Burza po oświadczeniu wrocławskiej PO. "To obraża inteligencję czytelnika"
Wrocławska PO wydała oświadczenie, w którym odniosła się m.in. do afery z zatrudnianiem radnych w miejskich spółkach. Z pisma dowiadujemy się, że "nie było to sprzeczne z obowiązującymi przepisami prawa". Po publikacji dokumentu rozpętała się burza. - To oświadczenie obraża inteligencję czytelnika - powiedział portalowi RadioZET.pl Andrzej Kilijanek, radny miejski związany z PiS.
Wrocław. Burza po oświadczeniu PO
Wrocławska i powiatowa Platforma Obywatelska wydała oświadczenie - dokument został rozesłany do mediów. Podpisała go Renata Granowska (wiceprezydentka Wrocławia w poprzedniej i obecnej kadencji) oraz sekretarz Anna Sobolak (posłanka). W tekście zadeklarowano między innymi, że żaden radny PO Wrocławia w obecnej kadencji nie jest zatrudniany w spółkach należących do gminy. Ponadto: "Platforma Obywatelska w kadencji 2024-2029 działa w ramach umowy koalicyjnej zawartej z prezydentem Wrocławia, kierując się poczuciem odpowiedzialności za miasto i współpracując przez okres kadencji w dialogu, zgodzie i transparentności".
Tyle tylko, że o trudnościach, z jakimi zmagają się aktywiści wnioskujący o upublicznienie takich umów koalicyjnych, pisaliśmy kilka dni temu. Przypomnijmy, że Stowarzyszenie Obywatelskie Dolnośląskich Aktywistów o ujawnienie dokumentów walczy od połowy lipca. Pierwsze takie pismo pojawiło się na profilu SODA 20 sierpnia. Na upublicznienie zdecydował się Tadeusz Grabarek z partii Nowoczesna, który w rozmowie z portalem RadioZET.pl tłumaczył, że być może inne środowiska wciąż nie zdecydowały się na pokazanie takich dokumentów, bo nie wiedzą, że jest takie zapotrzebowanie ze strony - jak przyznał - "niszowego stowarzyszenia".
Z kolei szef dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej poseł Michał Jaros na antenie lokalnej telewizji pokazał nawet umowę koalicyjną zawartą w marcu 2024 roku między Sutrykiem a PO. Z nieoficjalnych źródeł wynika jednak, że zawarto co najmniej dwie takie umowy - jedną w trakcie kampanii wyborczej, a drugą pod koniec maja 2024 roku. Do tej kwestii również odniósł się w swoim wpisie Tomasz Darłak, radca prawny i radny osiedlowy. "Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na groteskowe brzmienie punktu drugiego oświadczenia PO, w którym mowa jest o umowie koalicyjnej zawartej z prezydentem Wrocławia Jackiem Sutrykiem oraz współpracy z nim »w duchu transparentności«. Warto w tym miejscu przypomnieć, iż pomimo upływu ustawowych terminów, zarówno prezydent Sutryk, jak i wrocławska PO, nie zrealizowały wniosku SODA i nie udostępniły stowarzyszeniu umowy koalicyjnej zawartej w maju 2024 roku, na którą powołują się w najnowszym oświadczeniu. Taka to specyficzna »transparentność po wrocławsku«" - zaznaczył Darłak.
Wrocławska PO broni radnych, którzy dorabiali w miejskich spółkach?
Jeszcze więcej kontrowersji wywołał punkt trzeci oświadczenia wrocławskiej PO, w którym mowa o radnych dorabiających w miejskich spółkach. Czytamy w nim, że: "Platforma Obywatelska wyraża sprzeciw wobec bezkrytycznego powielania i rozpowszechniania informacji o rzekomej »korupcji politycznej« w odniesieniu do zatrudnienia w gminie radnych Rady Miejskiej Wrocławia poprzedniej kadencji, które nie były sprzeczne z obowiązującymi przepisami prawa".
Przypomnijmy, że w VIII kadencji Rady Miejskiej Wrocławia 16 na 37 radnych miejskich było zatrudnionych w spółkach z udziałem gminy Wrocław, w tym 7 w dwóch i więcej. Informację tę ujawnili radni: Robert Suligowski i Sławomir Czerwiński. Wywołała ona we Wrocławiu lawinę kontrowersji, ponieważ budzi wątpliwości natury etycznej. Z kolei wrocławska PO w wydanym oświadczeniu sugeruje, że skoro praktyka ta jest zgodna z obowiązującymi przepisami prawa, to wszystko jest w porządku i nie ma powodów do społecznych niepokojów.
Jakby tego było mało, wydaje się, że niektóre spółki miejskie nie chcą ujawniać, za co konkretnie radni otrzymywali tak wysokie wynagrodzenia - na przykład w Aquaparku Wrocław. "Wystąpiłem do spółki z wnioskiem o udostępnienie mi umów zawartych z radnymi, wystawionych przez nich rachunków za wykonane prace, protokołów odbioru i akceptacji wykonanych prac itp. w celu ustalenia, jakie konkretnie prace zostały wykonane w rzeczywistości" - poinformował Darłak na swoim profilu w mediach społecznościowych. Aquapark odmówił wydania żądanych dokumentów, zasłaniając się "prawem do prywatności" czwórki radnych; żaden z nich nie złożył oświadczenia o wyrażeniu zgody na udostępnienie dokumentów ujawniających, za co otrzymali wynagrodzenia i czy zlecone im czynności zostały wykonane.
W związku z tym Tomasz Darłak podkreślił, że w punkcie trzecim oświadczenia wydanego przez wrocławską PO "kategoryczne stwierdzenie, iż wszystko odbyło się zgodnie z przepisami prawa, wydaje się być przedwczesne" - bo ani radni, ani miejskie spółki nie wykazują zapału do ujawnienia dokumentów dotyczących zawartych umów.
Z prośbą o komentarz w sprawie głośnego oświadczenia wrocławskiej i powiatowej PO zwróciliśmy się również do kilku polityków ze stolicy Dolnego Śląska. Odpowiedzi udzielił Andrzej Kilijanek, radny miejski związany z PiS. - Autor tego pisma musi uważać ludzi za istoty o miernej inteligencji. To oświadczenie obraża inteligencję czytelnika - skomentował ostro. - Przecież o korupcji politycznej mówią przede wszystkim członkowie Koalicji Obywatelskiej; Zieloni i Nowoczesna. Fakt jest taki, że praktykę z Wrocławia - po przejęciu władzy w Polsce - zaczęto stosować też na poziomie centralnym. W konsekwencji mamy najdroższy rząd w historii. Z rekordową liczbą ministrów. Dokładnie tak, jak dzieje się to przynajmniej od pięciu lat we wrocławskim samorządzie. To nic nowego, że politycy KO bawią się i kłócą za nasze pieniądze - oznajmił Kilijanek.
Z kolei Tomasz Darłak, członek stowarzyszenia SODA, stwierdził: "Można by również rzec - parafrazując byłego francuskiego prezydenta - iż wrocławska Platforma zmarnowała okazję, aby po prostu siedzieć cicho". O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy również Michała Jarosa, szefa dolnośląskiej PO. Na razie czekamy na odpowiedź.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET