Zagotowało się po nowym pomyśle MZ. "Czy ktoś może wytłumaczyć ten fikoł?"
Ministerstwo Zdrowia chce ograniczyć czas pracy lekarzy i sprawdzać, ile godzin spędzają w różnych placówkach. Nowe zasady mają jednak nie obejmować wszystkich medyków. Ten wyjątek wywołał ostrą reakcję Naczelnej Izby Lekarskiej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Ministerstwo Zdrowia planuje kontrolować czas pracy lekarzy.
- Dlaczego limity pracy dotyczą głównie lekarzy w systemie NFZ.
- Czym mogą skutkować według NIL wyjątki w kontrolowaniu czasu pracy lekarzy.
Ministerstwo Zdrowia wprowadza limity czasu pracy medyków
Pod koniec lipca Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekt zmian dotyczących zatrudnienia i wynagradzania pracowników medycznych. Jednym z jego założeń jest ograniczenie łącznego czasu pracy medyków. Ma on odpowiadać maksymalnie dwóm pełnym etatom, czyli w praktyce około 320 godzinom miesięcznie.
Za przekraczanie nowych limitów mają grozić sankcje. Kierownik placówki, która dopuści medyka do pracy ponad maksymalny wymiar, może zapłacić nawet 30 tys. zł grzywny. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda tłumaczyła wcześniej, że bez sankcji nowe przepisy byłyby w praktyce trudne do wyegzekwowania.
Aby pilnować przestrzegania limitu, resort chce dokładniej ewidencjonować czas pracy medyków. Placówki mają przekazywać NFZ godzinowe zestawienia obecności personelu, które będzie można porównywać z harmonogramami. Pozwoli to m.in. wykrywać przypadki, gdy ten sam lekarz jest wskazywany w dwóch miejscach w tym samym czasie.
"Tachografy" policzą godziny pracy. Ale nie wszystkim
Samorząd lekarski od dawna postuluje wprowadzenie ewidencji czasu pracy lekarzy, nazywanej potocznie "tachografem". W założeniu miałaby ona pozwalać na sumowanie wszystkich godzin pracy medyka, niezależnie od miejsca i formy zatrudnienia. Ministerstwo Zdrowia proponuje jednak rozwiązanie z istotnym wyjątkiem.
Lekarz pracujący w systemie NFZ ma podlegać limitowi 320 godzin miesięcznie. Jeśli dodatkowo pracuje prywatnie, godziny z obu miejsc mają być sumowane. Limit ma natomiast nie obowiązywać lekarza, który pracuje wyłącznie komercyjnie.
Na proponowane rozwiązanie zareagował na X Jakub Kosikowski z Naczelnej Rady Lekarskiej.
"Czy ktoś mi może wytłumaczyć ten fikoł MZ w propozycji ustaw? Przecież to jest jawne premiowanie sektora prywatnego. To lekarz prywatnie robiąc 400 h nie jest niebezpieczny?" - napisał, odnosząc się do ryzyka związanego z pracą przemęczonych lekarzy.
"Jak pracuje tylko w NFZ to mam limit 320h. Jak pracuje w NFZ i prywatnie to mam wspólny limit na oba sektory 320h. Jak pracuje tylko prywatnie to no limit. To jest pompowanie personelu do prywaty" - ocenił.
NIL ostrzega: lekarze odejdą do sektora prywatnego
Samorząd lekarski już wcześniej ostrzegał, że konstrukcja przygotowywanych przepisów może zachęcać do szukania sposobów na ich obejście. Podczas środowego spotkania z dziennikarzami prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski przekonywał, że projekt zawiera wiele wyjątków i luk. - Ustawa prowokuje do poszukiwania sposobów na jej obejście - mówił.
Zdaniem samorządu nowe przepisy mogą przynieść dwa skutki: ograniczyć dostępność świadczeń i przyspieszyć odpływ lekarzy z publicznego systemu albo, ze względu na liczne możliwości obchodzenia ograniczeń, w praktyce niewiele zmienić. - Samymi zakazami nie da się uzdrowić systemu. Największym problemem w ochronie zdrowia jest dziś brak dostępności do świadczeń, a ten projekt może ten stan istotnie pogorszyć - ocenił Jankowski.
Na ryzyko odpływu lekarzy wskazują również wyniki ankiety przeprowadzonej przez samorząd wśród dyrektorów ds. medycznych. 73 proc. respondentów obawia się przechodzenia lekarzy do sektora prywatnego, 66 proc. - pogorszenia sytuacji w szpitalnictwie, a połowa - zamykania poszczególnych oddziałów. Odpowiedzi udzielili jednak przedstawiciele około 10 proc. szpitali w Polsce, dlatego badania nie można uznać za reprezentatywne dla wszystkich placówek.
NIL podkreśla, że nie sprzeciwia się samemu ograniczeniu czasu pracy lekarzy. Proponuje maksymalnie 78 godzin tygodniowo, ale chce, aby czas pracy był ewidencjonowany niezależnie od miejsca i formy zatrudnienia. Krytyka dotyczy więc przede wszystkim konstrukcji zaproponowanej przez MZ, która - zdaniem samorządu - może premiować pracę poza publicznym systemem.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET