`

Wardrobing to dziś plaga. Branża płaci miliardy, klienci wykorzystują lukę

3 min. czytania
29.01.2026 18:12
Obserwuj nas na Google

Wardrobing to zjawisko, które internetowym sklepom odzieżowym jest już doskonale znane, choć sam termin nie jest jeszcze powszechny. Chodzi bowiem o dokonywanie zakupów "na chwilę", skalkulowane na skorzystanie z ubrania, a potem jego zwrócenie, by otrzymać zwrot pieniędzy. Zgodnie z polskim prawem wciąż nie jest to nielegalne, jednak coraz więcej sklepów podejmuje działania, by zjawisko ukrócić.

sklep odzieżowy
fot. Eryk Stawinski/REPORTER/EAST NEWS

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak działa praktyka wardrobingu i jakie są jej konsekwencje dla sklepów internetowych.
  • Dlaczego sklepy mają trudności z wykryciem noszonej i zwracanej odzieży.
  • Które zmiany polityki zwrotów wprowadzają sklepy, by walczyć z wardrobingiem.
  • Co robią Zalando i ASOS, by ograniczyć liczbę nieuczciwych zwrotów.

Wardrobing kosztuje miliardy dolarów

Wardrobing w ostatnich latach stał się prawdziwą plagą internetowych sklepów z odzieżą. Dzięki przepisom, które pozwalają kupić rzecz w sieci, a następnie zwrócić ją bez podania przyczyny, coraz więcej klientów w sposób świadomy "nabywa" jakiś element garderoby, a następnie, powołując się na unijne normy, po prostu go zwraca. Choć w regulaminach sklepy ściśle określają, że towar musi nie mieć śladów użytkowania i mieć fabryczne metki, nieuczciwi klienci robią " zakupy", odzież noszą, sprytnie metki chowając, a potem produkt odsyłają — zwłaszcza kiedy śladów użytkowania rzeczywiście brak. A nawet wtedy, kiedy takowe są, sklep nie ma łatwej drogi, by wykazać, że odzież jest noszona. Efekt jest taki, że dany towar nie może już być sprzedany lub może być sprzedany tylko taniej, a sklep traci pieniądze.

Redakcja poleca

Z perspektywy prawa wciąż nie ma w tym nic nagannego, choć moralnie trudno jest uznać to za właściwe. Noszenie odzieży, której nie chcemy kupić, nie powinno być dopuszczalne. Niestety w przepisach wciąż nie ma pomysłu na rozwiązanie tego problemu, a branża modowa na całym świecie, jak wylicza portal fashionbiznes.pl, traci na tym miliardy dolarów rocznie.

20 proc. polskich konsumentów przyznaje się do wardrobingu

Fashionbiznes.pl alarmuje, że skala wardrobingu jest ogromna. Z badań SW Research wynika, że aż 20 proc. polskich konsumentów w przedziale wiekowym od 24 do 35 roku życia przyznaje, że zamawia ubrania, chodzi w nich, a następnie je zwraca, oczkując pełnego zwrotu środków. Tylko w USA w 2023 roku takie zwroty kosztowały sprzedawców ponad 101 miliardów dolarów. Z wyliczeń wynika, że nawet blisko 14 proc. wszystkich zwrotów dotyczyło odzieży, która była noszona, a nie tylko przymierzona.

Redakcja poleca

Sklepy same starają się walczyć z wardrobingiem i zmieniają politykę zwrotów. Na przykład popularne w Polsce  Zalando już przed rokiem diametralnie ograniczyło możliwość zwracania zakupów. Od 3 lutego 2025 roku na zwrot jest już nie 100, a tylko 30 dni. Z kolei H&M ograniczyło darmowe zwroty tylko do członków klubu sieci, a produkty z wyprzedaży można zwrócić już tylko w 14 dni. W Reserved nie można już za darmo zwrócić towaru w sklepie stacjonarnym, a sieć wycofała też prawo umożliwiające zwrot towaru zamówionego przez aplikację w ciągu roku od zakupu.

Poza ograniczaniem prawa do zwrotu są także inne pomysły. Zalando zaczął bez ostrzeżenia blokować konta tych klientów, którzy mają dużą historię zamówień i zwrotów. W ten sosób, wylicza fashionbiznes.pl, w marcu 2025 roku liczba klientów ukaranych blokadą wyniosła już 10 tys. Podobne działania podjął ASOS, który jednak nie blokuje czasowo, a natychmiastowo kasuje konta.

Źródło: Radio ZET/Fashionbiznes.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET