`

Przerwa na papierosa w pracy pod lupą. Firmy mają dość, pracownicy stawiają opór

2 min. czytania
22.07.2025 12:48
Obserwuj nas na Google

„Szybki dymek” kosztuje krocie. Przerwy na papierosa generują gigantyczne straty dla firm. Mimo to większość pracowników nie zgadza się na jakąkolwiek ingerencję pracodawcy w ich nawyki. Czy da się znaleźć kompromis między wolnością osobistą a efektywnością w miejscu pracy?

palenie papierosa
fot. East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie straty generują przerwy na papierosa.
  • Co mogą zrobić pracodawcy zgodnie z prawem.
  • Dlaczego wielu pracowników nie chce wsparcia w rzuceniu palenia.

Firmy tracą miliardy przez przerwy na papierosa

Przerwa na papierosa jest dla wielu pracowników niepisaną normą. Kodeks pracy nie reguluje kwestii palenia – nie ma tam zapisów o specjalnych „dymkowych” przerwach. Pracownikom przysługują natomiast pauzy, które często wykorzystują właśnie na papierosa. Problem pojawia się, gdy przerwy te są dłuższe niż przewiduje regulamin, a do tego dochodzą częstsze nieobecności związane z chorobami wywołanymi paleniem.

Statystyki są alarmujące. Według Biura Analiz Sejmowych palący pracownicy spędzają średnio 4 godziny tygodniowo na przerwach – to ponad 22 dni robocze rocznie. Dodatkowo, osoby palące chorują średnio o 2,7 dnia więcej niż niepalący. Gdy przeliczy się to na koszty – czas pracy, absencje, spadek produktywności – wyłania się konkretna liczba: 42 miliardy złotych strat dla pracodawców rocznie.

Zdrowie to jedno, ale co z przepisami?

Choć nie istnieje przepis zabraniający palenia w pracy, to pracodawca ma prawo określić wewnętrzne zasady. Może np. wprowadzić zakaz palenia w budynkach i na całym terenie firmy – także na zewnątrz. Podstawą takich działań są przepisy BHP oraz art. 207 Kodeksu pracy, który nakłada na pracodawcę obowiązek zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Zatrudniony, który nie stosuje się do takich zasad, może zostać upomniany, ukarany finansowo, a w skrajnych przypadkach – zwolniony dyscyplinarnie.

Redakcja poleca

Palenie w pracy. Pracownicy: „To nasza sprawa”

Choć straty są ogromne, reakcja pracowników jest jednoznaczna. Z badania Gi Group wynika, że 60 proc. zatrudnionych nie chce żadnej ingerencji pracodawcy w ich nawyki. Z kolei z ankiety Grafton Recruitment wynika, że 58 proc. nie oczekuje wsparcia w rzuceniu palenia, a tylko 42 proc. popiera takie działania.

To rodzi napięcia. Pracownicy niepalący czują się często gorzej traktowani – wykonują tyle samo pracy, a ich koledzy regularnie „znikają” na przerwę. Z drugiej strony – palący mówią o presji, napiętnowaniu i braku zrozumienia.

Wiele firm podejmuje próby rozwiązania problemu. Wdrażają programy wspierające rzucenie palenia, oferują pomoc psychologiczną, promują zdrowy tryb życia. Przykładem może być program „Firma bez dymu” czy dofinansowanie terapii antynikotynowych. Niektórzy eksperci twierdzą, że to nie tylko troska o zdrowie, ale też inwestycja w wydajność. Brak nikotyny może powodować dekoncentrację i frustrację, a długofalowo – wyższe koszty leczenia i rotację w zespole.

Redakcja poleca

Ale nie wszyscy pracownicy są entuzjastyczni. Coraz częściej mówi się o pośredniej dyskryminacji palaczy – czują się wykluczani, kontrolowani, a ich potrzeby są ignorowane.

Palenie w miejscu pracy to dziś nie tylko problem zdrowotny, ale i społeczny. Wymaga wyważonego podejścia – takiego, które łączy troskę o zdrowie, dbałość o wydajność i szacunek dla różnorodności.

Źródło: Radio ZET/WP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET