To jedno z najbardziej skorumpowanych miejsc na świecie. „Klasyczny przykład klątwy surowcowej"

5 min. czytania
23.06.2026 16:25
Obserwuj nas na Google

Zasoby naturalne, surowce i metale ziem rzadkich to bogactwo, które zapewnia krajowi je posiadającemu dobrobyt. A przynajmniej powinno. Demokratyczna Republika Konga jest przykładem, że nawet największy potencjał można roztrwonić.

Bojówki M23 kontrolują wschodnią część DRK
fot. MICHEL LUNANGA/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego DRK, bogate w surowce, jest tak biedne i pełne problemów.
  • Jakie są skutki klątwy surowcowej w Demokratycznej Republice Konga.
  • Dlaczego konflikty z sąsiadami, zwłaszcza z Rwandą, są istotne dla DRK.

Reprezentacja Demokratycznej Republiki Konga jest jedną z nielicznych drużyn na tegorocznym mundialu, która składa się niemal wyłącznie z zawodników urodzonych poza krajem. Kiedy czytamy wywiady z poszczególnymi piłkarzami w oczy rzuca się przede wszystkim, że ta część z nich, która przyjechała do ojczyzny przodków dopiero na mecz kadry, przeżyła szok związany z biedą i ubóstwem, panującymi w tym kraju.

Jak to możliwe, że kraj tak bogaty w surowce naturalne i minerały ziem rzadkich jest jednocześnie tak biedny i targany tyloma problemami?

Problem „klątwy surowcowej”

Demokratyczna Republika Konga jest geograficznie wielkim krajem, a przy tym bardzo słabo skomunikowanym. Kinszasa, obszar bliski atlantyckiego wybrzeża to jeden świat. Zagłębie górnicze, Katanga, pogranicze z Zambią to zupełnie inna rzeczywistość, a północna część kraju, granicząca z Rwandą i Ugandą to też coś odmiennego. To regiony kompletnie ze sobą nieskomunikowane, przedzielone tysiącami kilometrów dżungli – mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Jędrzej Czerep z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Redakcja poleca

- Kongo uzyskało niepodległość w sposób bardzo szybki, nie będąc do tego przygotowane. Właściwie nie było procesu przygotowania kadr do tego, żeby przejęły odpowiedzialność za kraj. Praktycznie nie było ludzi z wyższym wykształceniem w momencie uzyskiwania niepodległości – dodaje, przedstawiając kontekst geograficzno-historyczny problemów, z którymi zmaga się ten kraj.

Jak zauważa, to kolos na glinianych nogach, państwo o bardzo słabych podstawach, które mając u siebie wiele kluczowych dla światowego przemysłu surowców, jest rozgrywane przez międzynarodowych graczy, którzy próbują wyciągnąć z niego jak najwięcej.

- Kongo jest klasycznym przykładem tak zwanej klątwy surowcowej, czyli sytuacji, w której bogactwa naturalne i ich eksploatacja, zamiast przynosić zyski dla kraju i jego mieszkańców, sprowadza na nich różne nieszczęścia, napędza korupcję, konflikty zbrojne, ściągając do kraju najemników i firmy prowadzące różne podejrzane interesy. Słabe podstawy, na których opiera się to państwo, w połączeniu z jego bogactwem, które raczej przeszkadza w rozwoju kraju, składa się na taki obraz Demokratycznej Republiki Konga, jaki widzimy – ocenia analityk.

Wojna z sąsiadami

DRK ma także problemy z sąsiadami, a szczególnie z Rwandą, która nieformalnie wspiera atakujące ten kraj bojówki M23. Dr Czerep przypomina, że Rwanda i Uganda to państwa, które przez lata traktowały wschód Konga jako swoje nieformalne strefy wpływów. – Nie chodzi tutaj tylko o eksploatację tamtejszych zasobów, ale również o monopol dla firm rwandyjskich czy ugandyjskich i różnego rodzaju inwestycje na tych terenach. To też jeden krąg kulturowy. Jedna przestrzeń geograficzna i pokrewna ludność, mówiąca tymi samymi językami. Dla Kinszasy będąca jednak czymś odległym – tłumaczy ekspert ds. Afryki.

Konflikt z sąsiednimi państwami jest też związany z ich historią, w odniesieniu do Rwandy z historią ludobójstwa Tutsi w latach 90. Hutu, czyli sprawcy ludobójstwa, przenieśli się właśnie do Konga, gdzie są obecni do dziś.

Dlatego wschodnia część kraju, przede wszystkim stan Kiwu Północne ze stolicą w Gomie, leżący na granicy z Rwandą, są areną konfliktu między wojskami kongijskimi, a bojownikami z grupy M23. – Goma to milionowe miasto, z którego w każdym wymiarze bliżej jest do Rwandy niż do Kinszasy. Jeśli sięgnąć do historii, była to wspólna przestrzeń, która została podzielona w wyniku działań kolonialnych – przypomina dr Czerep.

- Nie jest jednak tak, że władze kongijskie nie mają tam nic do powiedzenia. Z drugiej strony nie do końca wiadomo także, jakie są zamierzenia rwandyjskiej interwencji, wspierającej partyzantkę M23. Czy chodzi tutaj o oderwanie kawałka Konga, na co mogłoby wskazywać tworzenie alternatywnych struktur, które już tworzą swoje „państwo” na tym terenie? Czy też, jeśli posłuchać przywódców, o perspektywę ogólnokongijską i zmianę władzy w całym kraju? Sporo zależy od aktualnej sytuacji. Tutaj cały czas wiele może się wydarzyć – dodaje analityk PISM.

Drenaż mózgów

Wracając do trwających w Ameryce Północnej mistrzostw świata i kongijskiej reprezentacji można zadać sobie pytanie, czy młodzi ludzie w tym liczącym ponad 100 milionów mieszkańców kraju mają jakiekolwiek perspektywy rozwoju. Dr Czerep zwraca tutaj uwagę, że choć kraj stworzył już uczelnie wyższe, które kształcą młodych ludzi, to jednak dużym problemem cały czas jest drenaż mózgów i masowy odpływ najbardziej przedsiębiorczych i najlepiej wykształconych specjalistów czy inżynierów, którzy wyjeżdżając za granicę, już tam zostają.

Redakcja poleca

- Kongo jest krajem trudnym do robienia interesów, do prowadzenia działalności. Ciężko tam wdrażać swoje innowacje, to jedno z najbardziej skorumpowanych miejsc na świecie, w którym system zależności od wpływowych w tym kraju frakcji, opłacania policji, polityków, lokalnych elit, jest tak rozwinięty, że pochłania dużą część energii i pieniędzy, które można byłoby spożytkować inaczej – tłumaczy analityk PISM.

- To kraj, w którym łatwo się zniechęcić, jeśli chce się działać i realizować swoje ambicje. Będąc młodym Kongijczykiem, z potencjałem i pomysłami, łatwiej jest spożytkować je za granicą – dodaje, podkreślając, że to jeden z głównych problemów wpływających na kiepską sytuację w Demokratycznej Republice Konga.

Potrzeba radykalnych rozwiązań

Demokratyczna Republika Konga, choć trawiona wieloma problemami, cały czas pozostaje krajem z olbrzymim potencjałem, ludnościowym i surowcowym, który jest jednocześnie jego przekleństwem. Jak mówi Jędrzej Czerep, miejscowi eksperci są zdania, że ów potencjał może zostać uwolniony tylko przy pomocy jakiegoś radykalnego ruchu, który odciąłby całą dotychczasową elitę i poprowadził kraj na nową drogę. Z silnym, niekoniecznie demokratycznym przywódcą.

- Trudno wyobrazić sobie zmianę, która wynikałaby z przeprowadzonych reform. W Kongo siła układów jest tak mocna, że tylko raz w historii mieliśmy do czynienia z pokojowym przekazaniem władzy. Nawet obecnie prezydent Félix Tshisekedi, który jest już drugą kadencję, szykuje się do zmiany konstytucji i wydłużenia sobie rządów. Nie wiadomo, na jak długo. Kilka lat temu krytykował poprzedników, a dziś w zasadzie przeistoczył się w taki sam reżim. Można powiedzieć, że mamy tutaj recycling tych samych schematów i metod wyciągania pieniędzy przez elity – wyjaśnia analityk PISM.

Kilka lat temu powstał ambitny plan przeprowadzenia zmian w Kongo, dotyczący m.in. miejsca tego kraju w światowym łańcuchu produkcji baterii do samochodów elektrycznych. Ten kraj, który kiedyś słynął z produkcji kauczuku, potem miedzi, czy w czasach zimnej wojny uranu, jest bardzo bogaty także w kobalt i lit, czyli materiały potrzebne do produkcji elektrycznych samochodów czy fotowoltaiki. Kongijczycy planowali, zamiast sprzedaży surowców za bezcen, zlokalizować u siebie przemysł przetwórczy i produkować więcej zaawansowanych, wysokoprzetworzonych produktów. Jednak, jak zauważa dr Czerep, między planem a realizacją jest długa i wyboista droga, której przeciwni są m.in. beneficjenci obecnego układu, zarówno krajowi, jak i zagraniczni.

Przejmując większą kontrolę nad własnymi zasobami, a przede wszystkim nad przetwarzaniem surowców w produkty skończone, przetworzone, kraj mógłby faktycznie zarabiać. Wejść z takimi produktami na światowe rynki, gdzie zapotrzebowanie jest duże. To na pewno jest możliwe, dzieje się tak w innych afrykańskich krajach. Natomiast skala problemów w Kongo jest większa, są one głębsze i Kongijczykom jest trudniej niż innym się z nich wydostać – puentuje w rozmowie z RadioZET.pl dr Jędrzej Czerep.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET