"Powiedzieli, że mama mnie już nie chce". Wstrząsająca historia porwanego 12-latka z Mariupola
- Nazywam się Sasza, mam 12 lat - opowiadał o swojej dramatycznej historii chłopiec ze zniszczonego i okupowanego Mariupola. Rosjanie odebrali go matce, potem miał ogromne szczęście, że wrócił z okupowanych ziem. Sasza miał zostać adoptowany przez rosyjską rodzinę, ale w ostatniej chwili od wywózki uratowała go babcia. Według władz w Kijowie Rosjanie mogli porwać nawet 150 tys. ukraińskich dzieci.
Wojna w Ukrainie to nie tylko dziesiątki tysięcy ofiar, czy całkowicie zniszczone miasta, ale też tragiczne w skutkach masowe porwania ukraińskich dzieci i ich wywózki w głąb Rosji.
Reporter PAP Mateusz Mikowski poznał opowieść 12-letniego Saszy z Mariupola, który po dostaniu się do niewoli cudem uniknął takiej wywózki. Chłopiec opowiedział o tym we Lwowie podczas konferencji "Zjednoczeni dla sprawiedliwości".
Rosjanie do 12-latka z Mariupola. "Mama już cię nie chce"
Historię Saszy naznaczyły brutalne bombardowania rodzinnego miasta, a następnie rozdzielenie z matką. Przyznał, że był o włos od "adopcji" przez okupantów. - Od marca ubiegłego roku szukam swojej mamy. Zostaliśmy rozdzieleni w obozie filtracyjnym. Rosjanie powiedzieli mi, że moja mama już mnie nie chce. Mówili, że wyślą mnie do rodziny zastępczej w Rosji. Nie pozwolili mi nawet pożegnać się z moją mamą – relacjonował 12-latek.
W swojej opowieści Sasza wyjaśnił, jak dostał się do rosyjskiego obozu filtracyjnego. - W mieszkaniu nie mieliśmy już wtedy ani prądu, ani gazu, ani wody. Kiedy rozpoczęło się kolejne bombardowanie, usłyszałem ogromny wybuch. Nagle poczułem, jakby coś bardzo gorącego trafiło mnie w głowę. Krzyczałem do mamy, że bardzo boli mnie oko – mówił chłopiec.
Gdy zakończyło się bombardowanie, matka w pośpiechu zabrała dziecko do mariupolskiego kombinatu metalurgicznego im. Ilijcza, w którym przebywali jeszcze wtedy wojskowi lekarze. Medycy opatrzyli dziecku oko. - Zostaliśmy już w tej fabryce, jednak nasi żołnierze nie mieli już więcej amunicji i nie mogli walczyć. Wszyscy zostaliśmy wzięci jako zakładnicy. Rosjanie wrzucili nas do ciężarówek jak zwierzęta i przewieźli nas do jakiegoś hangaru we wsi Bezimenne pod Nowoazowskiem. Siedziałem w tym obozie i czekałem na mamę, którą gdzieś zabrali. Jednak nie wracała. Żołnierze powiedzieli mi, że zabiorą mnie do domu dziecka, a potem weźmie mnie do siebie rosyjska rodzina – opowiadał Sasza.
Z obozu filtracyjnego chłopiec trafił do Doniecka, stolicy prorosyjskiej, samozwańczej republiki. - Po ok. miesiącu nareszcie udało mi się zdobyć telefon, schowałem się w toalecie i zadzwoniłem do babci. Powiedziałem jej, gdzie jestem – relacjonował. Babcia Saszy, pomimo ostrzeżeń pojechała do Doniecka po dziecko. - Kiedy moja babcia przyjechała, bałem się, że zabiorą mnie od niej tak samo, jak od mojej mamy – mówił chłopiec. Kobiecie udało się jednak odzyskać wnuka.
- Płakaliśmy ze szczęścia, że udało nam się w końcu odnaleźć. Zabrałam Saszę do siebie. Nadal jednak czekamy na Śnieżanę (matka chłopca, przyp.). - Mamy nadzieję, że nadal żyje. Mamy nadzieję, że gdziekolwiek teraz jest, to wróci do nas, wróci do Saszy – powiedziała babcia chłopca.
Ukraina: Rosjanie porwali i wywieźli co najmniej 16 tysięcy dzieci
Historia Saszy jest jedną z tysięcy podobnych historii ukraińskich dzieci, które zostały siłą deportowane do Rosji podczas trwającego konfliktu. Jednak jemu jako jednemu z nielicznych udało się szczęśliwie wrócić do rodziny. Jak poinformowała w niedzielę 5 marca doradca prezydenta Ukrainy ds. praw dzieci Daria Herasymczuk, władze Ukrainy wiedzą o 16 221 ukraińskich dzieciach porwanych i wywiezionych do Rosji. Jak zastrzegła, liczba ta nie jest jednak pełna.
Przed dwoma tygodniami rzecznik praw człowieka Ukrainy Dmytro Łubinec informował, że do Rosji mogło zostać nielegalnie wywiezionych nawet 150 tys. ukraińskich dzieci. Jak mówił, najwięcej dzieci deportowano do Rosji z regionów, które znalazły się pod okupacją, czyli z obwodów ługańskiego, donieckiego, chersońskiego, zaporoskiego i z Krymu.
PAP/Mateusz Mikowski
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET