Uśmiercili 340 kotów. W makabrycznym konkursie brały udział dzieci
Kontrowersyjny, nowozelandzki konkurs umożliwiający dzieciom polowanie na dzikie zwierzęta dobiegł końca. W tym roku podczas zawodów zabito 340 dzikich kotów (nie licząc innych gatunków). Aktywiści prozwierzęcy potępiają wydarzenie, a organizatorzy bronią się chęcią „chronienia środowiska” od inwazyjnych gatunków oraz przyzwyczajaniem dzieci do warunków panujących na terenach wiejskich. - To zwyczajne życie na wsi - uważają.
Przerażający konkurs w Nowej Zelandii. Dzieci polowały na koty
Sprawa dotyczy zawodów organizowanych co roku na wiejskich terenach regionu Canterbury na nowozelandzkiej Wyspie Południowej. Zarówno dorośli, jak i dzieci mogą wziąć udział w konkursie. Jak informuje The Guardian, impreza połączona ze zbieraniem datków na rzecz lokalnej społeczności ma na celu polowanie na świnie, kaczki, jelenie, króliki czy oposy. W zeszłym roku stworzono specjalną kategorię, w której umieszczono dodatkowo dzikie koty. To posunięcie oburzyło aktywistów na rzecz zwierząt. Organizator wydarzenia Matt Bailey bronił się, twierdząc, że te stworzenia przenoszą choroby i stanowią zagrożenie dla zwierząt gospodarskich. W tym roku padł niechlubny rekord – życie straciło 340 dzikich kotów, a według szacunków spora część myśliwych była niepełnoletnia.
Choć kwestia zdziczałych kotów faktycznie stanowi jeden ze środowiskowych problemów, z którymi od lat zmaga się Nowa Zelandia (stworzenia żywią się m.in. zagrożonymi gatunkami ptaków), to wszelkie aspekty regulacyjne pozostają w sferze zagadnień o charakterze co najmniej kontrowersyjnym. Kraj jest też w trakcie wdrażania projektu zakładającego eliminację gatunków zwierząt uznawanych za inwazyjne – są to m.in. szczury, fretki, oposy czy właśnie dzikie koty. Matt Bailey opisuje te ostatnie jako „diabły na metamfetaminie”, które po uwięzieniu w klatce „będą próbowały atakować”.
500 dolarów za zabijanie kotów. „Zwyczajne życie na wsi”
Fotografia z konkursu, zamieszczona na łamach The Guardian, jest dość drastyczna: przedstawia zawieszone na płocie martwe zwierzęta, podziwiane przez zgromadzonych (w tym dzieci). Makabryczne „trofea” zostały odpowiednio nagrodzone. W konkursowym cenniku przewidziano bowiem 500 dolarów nowozelandzkich (ok. 1200 zł) dla osoby, która upoluje najwięcej kotów, a 1000 (ponad 2400 zł) – dla tego, kto złapie największe stworzenie w tej kategorii.
Organizatorzy i mieszkańcy regionu twierdzą, że dzieci pochodzące z terenów wiejskich są przyzwyczajone do zabijania i skórowania czworonogów, określając sytuację jako „zwyczajne życie na wsi”. Tłumaczą też, że realizują działania zbliżone do wspomnianego wcześniej projektu. Działacze z organizacji Ruch Obrony Zwierząt (Animal Save Movement) nie są przekonani, w związku z czym nie dają za wygraną i głośno potępiają zawody.
Jedna z aktywistek – Sarah Jackson – wzięła udział w proteście organizowanym w tym samym czasie, co konkurs. Powiedziała redaktorom z The Guardian: - Nie ma nic konserwatorskiego [w kontekście ochrony środowiska – przyp. red.] w zachęcaniu dzieci do zabijania zwierząt i ludziach rzucających w nas martwymi oposami. Zarówno sama Jackson, jak i inni protestujący twierdzą, że druga strona naśmiewała się z nich również poprzez noszenie kostiumów, na których myśliwi umieścili napisy „Ruch Uboju Zwierząt”.
Konflikt pozostaje nierozwiązany, a dyskusja na temat odpowiednich (i humanitarnych) przepisów w zakresie zmniejszenia populacji dzikich kotów na terenie Nowej Zelandii pozostaje wyjątkowo żywa.
Źródło: Radio ZET/theguardian.com/zielona.interia.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET