"Tego nie robili tutaj nawet Ruscy”. Starcia z policją, płonące barykady na ulicach Gruzji
Armatki wodne, gaz łzawiący, płonące barykady na ulicach i odpalane w kierunki sił bezpieczeństwa fajerwerki. Tak wyglądała kolejna noc w Tbilisi. Jak relacjonuje będący na miejscu reporter Radia ZET Tomasz Kubat, protesty w Gruzji przyniosły dalsze aresztowania, a policja tym razem bardzo szybko rozpoczęła brutalną pacyfikację demonstracji. Gruziński rząd zgodził się jednak na debatę z przedstawicielami protestujących.
Protesty w Gruzji. Premier wyklucza negocjacje z opozycją
Całą noc trwały starcia policji z uczestnikami antyrządowych protestów w Tbilisi. Tym razem zamieszki rozlały się po niemal całym centrum miasta. Siły porządkowe używały gazu łzawiącego i armatek wodnych. Demonstrujący odpowiadali fajerwerkami i budowali barykady z płonących koszy na śmieci.
Jak relacjonuje reporter Radia ZET Tomasz Kubat, premier Irakli Kobachidze wyklucza jakiekolwiek negocjacje z opozycją, którą oskarża o próby obalenia jego rządu i chęć przeprowadzenia rewolucji za pieniądze z Zachodu. Protestujących wzywa do spokoju i przestrzegania prawa. - Większość z nich demonstruje jednak pokojowo - tak jak Tamar, z którą rozmawiałem wczoraj. Stała z flagą Unii Europejskiej naprzeciwko kilkuset policjantów w rynsztunku bojowym – mówi przebywający w Tbilisi Tomasz Kubat.
- Nawet jeśli mnie zabiją, to i tak lepiej stać tu dziś, niż pozwolić, żeby jutro moje dzieci były niewolnikami, żeby żyły, jak kiedyś ludzie w Związku Radzieckim – powiedziała kobieta w rozmowie z Radiem ZET. Determinacja ludzi protestujących przeciwko nowej władzy nie słabnie, mimo zdecydowanej postawy policji i służb.
Jak poinformował Kubat, jedynym gestem ze strony rządu jest zgoda na debatę w mediach publicznych z przedstawicielami protestujących, żeby im uświadomić jakie kłamstwa rozsiewa opozycja. Wielu uczestników protestu odpowiedziało, że z chęcią weźmie udział w takiej debacie z władzą. Na razie nie ustalono żadnych konkretów.
Tbilisi. Brutalne zachowanie policji
Armatki wodne, gaz łzawiący, płonące barykady na ulicach i odpalane w kierunki sił bezpieczeństwa fajerwerki. Tak wyglądała kolejna noc zamieszek w gruzińskiej stolicy. Jak relacjonuje reporter Radia ZET Tomasz Kubat, tym razem policja nie czekała niemal do poranka z rozbijaniem demonstracji, jak działo się w poprzednich dniach. Uzbrojeni w tarcze, pałki i miotacze gazu policjanci wyjątkowo wcześnie rozpoczęli swoją akcję i szybko przegonili tłum sprzed parlamentu. Zamieszki przeniosły się w inne rejony centrum miasta i trwały do świtu.
- Bili ludzi w twarz, kopali. Tego nie robili tutaj nawet Ruscy. Nie możesz wygrać wojny, kiedy walczysz z własnymi dziećmi – mówiła w rozmowie z Radiem ZET jedna z mieszkanek gruzińskiej stolicy Lela Popiszwili. w czasie trwających od czwartku protestów aresztowano już ponad 200 osób. Kilkadziesiąt mocno pobitych trafiło do szpitali. Tylko tej nocy rannych zostało także kilkunastu policjantów.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET