"Trump był wściekły". Gorąco wokół doradcy prezydenta USA, ujawniono nowe informacje
Doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Waltz organizował na Signalu wiele czatów, na których członkowie gabinetu Donalda Trumpa omawiali wrażliwe kwestie państwowe, w tym negocjacje dotyczące wojny w Ukrainie - napisał w poniedziałek "Wall Street Journal". To sprawia, że jego pozycja w Białym Domu może ulec osłabieniu. Według "WSJ" Trump nie zdecydował się na zdymisjonowanie swojego doradcy tylko dlatego, że sprawę ujawniły liberalne, a nie prawicowe media.
- Znów gorąco wokół Mike'a Waltz, doradcy Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa, który omyłkowo zaprosił dziennikarza "The Atlantic" do grupowego czatu na Signalu
- Jak ujawnił "Wall Street Journal", Waltz organizował na tej platformie komunikacyjnej kilka czatów, m.in. na temat wojny w Ukrainie
- Zdaniem mediów Trump, choć publicznie bronił swojego współpracownika, to za kulisami był na niego wściekły, ale z jednego powodu nie zdecydował się go zdymisjonować
Ciąg dalszy afery z Signalem. Media: Waltz organizował kolejne czaty
Jak podał "Wall Street Journal", powołując się na dwóch przedstawicieli obecnej administracji, Mike Waltz "zorganizował na Signalu szereg innych wrażliwych rozmów na temat bezpieczeństwa narodowego z udziałem członków gabinetu, w tym osobne wątki o tym, jak wynegocjować pokój między Rosją i Ukrainą, oraz o operacjach wojskowych". Rozmówcy gazety nie zdradzili szczegółów tych dyskusji i odmówili określenia, czy omawiano w nich informacje niejawne.
"WSJ" napisał też o słabnącej pozycji Waltza w Białym Domu. Choć publicznie poparł swojego doradcę ds. bezpieczeństwa, Donald Trump był na niego wściekły po ukazaniu się w mediach doniesień o prowadzonym przez niego grupowym czacie na temat operacji USA w Jemenie, do którego omyłkowo dołączono dziennikarza, redaktora naczelnego "The Atlantic" Jeffreya Goldberga - podała gazeta. Trump miał pytać ludzi ze swojego otoczenia, "czy powinien zwolnić Waltza", jednak ostatecznie po spotkaniu z nim w cztery oczy postanowił tego nie robić.
Trump ma być wściekły na swojego doradcę. "Gdyby nie to, zwolniłby go"
Amerykański prezydent publicznie oświadczył, że Waltz to "bardzo dobry człowiek", który "wyciągnął wnioski", a sprawa z jego udziałem jest rozdmuchana i stanowi przykład "polowania na czarownice". Według "WSJ" Trumpem kierowała jednak przede wszystkim niechęć przyznania racji liberalnym mediom, które ujawniły sprawę, co Trump sugerował także w publicznych wypowiedziach. Zdaniem jednego z rozmówców gazety "Waltz zostałby zwolniony, gdyby sprawę odkryło jedno z prawicowych pism".
Mimo to, jak podał "WSJ", wrogowie Waltza prowadzą "wewnętrzną kampanię" przeciwko niemu, przypominając Trumpowi, że poglądy tego polityka, kojarzonego wcześniej z głównym nurtem w Partii Republikańskiej, nie zawsze były zgodne z poglądami prezydenta. Chodziło m.in. o sprzeciw Waltza, byłego komandosa, wobec wycofania się sił USA z Afganistanu i Syrii, a także jego dawne poparcie dla przekazywania pomocy Ukrainie.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET