Dostali alert RCB i nie wiedzieli, co robić. Lekarze POZ bez procedur na wypadek alarmu
Przerwać wizyty, odesłać pacjentów czy zabrać ich do schronu? A co z osobą w trakcie zabiegu, którego nie można natychmiast zakończyć? Alert RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza pokazał, że lekarzom w przychodniach brakuje jasnych wytycznych, jak zadbać o bezpieczeństwo pacjentów i personelu. Medycy apelują o przygotowanie procedur od wielu miesięcy, ale - jak wskazują - nadal nie otrzymali konkretnych instrukcji ani szkoleń.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakich procedur domagają się lekarze POZ na wypadek ataku zbrojnego.
- Jak na apel lekarzy zareagował lubelski NFZ.
- Jakie wątpliwości mają lekarze, gdy alert RCB przychodzi podczas wizyty.
Lekarze POZ chcą jasnych wytycznych na wypadek ataku zbrojnego
Niedawny alert RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza uwidocznił problem bezpieczeństwa pacjentów i personelu w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej. Choć placówki obowiązują określone zasady BHP, lekarze wskazują, że brakuje im jasnych wytycznych na wypadek ataku zbrojnego.
O potrzebie przygotowania procedur dla POZ Porozumienie Zielonogórskie alarmowało już w maju. Chodziło o ustalenie, kto podejmuje decyzje i jak przekazuje je placówkom, oraz przygotowanie procedur zapewniających ciągłość opieki nad pacjentami. Federacja domagała się również zabezpieczenia infrastruktury energetycznej i informatycznej oraz uporządkowania zasad wykorzystania personelu medycznego podczas kryzysu.
Zwracano też uwagę, że zakłócenie pracy przychodni może pozbawić dostępu do podstawowej opieki osoby przewlekle chore, seniorów i innych pacjentów wymagających stałego leczenia. Dlatego, według organizacji, plan przygotowań powinien obejmować także placówki ambulatoryjne, a nie ograniczać się do szpitali i ratownictwa.
Alert w trakcie przyjmowania pacjentów. „Nie wiedziałem, co zrobić”
Pytania o bezpieczeństwo wróciły po alercie RCB, który 28 września otrzymali mieszkańcy Lubelszczyzny. Komunikat ostrzegał przed zagrożeniem atakiem z powietrza i zalecał znalezienie bezpiecznego miejsca, ale jak przyznał w rozmowie z "DGP" Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny i prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców, nie miał pojęcia, jaka jest procedura, gdy alert nastąpi w trakcie przyjmowania pacjentów.
- Nie wiedziałem, co zrobić. Przerwać pracę i odesłać pacjentów do domu czy zaprowadzić pacjentów do schronu. Tylko gdzie jest schron? - przyznał lekarz.
Jego przychodnia graniczy z gminą Turobin, gdzie pod koniec lipca w Tarnawie-Kolonii spadł rosyjski pocisk manewrujący. W piśmie skierowanym do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego i miejscowego oddziału NFZ zapytał, jakie procedury obowiązują przychodnie POZ oraz czy przerwanie przyjęć i udanie się do schronienia wymaga poinformowania Funduszu. Przedstawiciel NFZ jedynie ustnie zapewnił go, że nie będzie wyciągał konsekwencji z przerwy w świadczeniu usług z powodu alertu. Oficjalnych wytycznych na piśmie jednak nie przekazał.
Lekarz próbował też dowiedzieć się, gdzie są najbliższe schrony. Jak jednak wskazuje, część miejsc oznaczonych w rządowej aplikacji miała błędną lokalizację albo w ogóle nie było ich pod wskazanym adresem.
Wojskowi lekarze zaoferowali pomoc, ale ministerstwo nie skorzystało
O wytyczne na wypadek ataku zbrojnego pytała także Joanna Zabielska-Cieciuch z Białegostoku, ekspertka Porozumienia Zielonogórskiego, ale od wiosny nie otrzymała odpowiedzi na swoje pismo. Jak powiedziała w rozmowie z DGP, zasady działania swojej przychodni przygotowuje samodzielnie, korzystając z pomocy męża, który jest specjalistą od spraw bezpieczeństwa.
Z kolei Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, powiedział gazecie, że Wojskowa Izba Lekarska zaoferowała Ministerstwu Zdrowia pomoc w opracowaniu procedur i szkoleniu medyków, ale resort z niej nie skorzystał. Według Baruchy samorząd nadal nie ma oficjalnego schematu postępowania, który mógłby przekazać lekarzom.
Poseł PSL Radosław Lubczyk, członek sejmowej Komisji Zdrowia i stomatolog wojskowy, zwrócił uwagę, że przygotowanie procedur musi uwzględniać także sytuację osób, które w chwili ogłoszenia zagrożenia przechodzą zabieg. Jak wyjaśnił w rozmowie z DGP, w jego przychodni wykonywane są również zabiegi chirurgii szczękowej, których nie da się zakończyć w dowolnym momencie. Zapowiedział w tej sprawie apel do Ministerstwa Zdrowia o jak najszybsze ustalenie procedur dla poradni działających poza dużymi szpitalami.
Źródło: Radio ZET/dgp.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET