`

Mocz jest cenniejszy, niż nam się wydaje. Będziemy sprzedawać go na litry?

2 min. czytania
20.02.2024 10:26
Obserwuj nas na Google

Ciekawego odkrycia dokonali szwedzcy naukowcy. Mocz może posłużyć do… recyklingu akumulatorów stosowanych w samochodach elektrycznych. Wyjaśniamy.

Rosnący popyt na akumulatory litowo-jonowe, wysoki koszt produkcji i problemy z pozyskiwaniem metali niezbędnych do produkcji akumulatorów sprawiają, że naukowcy szukają nowych metod recyklingu baterii. Do odzyskiwania kobaltu przydać się może mocz.

Mocz a recykling baterii

Badacze z Uniwersytetu Linneusza w Szwecji odkryli, że za pomocą ciekłego rozpuszczalnika, składającego się z łatwo dostępnych substancji pochodzących z moczu i kwasu octowego, można odzyskać ponad 97 procent kobaltu z akumulatora litowo-jonowego.

Kobalt jest jednym z głównych składników nowoczesnych akumulatorów litowo-jonowych, które są powszechnie stosowane w pojazdach elektrycznych i smartfonach. Popyt na kobalt jest duży i z roku na rok rośnie. Obecnie tylko część zużytych baterii jest poddawana recyklingowi.

„Współczesne metody recyklingu kobaltu z akumulatorów mają wiele wad. Pochłaniają znaczne ilości energii i tworzą produkty uboczne niebezpieczne zarówno dla człowieka, jak i środowiska” - wyjaśnia prof. Ian Nicholls z Uniwersytetu Linneusza.

Nowa metoda polega na rozpuszczeniu tlenku litu i kobaltu, związku stosowanego w akumulatorach litowo-jonowych, w ciekłym rozpuszczalniku, który oddziela kobalt, który następnie można wykorzystać do produkcji nowych akumulatorów. Rozpuszczalnik to mieszanka prostej pochodnej mocznika - naturalnie występującego w moczu, oraz acetamidu - łatwo pozyskiwanego z kwasu octowego.

Główną zaletą nowego rozpuszczalnika w porównaniu z powszechnie stosowanymi metodami recyklingu kobaltu jest to, że proces może odbywać się w znacznie niższych temperaturach.

„W naszym przypadku reakcja jest najskuteczniejsza w temperaturze 180 stopni Celsjusza. To sprawia, że nasza metoda jest znacznie bardziej energooszczędna niż dzisiejsze opcje komercyjne, takie jak pirometalurgia, które wymagają ekstremalnych temperatur, często przekraczających 1400 stopni” - podkreśla prof. Nicholls.

Źródło: Radio ZET/Linnaeus University

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET