Robi to 75 procent rodziców w sieci. Nie są świadomi zagrożenia. "Zmroziło mnie"

5 min. czytania
04.04.2025 14:49
Obserwuj nas na Google

Zdjęcia z urodzin, spacerów, placu zabaw, pikniku, wakacji. Wielu rodziców, publikując takie ujęcia swoich dzieci w mediach społecznościowych, nie zdaje sobie sprawy, że może być to niebezpieczne z kilku powodów. - Takie informacje zamieszczone publicznie i bez kontroli, kto może je zobaczyć, niosą ze sobą zagrożenia, ponieważ mogą być wykorzystane do popełniania różnych przestępstw - mówi portalowi RadioZET.pl podkom. Marcin Zagórski z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.

Dzieci
fot. Adrian Slazok/REPORTER - zdj. ilustracyjne
  • Pod koniec marca wrocławski radny złożył interpelację, w której zwrócił uwagę na problem tzw. sharentingu i konieczność zapewnienia dzieciom bezpieczeństwa
  • Jak podkreśla przedstawiciel CBZC, zjawisko to może być niebezpieczne z kilku powodów
  • Mimo to, jak wynika z badań, zdecydowana większość rodziców regularnie korzystających z internetu (75%) dzieli się zdjęciami lub filmami swoich dzieci

Zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom. Jest apel radnego

Pod koniec marca radny Rady Miejskiej Wrocławia Andrzej Kilijanek złożył interpelację skierowaną do prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Dotyczy zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom w związku z zagrożeniami związanymi z przestępczością. Jak podkreślił radny, jest to szczególnie istotne w związku z marcowym atakiem na tle seksualnym na 14-latkę we Wrocławiu. "Podczas spotkania z grupą studentów z Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego poruszono istotny problem wykorzystywania w sieci zdjęć dzieci, zamieszczanych nierzadko przez ich opiekunów w mediach społecznościowych. Policjant, który uczestniczył w tym spotkaniu, wskazał, że opublikowane zdjęcia mogą być wykorzystywane jako »prezentacja towaru«, a następnie służyć do planowania przestępstw o charakterze seksualnym, ale także do porwań w celach handlu żywym towarem" - czytamy w interpelacji.

Skontaktowaliśmy się ze studentką, która uczestniczyła w tym spotkaniu. - Jestem na kierunku Administracji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, gdzie mamy przedmioty policyjne. Nasza prowadząca jakiś czas temu zaprosiła funkcjonariusza, który przeprowadził taką uświadamiającą pogadankę, ale tak naprawdę było to dość krótkie. Po spotkaniu zgłębialiśmy tematykę takich zjawisk zakrawających o patologię - m.in. sharenting [oznacza regularne zamieszczanie w sieci przez rodziców zdjęć, filmów i informacji z życia dziecka - przyp. red.]. Prowadząca przywołała również przykład z pewnej konferencji, na której policjantka nie wierzyła w to, że zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych mogą znaleźć się na jakichś niebezpiecznych stronach. W związku z tym funkcjonariusze przeprowadzili prowokację. Jeden z nich - za pomocą narzędzi operacyjnych - niestety, ale znalazł na tego typu stronie zdjęcie dziecka tej policjantki - mówi nam pani Magdalena. 

W związku z powyższym radny PiS Andrzej Kilijanek w przesłanej interpelacji zaproponował, by miasto Wrocław opracowało broszurę informacyjną, która edukowałaby rodziców na temat bezpiecznego udostępniania zdjęć swoich dzieci w sieci oraz wskazywała, jakich zachowań warto unikać, aby nie narażać swoich pociech na niebezpieczeństwo. "Taka broszura mogłaby być dołączana do wyprawki dla dziecka, którą młodzi rodzice otrzymują po narodzinach małego wrocławianina. Wierzę, że edukacja i świadomość społeczna są istotne w walce z przestępczością wobec dzieci" - czytamy w interpelacji.

Rodzice nie dowierzają. "Nie miałam pojęcia"

28-letnia Martyna zdjęcia swojego rocznego synka publikuje na jednej z platform co najmniej raz w miesiącu - w dniu, w którym się urodził. Za każdym razem dba, by fotografia miała motyw przewodni; dobiera dziecku odpowiednią stylizację i akcesoria, układając z nich poszczególne cyfry. "Mam już 10 miesięcy!", Kiedy to zleciało, niedługo roczek" - pisze Martyna pod postami. W galerii są również ujęcia z rodzinnych przyjęć, wakacji, spacerów po parku i placach zabaw. Zapytaliśmy 28-latkę, czy zdaje sobie sprawę z ewentualnych zagrożeń tak zwanego sharentingu. 

Redakcja poleca

- Przyznam szczerze, że zmroziło mnie, jak mi teraz pani o tym opowiada. Nigdy bym nie pomyślała o tym w takich kategoriach. Wiem, że wiele młodych mam publikuje takie zdjęcia, stało się to już powszechne. Jak wrzucam coś do sieci, to raczej spodziewam się, że zobaczą to głównie moi przyjaciele, znajomi, rodzina. Bo po co ktoś obcy miałby wchodzić na profil? Nie miałam pojęcia - mówi nam Martyna. Magda, 25-letnia mama Zosi, jest ostrożniejsza. - Jak jeszcze nie byłam w ciąży, to zdarzało mi się trafiać na jakieś zdjęcia, na których rodzice - różnymi sposobami - zamazywali dziecku twarz. Zasłaniali ją jakimś emotikonem, ikonką, czymkolwiek. I za żadne skarby świata nie mogłam wtedy zrozumieć, po co to robią - dziecka się własnego wstydzą? No ale teraz patrzę już na to całkowicie inaczej - mówi nam Magda. 

"Sharenting może być niebezpieczny z kilku powodów"

Portal RadioZET.pl z prośbą o komentarz w tej sprawie zwrócił się między innymi do Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Zapytaliśmy o sharenting i zagrożenia związane z tym zjawiskiem. - Może ono być niebezpieczne z kilku powodów. Po pierwsze, wraz z publikacją takich zdjęć w sieci bardzo często ujawniamy dodatkowe informacje, jak np. dane dziecka, gdzie chodzi do szkoły, czym się interesuje, gdzie spędza wolny czas itp. Takie informacje zamieszczone publicznie i bez kontroli, kto może je zobaczyć, niosą ze sobą zagrożenia, ponieważ mogą być wykorzystane do popełniania różnych przestępstw - mówi nam podkom. Marcin Zagórski z zespołu prasowego CBZC.

- Funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości nie zajmują się stricte tym zjawiskiem, natomiast zdarza się, że podczas prowadzonych działań wymierzonych w sprawców przestępstw o charakterze pedofilskim i zabezpieczaniu ich nośników cyfrowych policjanci znajdują zdjęcia lub filmy, które zostały pobrane z otwartych źródeł np. z profili społecznościowych - dodaje podkom. Zagórski. Jak przyznaje, w kwestii zwiększenia świadomości społecznej w tym zakresie, ważna jest edukacja i profilaktyka. 

Dokumentowanie życia dziecka w internecie stało się normą

Jak wynika z raportu London School of Economics z 2018 roku, pt. "Co rodzice sądzą o prywatności swoich dzieci w internecie i co robią w tym zakresie?", większość rodziców regularnie korzystających z internetu (75%) dzieli się zdjęciami lub filmami swoich dzieci. Częściej rozpowszechniają je rodzice młodszych dzieci. Jedna czwarta badanych rodziców wrzuca je do sieci średnio raz na tydzień. Jak wynika z badań, mamy upubliczniają w sieci więcej informacji o dzieciach niż ojcowie. "W Polsce zdjęciami dzieci dzieli się około 40% rodziców. Rocznie każdy z nich wrzuca do sieci średnio 72 zdjęcia i 24 filmy ze swoimi pociechami w rolach głównych. Warto dodać, że rodzice dokumentujący online życie dziecka nie stosują ograniczeń dotyczących wyświetlania materiałów. Aż 42% z nich udostępnia je większym grupom znajomych liczącym nawet do 200 osób" - czytamy w publikacji zamieszczonej na oficjalnej rządowej stronie gov.pl. Pełną treść dokumentu znajdziemy na tej stronie. 

Z kolei, jak poinformowano w przywoływanej publikacji, badania pokazują, że dzieci, a szczególnie nastolatki, nie lubią, gdy rodzice robią to bez ich zgody. Młodzi ludzie przyznają, że źle czują się w sytuacji, gdy rodzice udostępniają bez ich wiedzy ich wizerunek, a część z nich przyznaje, że naraża ich to na przykre doświadczenia (np. obraźliwe komentarze ze strony innych pod ich zdjęciem) lub wręcz hejt i przemoc. Skutki nierozważnego publikowania zdjęć i filmów oraz ujawniania informacji z życia dziecka mogą być bardzo poważne.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET