`

Wyciekła instrukcja dla stacji Orlenu. „Jeśli zabraknie paliwa, informować o awarii”

4 min. czytania
29.09.2023 12:01
Obserwuj nas na Google

„Jeżeli brakuje wybranego rodzaju paliwa - właściwą naklejkę z rodzajem paliwa należy zakleić komunikatem z informacją o awarii danej pompy” – czytamy w instrukcji dla stacji paliw, której autentyczność potwierdził nam Orlen. Wytyczne miały dotyczyć okresu końca letniej promocji na paliwa „30 groszy taniej”. W sieci zamieszczono zdjęcia pokazujące, że kartki z informacją o awarii pojawiły się na stacjach przy granicy z Czechami, gdzie kwitnie „turystyka paliwowa”. Benzyna i diesel w Polsce są znacznie tańsze niż u naszych sąsiadów.

kartka z informacją o awarii dystrybtora
fot. Adam Gomoła, Polska 2050

Ceny paliw w Polsce przestały być korelowane z sytuacją na rynkach międzynarodowych. W rezultacie za litr benzyny i oleju napędowego w Polsce płacimy mniej niż 6 zł. Gdyby stosowano mechanizm mający zapewnić bezpieczeństwo paliwowe, gwarantujące opłacalność importu diesla do Polski, powinien on kosztować 7,50 zł za litr – powiedział nam Rafał Zywert, analityk ze spółki Reflex. Ekonomiści są zdania, że „promocja” Orlenu ma na celu obniżenie wskaźnika inflacji przed wyborami: z wyliczeń wynika, że jest ona  o 0,6 punktu procentowego niższa, niż gdyby paliwa wyceniane były według metody stosowanej w końcówce 2022 roku.

„Awaria” zamiast informacji o braku paliwa. Instrukcja dla stacji Orlenu

- My importujemy paliwa, gdybyśmy obniżyli ceny, to nie opłacałoby się paliw do Polski przywozić, ale opłacałoby się je wywozić. Mało tego, sprzedalibyśmy także więcej w kraju. Popyt by wzrósł, podaż by się skurczyła i mielibyśmy sytuację taką jak na Węgrzech – tak na pytanie, czy Orlen doi Polaków, odpowiedział w lutym 2023 roku w podcaście „Biznes. Między wierszami” Adam Czyżewski, główny ekonomista Orlenu. Po utrzymywaniu sztucznie zaniżonych cen paliw w tym kraju zabrakło. 30 procent oleju napędowego używanego w Polsce pochodzi z importu.

Oglądaj

Tygodnik „NIE” opublikował zrzut ekranu z instrukcją dla stacji Orlenu, jak komunikować brak dostępności paliwa. Koncern zarządził, że wywieszana ma być informacja o awarii pompy lub całego dystrybutora, zabraniając przekazywania wiadomości o braku benzyny lub oleju napędowego.

„Załączony mail pochodzi z początku września i wynikał wyłącznie z rekordowego popytu, który obserwowaliśmy w związku z końcem letniej promocji. W tym czasie na niektórych stacjach wystąpił przejściowy (do 2-3 godzin) brak wybranych rodzajów paliw. W odpowiedzi na to firma wzmocniła logistykę, co pozwoliło szybko unormować sytuację. Obecnie dostawy paliw na stacje ORLEN są realizowane na bieżąco. Firma zapewnia stabilność podaży i dysponuje odpowiednią ilością paliw, aby zaspokoić potrzeby swoich klientów” – tak biuro prasowe Orlenu odpowiedziało nam na pytanie o instrukcję, potwierdzając jej autentyczność.

Redakcja poleca

Wytyczne z instrukcji są stosowane dzisiaj na stacjach Orlenu – wynika ze zdjęć publikowanych w serwisie X (wcześniej Twitterze). Fotografie mają pochodzić między innymi z obiektów przy granicy z Czechami. Inne komentarze mówią o stacjach na trasie z Warszawy do Bieszczad.

W odpowiedzi na obawy o możliwość pojawienia się braków paliwowych w Polsce Orlen wydał komunikat zapewniający, że sytuacja jest pod kontrolą i że nie ma obaw o bezpieczeństwo paliwowe mimo utrzymywania niższych niż w krajach sąsiednich cen. W oświadczeniu pojawił się także apel, żeby „nie tankować na zapas”.

Reporter Radia ZET Maciej Bąk zapytał byłego szefa Lotosu o to, czy apel Orlenu może mieć skutek odwrotny do zamierzonego. - Oczywiście, że tak. Jeżeli w takiej sytuacji sprzedający mówi "uważajcie, bo zabraknie", to przecież znamy takie sytuacje, jakie się pojawiały, gdy brakowało chleba, mięsa i tak dalej, że im było gorzej, tym większe kolejki były. To jest naturalny ruch. Na pewno społeczeństwo inaczej się nie zachowa - zaznaczył Paweł Olechnowicz.

Oglądaj

Eksperci nie mają wątpliwości: ceny paliw będą musiały wzrosnąć. Nie dojdzie do tego z dnia na dzień, żeby nie wywoływać paniki u kierowców i nie zablokować stacji. Podwyżki byłyby rozłożone na kilka miesięcy, a istnieje nawet możliwość, że udałoby się je utrzymać, jeśli ceny baryłki ropy na rynkach międzynarodowych spadną.

- Wydaje mi się, że nie będzie możliwe nagłe i gwałtowne podniesienie cen. Na rynku hurtowym one przestały spadać, za chwilę przestaną spadać ceny na stacjach paliw. Myślę, że przez najbliższe kilka tygodni możemy mieć bardzo stabilne ceny, natomiast później, w zależności od sytuacji na światowym rynku, możemy mieć dwa scenariusze: jeżeli zaczną spadać ceny ropy naftowej, ceny paliw w na rynku ARA, wówczas u nas ceny pozostaną mniej więcej na obecnej wysokości. Jeżeli jednak ceny ropy pozostaną na wysokich poziomach, jesienią i zimą ceny u nas będą systematycznie rosły. To będzie umiarkowany, wypłaszczony wzrost, być może w ciągu dwóch-trzech miesięcy – zapowiedział Rafał Zywert.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET