Czy dżuma jest dziś równie groźna jak dawniej? Wirusolog uspokaja po doniesieniach z Rosji
Śmierć pracownicy instytutu badającego dżumę w Irkucku wywołała obawy o możliwe rozprzestrzenienie się choroby, choć zakażenia oficjalnie nie potwierdzono. Wirusolog prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska w rozmowie z Radiem ZET wyjaśnia, czy doniesienia z Rosji powinny budzić niepokój i jakie mamy dzisiaj możliwości zapobiegania zakażeniom oraz leczenia dżumy.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czy dżuma jest dziś równie groźna jak w czasach dawnych epidemii.
- Jak można się zakazić dżumą i dlaczego szybkie podanie antybiotyków jest kluczowe.
- Jakie jest ryzyko rozprzestrzenienia się choroby po incydencie w Rosji.
Podejrzenie dżumy w Rosji. Czy w laboratorium mogło dojść do zakażenia?
Śmierć pracownicy instytutu badań nad dżumą w Irkucku wywołała obawy, że mogło dojść do zakażenia w laboratorium. Według niepotwierdzonych doniesień kobieta miała rozbić próbówkę z bakteriami wywołującymi dżumę. Rosyjskie służby sanitarne zaprzeczyły jednak, by w placówce doszło do takiego zdarzenia. Przekazały, że pracownica zmarła na zapalenie płuc o nieustalonej przyczynie, a badania nie wykazały związku choroby z patogenami, z którymi pracowała.
Czy taki przypadek faktycznie mógł mieć miejsce? Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie zaznacza, że wobec braku rzetelnych informacji wszystkie scenariusze pozostają możliwe. Wyjaśnia jednak, że podczas pracy z materiałem biologicznym stosuje się zabezpieczenia, a na wypadek jego wydostania się z probówki obowiązują odpowiednie procedury.
- Pracujemy z materiałem biologicznym pobieranym od ludzi, więc zawsze zakładamy, że nie jest on bezpieczny. Dlatego korzystamy z komór laminarnych, maseczek, rękawiczek i odpowiednich ubrań ochronnych, aby nie doszło do skażenia. Jeśli jednak wydarzy się coś takiego jak rozbicie probówki czy kontakt materiału biologicznego z powierzchnią komory, mamy odpowiednie procedury dezynfekcji - tłumaczy w rozmowie z Radiem ZET.
Przy podejrzeniu niebezpiecznego zakażenia konieczne jest również odizolowanie chorego i objęcie kwarantanną osób, które miały z nim kontakt. Prof. Szuster-Ciesielska potwierdza, że zastosowanie takich środków w Irkucku było prawidłowym postępowaniem w takiej sytuacji.
Dziś dżumę można leczyć. Kluczowe jest szybkie podanie antybiotyków
Dżuma nadal występuje m.in. w Azji, Afryce i zachodniej części Stanów Zjednoczonych, ale obecnie nie stanowi takiego zagrożenia jak w czasach dawnych epidemii.
- Dzięki monitoringowi, lepszym warunkom sanitarnym, a przede wszystkim możliwości szybkiej diagnozy i leczenia nie mówimy o takim zagrożeniu jak w przeszłości, chociaż pojedyncze przypadki nadal się zdarzają. Dżumę można skutecznie leczyć powszechnie stosowanymi antybiotykami, pod warunkiem że zostaną podane w ciągu 24 godzin od pojawienia się objawów. Dlatego tak ważne jest szybkie rozpoznanie choroby i rozpoczęcie leczenia - wyjaśnia prof. Szuster-Ciesielska.
Przykładem skutecznego leczenia jest historia dziesięcioletniego chłopca z rosyjskiej Republiki Ałtaju, który w lipcu 2016 roku zachorował na dżumę dymieniczą po kontakcie z upolowanym świstakiem. Dziecko otrzymało leczenie i wróciło do zdrowia.
Dżumę wywołuje bakteria Yersinia pestis, której naturalnym rezerwuarem są m.in. gryzonie. Człowiek może zakazić się przez ukąszenie pchły, która wcześniej żywiła się krwią zakażonego zwierzęcia. Postać płucna może natomiast przenosić się również między ludźmi drogą kropelkową, podczas bliskiego kontaktu z chorym. To właśnie ta postać choroby wymaga szczególnie szybkiej reakcji ze względu na gwałtowny przebieg.
- Choroba postępuje bardzo szybko i do zgonu może dojść nawet w ciągu od jednego do trzech dni. Dlatego tak ważna jest wczesna reakcja i wczesne podanie antybiotyków - podkreśla prof. Szuster-Ciesielska.
Wirusolog: ryzyko rozprzestrzenienia się dżumy jest znikome
Choć szczegóły sytuacji w Rosji na razie pozostają nieznane, prof. Szuster-Ciesielska ocenia ryzyko rozprzestrzenienia się choroby na inne kraje Europy jako znikome - nawet gdyby podejrzenie dżumy zostało potwierdzone. Podkreśla, że w przypadku podejrzanych objawów służby powinny szybko ustalić, skąd przyjechał chory i z kim miał kontakt.
Sytuację w Irkucku monitoruje Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób. W komunikacie z 6 października ECDC zaznaczyło, że przyczyna zapalenia płuc, na które zmarła pracownica instytutu, pozostaje nieznana. WHO oceniła ryzyko poza Rosją jako bardzo niskie.
W Polsce od dawna nie odnotowuje się przypadków dżumy. Jak podaje Główny Inspektorat Sanitarny, ostatnie zachorowania miały miejsce podczas epidemii pod koniec XVIII wieku.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET