`

„To równie niebezpieczne, co klasyczna wojna”. Generał ostrzega ws. Rosji

4 min. czytania
16.09.2026 10:21
Obserwuj nas na Google

- Nie lubię określenia „wojna hybrydowa”. Mylnie sugeruje ono, że mamy do czynienia z czymś niegroźnym. Tymczasem jest to zjawisko równie niebezpieczne, co klasyczne działania wojenne – mówi w rozmowie z RadioZET.pl gen. Riho Terras, były dowódca estońskich sił zbrojnych, a dziś europoseł. Podkreśla też konieczność umocnienia jedności w ramach NATO oraz gotowości na wszystkie scenariusze w związku z eskalacją ze strony Rosji.

Rosja
fot. ALEXANDER KAZAKOV/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jakich krajach doszło w ostatnim czasie do incydentów z udziałem rosyjskich dronów.
  • Dlaczego - zdaniem gen. Riho Terrasa - działania hybrydowe są równie niebezpieczne, co klasyczna wojna. 
  • Co estoński generał sądzi o koncepcji „mniejszego NATO” w ramach Sojuszu.

Choć działania hybrydowe ze strony Rosji nie są niczym nowym, rok 2026 można uznać za jeden z najbardziej obfitujących w tego typu zdarzenia. Przede wszystkim chodzi o drony naruszające przestrzeń powietrzną NATO. Tego typu incydenty odnotowano na Litwie, Łotwie, w Estonii, Rumunii, niejednokrotnie też w Polsce lub blisko jej granic – by wspomnieć chociażby dron, który uderzył w pociąg relacji Kijów-Warszawa, czy bezzałogowiec, który znaleziono niedawno na plaży w Rusinowie. Rosyjskie drony pojawiały się jednak ostatnio również w zachodnioeuropejskich miastach – nad Kopenhagą i Monachium oraz na terenie lotniska w Lipsku. 

Estoński generał: działania hybrydowe równie niebezpiecznie, co klasyczna wojna

Uzasadnionym wydaje się – choć z dość oczywistą odpowiedzią – pytanie o to, czy Rosja testuje NATO. - Nie lubię określenia „wojna hybrydowa”, ponieważ mylnie sugeruje ono, że mamy do czynienia z czymś niegroźnym. Tymczasem jest to zjawisko równie niebezpieczne, co klasyczne działania wojenne – mówi w Strasburgu w rozmowie z RadioZET.pl gen. Riho Terras – były dowódca estońskich sił zbrojnych, dziś europoseł centroprawicowej partii Isamaa. Przypomina doktrynę sformułowaną przed laty przez byłego szefa sztabu generalnego armii rosyjskiej (a dziś głównodowodzącego sił inwazyjnych w Ukrainie) Walerija Gierasimowa, wedle której działania poniżej progu otwartego konfliktu zbrojnego są traktowane jako element prowadzenia wojny. 

Oglądaj

- Po dojściu Władimira Putina do władzy widzieliśmy wykorzystanie narzędzi ekonomicznych oraz mediów społecznościowych do celów propagandowych. Dziś obserwujemy kolejny etap: korzystanie z ludzi wyszkolonych do wywoływania incydentów w całej Europie – np. w Lipsku czy w zakładach Milrem Robotics w Estonii. To są działania wymierzone przede wszystkim w organizacje i państwa, które udzielają Ukrainie największego wsparcia – tłumaczy generał, dodając, że „z pewnością w nadchodzących miesiącach będziemy świadkami nasilenia tego typu incydentów”.

Estonia
Fot. Gen. Riho Terras w rozmowie z autorem artykułu, Radio ZET
Estonia

Na uwagę, że w państwach wschodniej flanki NATO, jak kraje bałtyckie, ale też Polska i Rumunia, pojawia się społeczny lęk, że mogą być głównym celem rosyjskiego dyktatora, Terras odpowiada, że „strach w niczym nie pomaga”. - Musimy być gotowi na wszystkie scenariusze, a przede wszystkim ufać NATO. I nie okazywać słabości. Żyjemy w sąsiedztwie Rosji od wielu lat, w ciągu ostatniego tysiąclecia Rosja atakowała terytorium Estonii 42 razy, co daje średnio jeden atak na 25 lat. To nie jest nic nowego, jako Estończycy musimy żyć z tym zagrożeniem. Ale jako członkowskie najpotężniejszego sojuszu obronnego na świecie jesteśmy gotowi – podkreśla. 

Redakcja poleca

Zaznacza przy tym, że należy sprawić, „by również Putin uwierzył w NATO”. - Na tym powinniśmy się skupić w nadchodzących latach, a to oznacza konieczność znacznego wzmocnienia europejskiego filaru Sojuszu w porównaniu do tego, jak wyglądał on przez ostatnie 30 lat – dodaje. Estoński eurodeputowany wykluczył jednocześnie możliwość ukonstytuowania się czegoś w rodzaju bardziej zintegrowanego systemu, łączącego kraje bałtyckie, skandynawskie i państwa Europy Środkowo-Wschodniej, czyli „mniejszego NATO” w ramach Sojuszu. - Bezpieczeństwa nie da się dzielić na odrębne, odizolowane strefy, bo to kwestia zerojedynkowa. Albo jest się bezpiecznym, albo nie. Uważam, że siła NATO tkwi w jedności tego systemu. Jeśli zaczniemy tworzyć „sojusze wewnątrz sojuszu”, tylko osłabimy NATO i zaszkodzimy naszym wspólnym działaniom – wyjaśnia Terras. 

Rosja byłaby zdolna do ataku na Estonię w ciągu roku?

Spore poruszenie, nie tylko w samej Estonii, wywołała niedawna wypowiedź byłego dowódcy tamtejszych sił zbrojnych, a obecnie kandydata na ministra obrony narodowej Martina Harema. W rozmowie z rozgłośnią ERR stwierdził on, że jeśli wojna w Ukrainie zakończy się w ciągu pół roku, to Rosja potrzebowałaby zaledwie kilku kolejnych miesięcy, by odbudować swój potencjał wojskowy, otworzyć nowy front i zaatakować np. Estonię. Terras, który sprawował funkcję szefa estońskiej armii przed Haremem, przyznaje, że słowa jego następcy mają swoje uzasadnienie. 

- Rosyjska gospodarka wojenna pracuje dziś na pełnych obrotach. Jeśli nie będą musieli zużywać całego uzbrojenia, które obecnie wykorzystują przeciwko Ukrainie, to i tak będą je produkować, szykując się do ewentualnych prowokacji wobec państw NATO - czy to Finlandii, krajów bałtyckich, Polski, czy jakiegokolwiek innego miejsca. Zgadzam się, że istnieje ryzyko, iż Rosja spróbuje przetestować NATO, gdy tylko zyska ku temu odpowiednie zdolności – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET