Trump zdradził swojego sojusznika? Gromy na prezydenta USA
Kończące wojnę porozumienie między USA i Iranem praktycznie na całym świecie przyjęto z dużą ulgą, bowiem koszty tej wojny, związane przede wszystkim z blokadą cieśniny Ormuz, ponosili niemal wszyscy. Od tej reguły był jeden wyjątek. Izrael, gdzie porozumienie przyjęto z rozczarowaniem i złością.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego porozumienie USA-Iran jest źle przyjęte w Izraelu.
- Jakie były reakcje w Izraelu na decyzję Donalda Trumpa.
- Co zyskał Iran poprzez blokadę cieśniny Ormuz.
Porozumienie USA z Iranem, kończące wojnę między tymi państwami, w Izraelu wywołało bardzo skrajne reakcje. W środowisku związanym z rządzącymi ugrupowaniami dominowało rozczarowanie a nawet złość. Pojawiały się oskarżenia o zdradę wobec Amerykanów i Donalda Trumpa, sporo krytyki posypało się także na głowę Binjamina Netanjahu, który obiecywał zwycięstwo, a zamiast tego pogorszyły się stosunki na linii USA – Izrael, reżim w Iranie przetrwał, a światowa opinia publiczna pała do Izraelczyków niechęcią, a czasem nawet wrogością.
Czy faktycznie to porozumienie jest z perspektywy Izraela aż tak złe?
Izrael nie był zainteresowany końcem wojny
- Jeżeli to miałoby się zakończyć, w ten sposób, porozumienie w takim kształcie zostałoby podpisane i weszło w życie, a kolejne etapy były realizowane, to dla Izraela byłoby fatalnie – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Marek Matusiak, koordynator projektu „Izrael i Zatoka” w Ośrodku Studiów Wschodnich.
- Izrael zdecydowanie nie był zainteresowany tym, żeby ta wojna się skończyła. Nawet jeżeli Izraelczycy mieli świadomość, że nie udałoby im się zrealizować maksymalistycznych celów, czyli obalenia reżimu, całkowitej likwidacji programu wzbogacania uranu na terytorium Iranu, czy likwidacji programu rakiet balistycznych, to zdecydowanie nie byli zainteresowani końcem tej wojny, a zwłaszcza w sytuacji, w której rozmowy na ten temat toczą się bez ich udziału – dodaje.
Porozumienie cały czas jest jednak kruche i nie wiadomo, jak będą wyglądały kolejne kroki, szczególnie że narracje Teheranu i Waszyngtonu w kwestii tego, kto wyszedł z tego konfliktu zwycięsko, mocno się rozjeżdżają. Zdaniem Marka Matusiaka również Izrael nie powiedział tutaj ostatniego słowa. - Myślę, że Izraelczycy zrobią dużo, żeby te rozmowy zerwać. By do tego porozumienia ostatecznie nie doszło, bo byłaby to dla nich kolosalna porażka – ocenia analityk.
Trump zdradził Izraelczyków?
Tuż po podpisaniu porozumienia gromy posypały się także na Donalda Trumpa, który zdaniem wielu izraelskich komentatorów sprzedał swoich sojuszników. I to w sytuacji, w której mówił o zmiażdżeniu Iranu.
- Tak to jest w Izraelu komentowane, choć ja bym jeszcze nie przesądzał, co się tak naprawdę stanie. Zwróćmy uwagę, że patronat nad tym procesem w Stanach objął J.D. Vance i to on jest jego twarzą. To on udziela się w mediach i ten proces uzasadnia, wyjaśnia przed amerykańską opinią publiczną. A Donald Trump zrobił dwa kroki do tyłu i ustawił się w roli recenzenta tego procesu. Moim zdaniem to pokazuje, że prezydent USA zachowuje pewną ostrożność, zostawia sobie pole manewru w tej sprawie, żeby w razie czego nie ponieść politycznej odpowiedzialności w przypadku, gdyby porozumienie miało się zawalić – uważa Matusiak.
Ekspert OSW jest zdania, że choć nie można przesądzić, że porozumienie się utrzyma, to Amerykanie nie są zainteresowani powrotem do wojny, która była dla nich coraz bardziej kosztowna, głównie w wymiarze gospodarczym, a także w kontekście zużycia środków bojowych. - Myślę, że z perspektywy amerykańskiej to jest po prostu dość racjonalna decyzja zakończenia operacji militarnej, która w opinii wielu Amerykanów i wszystkich dotychczasowych amerykańskich prezydentów po prostu nie powinna w ogóle się była zacząć – ocenia.
I przypomina, że choć Izraelczycy od dekad lobbowali w USA, by zaatakować Iran, to wcześniej żadna administracja się na to nie zdecydowała. Teraz Trump i jego ludzie ulegli izraelskiej perswazji, ale szybko doszli do wniosku, że taka interwencja nie ma większego sensu, bo teraz w procesie negocjacji próbuje się wrócić do stanu sprzed konfliktu, głównie w kwestii swobody żeglugi w cieśninie Ormuz.
- Izraelczycy czują się zdradzeni, ale tak naprawdę nikt poza Izraelem nie jest tą wojną zainteresowany. Żadne państwo regionu ani żadne inne państwo na świecie nie jest zainteresowane tym, żeby ta wojna trwała. Dlatego trudno mówić o tym, że Izraelczycy zostali zdradzeni. Po prostu ich punkt widzenia na tę sytuację jest wyjątkowy – mówi Matusiak.
Iran dostał potężny oręż do ręki
Wielu obserwatorów zwraca też uwagę, że choć Iran mocno ucierpiał w bombardowaniach i teraz będzie musiał podjąć próby odbudowy, to jednak po stronie zysków należy zapisać fakt, iż niezwykle skutecznym narzędziem okazała się blokada cieśniny Ormuz, którą Irańczycy mogli szachować niemal cały świat.
- To pokazało, że choć nie posiadają broni jądrowej, to mają w swoim arsenale bardzo silny instrument militarny o dźwigni politycznej na cały region, a nawet na cały świat. Wszyscy odczuliśmy koszty tej wojny. W Europie relatywnie mniej, ale Azja, uzależniona od ropy i surowców energetycznych z Zatoki Perskiej, odczuła to bardzo mocno. Iran dostał potężny instrument do ręki i teraz raz na jakiś czas będzie o nim przypominał – uważa analityk OSW.
A to z perspektywy Izraela kolejny problem, który bardzo trudno będzie rozwiązać. I kolejny efekt tego konfliktu, działający na niekorzyść Tel Awiwu. Zresztą, jak zwraca uwagę w rozmowie z RadioZET.pl Matusiak, konflikt izraelsko-irański ma bardzo głębokie, egzystencjalne podstawy.
- Iran jako taki jest dla Izraela problemem i wyzwaniem. To duże państwo, dziesięć razy większe od Izraela w wymiarze ludnościowym, a w wymiarze terytorialnym osiemdziesiąt razy większe. Państwo, które jeśli tylko by zdjąć z niego, sankcje, miałoby prawo aspirować do stosownej do swojego rozmiaru i potencjału roli w regionie. I to w moim przekonaniu jest niezależne od reżimu, który sprawuje władzę w Teheranie. Biorąc pod uwagę, jakim państwem jest Iran, jaki ma potencjał, jaką ma historię, każde władze w Teheranie w którymś momencie aspirowałyby do tego, żeby zająć adekwatną rolę w regionie. I to dla Izraelczyków jest bardzo problematyczne – puentuje Marek Matusiak.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET