowej, to jest wytrych polityczny dla niemożności dostaw sprzętu, którego Ukraina bardziej potrzebuje. Jak Kongres blokuje, to są kredyty, inne banki, można to jakoś załatwić. Ale nie tylko pieniądze są ważne - ocenił. 

W dalszej części rozmowy gen. Leon Komornicki skomentował również słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona, sugerującego wysłania w przyszłości zachodnich wojsk lądowych do Ukrainy. Ocenił również, jak widzi perspektywę powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski. Tłumaczył także, jaka powinna być doktryna wojskowa naszego kraju oraz w jakim stanie jest obecnie powszechna obrona cywilna.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET