`

To jezioro jak z horroru. Wystarczy godzina, by stracić życie

2 min. czytania
10.02.2025 08:47
Obserwuj nas na Google

Jezioro Karaczaj w Rosji jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miejsc świata. Powstało w wyniku działalności zakładu przetwórstwa uranu. Przez wiele lat istnienie radioaktywnego jeziora było ścisłą tajemnicą państwa sowieckiego.

Karaczaj to najbardziej radioaktywne jezioro świata
fot. EastNews
  • Jezioro Karaczaj w Rosji jest bardziej śmiercionośne niż Czarnobyl. To tu przez lata trafiały radioaktywne odpady z pobliskich zakładów produkujących broń atomową.
  • W 1957 roku doszło tu do wybuchu: do atmosfery przedostało się wtedy siedemdziesiąt ton wysoce radioaktywnych substancji.
  • Przez lata władze ZSRR ukrywały istnienie jeziora Karaczaj, jak i zakładów Majak, w których prowadzono eksperymenty.

Jezioro Karaczaj w Rosji: piekło na ziemi

Jezioro Karaczaj znajdujące się na wschód od pasma Uralu, to miejsce, które przyprawia o dreszcze. Sama jego nazwa wywołuje wiele nieprzyjemnych skojarzeń: w języku tatarskim Karaczaj oznacza czarną wodę/potok. Do 1946 roku Karaczaj było uroczym, błękitnym jeziorem w głębi lasu. Później ZSRR rozpoczęło tajemnicze eksperymenty, dotyczące głównie budowy broni atomowej. W okolicach miasteczka Kysztym i Oziorsk powstała wielka fabryka Majak z pięcioma reaktorami, a do jeziora Karaczaj przez 10 lat trafiały radioaktywne odpady. Początkowo miało to być rozwiązanie tymczasowe, do czasu zbudowania nowego składowiska, jednak nigdy do tego nie doszło.

Pod koniec września 1957 roku miała miejsce tzw. katastrofa kysztymska. W wyniku awarii zbiornika zawierającego dziesiątki tysięcy ton rozpuszczonych odpadów jądrowych doszło do eksplozji. Skażenie promieniotwórcze obejmowało 39 tys. kilometrów kwadratowych. Chmura niebezpiecznego, radioaktywnego pyłu miała kilometr. Ponad 200 osób zmarło na chorobę popromienną, 10 tysięcy ewakuowano, 470 tysięcy narażono na działanie promieniowania jonizującego. Mieszkańcy skażonych terenów zaczęli zapadać na choroby popromienne, których wcześniej nie znali. W większości były to osoby młode (średnia wieku mieszkańców wynosiła zaledwie 45 lat).

Władze nie były przygotowane na taką sytuację: wówczas nie istniały żadne procedury, które pomogłyby ochronić ludność. W 1967 roku, gdy nastała susza, a jezioro zaczęło wysychać. Naukowcy byli przerażeni: maksymalna głębokość jeziora wynosiła zaledwie 3 metry. Dość szybko ukazał się radioaktywny osad na dnie zbiornika. Toksyczny pył zaczął rozprzestrzeniać się po okolicy. W wyniku suszy napromieniowaniu uległo łącznie ok. 400 tys. mieszkańców południowego Uralu. O niebezpieczeństwie nie informowano reszty świata. Prawda wyszła na jaw dopiero po upadku Związku Radzieckiego. Do wybuchu z 1957 roku władze przyznały się w 1992 roku.

Dopiero w 1990 roku jezioro zostało zbadane przez naukowców, którzy alarmowali, że wystarczyłaby godzina na brzegu, by stracić życie. Minęło kilka kolejnych lat, zanim wprowadzono środki bezpieczeństwa. W 2016 roku zbiornik wypełniono ziemią i betonem. Mimo to, przebywanie w tym miejscu nadal jest bardzo ryzykowne dla zdrowia.

Źródło: Radio ZET/spidersweb.pl/focus.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET