Tragedia na Islandii. Turysta z Polski zginął w lodowcowej rzece
39-letni mieszkaniec Środy Wielkopolskiej zginął podczas pobytu na Islandii. Mężczyzna wpadł do lodowcowej rzeki w kanionie Stuðlagil i został porwany przez silny nurt. Jego ciało odnaleziono po kilku godzinach poszukiwań.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Gdzie doszło do tej tragedii.
- Jakie były okoliczności zdarzenia.
- Co wiadomo o zmarłym.
Tragedia na Islandii. Nie żyje Polak
Do tragedii doszło w poniedziałek około godz. 13:15 czasu lokalnego. Turysta został porwany przez silny nurt rzeki. W akcję poszukiwawczą zaangażowanych było około 100 osób, w tym policjanci i ratownicy medyczni. Na miejsce skierowano również śmigłowiec Straży Przybrzeżnej. Około godz. 22 odnaleziono ciało mężczyzny, które znajdowało się w jednej z podwodnych jaskiń. Jak ustalił „Głos Powiatu Średzkiego”, zmarły 39-latek był Polakiem, na co dzień mieszkał w Środzie Wielkopolskiej, a na Islandię przyjechał z grupą znajomych.
Świadkiem tragedii była przewodniczka Auðdís Tinna Hallgrímsdóttir, która przebywała w kanionie z grupą turystów. - Od razu zadzwoniłam na numer alarmowy, i biegłam wzdłuż brzegu, by informować policję na bieżąco o sytuacji. Ludzie nadbiegali z każdej strony i próbowali udzielić pomocy, ale bezskutecznie. To bez wątpienia jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakich doświadczyłam - obserwowanie, jak umiera człowiek i nie bycie w stanie nic z tym zrobić - przyznała.
W rozmowie z portalem visir.is przewodniczka zaznaczyła, że warunki panujące w tym miejscu uniemożliwiają bezpośrednią próbę ratowania tonącej osoby. - To lodowa rzeka z bardzo silnym prądem - podkreśliła. Kanion Stuðlagil odwiedza rocznie około 200 tys. osób. To nie pierwszy śmiertelny wypadek w tym miejscu - w październiku 2024 roku utonęła tam zagraniczna turystka.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET