Afera Zondacrypto pogrąży marszałka PiS? Nieoficjalnie: Czarnek będzie próbował go odwołać
- Przyznaję się do jednego. Byłem naiwny. Zainwestowałem, a pan Kral oszukał mnie, tak jak oszukał kilkanaście tysięcy ludzi - mówi marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski. Przekonuje, że w całej sprawie ma czyste sumienie. Jednak według nieoficjalnych informacji Przemysław Czarnek, lider PiS na Lubelszczyźnie będzie próbował doprowadzić do odwołania Stawiarskiego z funkcji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Jarosław Stawiarski czuje się poszkodowany w aferze Zondacrypto.
- Ile pieniędzy Stawiarski mógł stracić na giełdzie.
- Czy marszałek z PiS podejmował próby odzyskania tych środków.
- Czy możliwe jest odwołanie Stawiarskiego z funkcji marszałka.
- W związku z doniesieniami medialnymi, chciałbym oświadczyć, że pieniądze, które ulokowałem na platformie Zondacrypto pochodziły z oszczędności i rozporządzenia nieruchomością. Wszystko to jest zgodne z moimi oświadczeniami majątkowymi. Do tej pory, wbrew enuncjacjom niektórych portali, nie otrzymałem ani złotówki zwrotu z zainwestowanych pieniędzy. Te pieniądze zostały u pana Krala, który oszukał mnie, tak jak oszukał tysiące ludzi. Mam nadzieję, że te pieniądze kiedyś do nas wrócą. Ale nadzieje są bardzo niewielkie - przekonuje Jarosław Stawiarski, marszałek województwa lubelskiego z Prawa i Sprawiedliwości.
W poniedziałek tłumaczył się publicznie z informacji o jego związku z aferą Zondacrypto. Twierdzi, że środki do giełdy kryptowalut wpłacił w tym roku. Było to kilkaset tysięcy złotych. Ile dokładnie? Tego marszałek nie podaje. Według nieoficjalnych informacji mogło chodzić nawet o 800 tys. zł. O Stawiarskim w weekend było bardzo głośno, bo portal TVN24 poinformował, że został on zatrzymany w związku z aferą Zondacrypto. Tymczasem w sobotę wieczorem na stadionie w Lublinie spokojnie oglądał mecz Motoru z Legią Warszawa.
Mimo nieprawdziwych informacji Stawiarski nie może spać spokojnie. Nieoficjalnie mówi się, że Przemysław Czarnek, lider PiS na Lubelszczyźnie ma się przymierzać do odwołania marszałka z funkcji.
W PiS gorąco. Czarnek będzie próbował odwołać Stawiarskiego?
Stawiarski i Czarnek, mimo że są członkami jednej partii, wzajemnie się nie znoszą. W poniedziałek rano europosłanka KO Marta Wcisło przekazała, że jeszcze przed weekendem Czarnek zaczął zbierać głosy poparcia wśród radnych sejmiku województwa lubelskiego oraz rady miasta Lublin za odwołaniem Stawiarskiego. - Wiem, że były różne telefony i sondowanie radnych czy pod takim wnioskiem się podpiszą. Przemek musiały go najpierw przedstawić w centrali. Jeśli będzie zgoda prezesa, odwołanie byłoby formalnością – mówi nam jeden z działaczy PiS z Lublina.
Do odwołania marszałka, a co za tym idzie całego zarządy województwa potrzeba 3/5 głosów. Tymczasem PiS na Lubelszczyźnie w 33-osobowym sejmiku ma 21 radnych. To wystarczy do zmiany. Próbowaliśmy potwierdzić tę informację u Przemysława Czarnka. Polityk PiS nie obierał jednak telefonu.
Stawiarski pytany w poniedziałek o taki scenariusz oznajmił, że dowiaduje się o nim od dziennikarzy. - W sobotę wieczorem dowiedziałem się, że jestem zatrzymany, gdzieś w odosobnieniu. Straciłem wszelką chęć do życia. Wczoraj byłem nieaktywny - odpowiadał marszałek.
I dodawał: - Mam nadzieję, że to wszystko, co się dzieje wokół mojej osoby nie zaszkodzi województwu lubelskiemu, bo moje prywatne inwestycje, moja naiwność, moja chęć zarobienia, nie powinna przesłaniać bieżącej pracy zarządu województwa lubelskiego.
Stawiarski: Nie próbowałem odzyskać pieniędzy od Krala
Stawiarski wielokrotnie podkreślał, że w sprawie jest niewinny, ma czyste sumienie i nie ma sobie nie do zarzucenia. A cała sprawa jest wykorzystywana do bieżącej walki politycznej. RadioZET.pl pytało go m.in. o zakup biletów na mecz AS Monaco – PSG, które na prośbę Radosława Piesiewicza zorganizował Przemysław Kral. - Jestem w stanie przedstawić dokumenty opinii publicznej. Zapłaciłem za swój wyjazd i za wyjazd swojego dziecka i to wszystko – twierdzi Stawiarski.
Marszałek zapewnia też, że nie rozmawiał z Przemysławem Kralem na temat wcześniejszego odzyskania swoich pieniędzy. - Absolutnie nie. Nie mam nawet telefonu do pana Krala. Nie miałem (w tej sprawie – przyp. red.) pośredników. Nigdy nie próbowałem odzyskać środków. Próbowałem, prawdopodobnie tak jak trzydzieści kilka tysięcy ludzi, tak jak w Amber Gold, gdzie starsi państwo stukali w zamknięte drzwi. To jest normalne, ale ja nie próbowałem żadnych pozakulisowych rzeczy – zapewnił Jarosaław Stawiarski.
Podkreślił też, że nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o kontakty z Przemysławem Kralem i Radosławem Piesiewiczem. A także, że liczy na to, iż Przemysław Kral poniesie surowe konsekwencje swoich działań.
Nieprawdziwa informacja o zatrzymaniu marszałka z PiS
Przypomnjmy, że w sobotę (5 września) wieczorem portal TVN24 podał informację o zatrzymaniu marszałka województwa lubelskiego i polityka PiS Jarosława Stawiarskiego. Sprawa miała dotyczyć śledztwa w sprawie afery Zondacrypto. Dość szybko okazało się jednak, że Stawiarski wcale nie został zatrzymany. W czasie kiedy wiele portali przekazywało tę informację, w Lublinie spokojnie oglądał sobie mecz piłkarskiej ekstraklasy Motor Lublin – Legia Warszawa. W portalu społecznościowym zamieścił potwierdzające to zdjęcie.
Później prokuratura w serwisie X także potwierdziła, że informacja o zatrzymaniu „jest nieprawdziwa”. W niedzielę marszałek Stawiarski opublikował oświadczenie, w którym przekonuje, że jest „jedną z wielu pokrzywdzonych działaniami Przemysława Krala osób”. 28 sierpnia złożył w prokuraturze zeznania w charakterze świadka i jest gotowy zrobić to ponownie, jeśli zaistnieje taka potrzeba. „Podkreślam przy tym, że nie odzyskałem żadnych środków pieniężnych od ww. giełdy.” - napisał marszałek. Nie odniósł się jednak do podawanych przez media informacji, czy próbował to zrobić.
Ile mógł stracić Stawiarski? Jak mówi chodzi o kilkaset tysięcy złotych. Konkretnej kwoty jednak nie podaje. W oświadczeniu majątkowym za 2025 rok Stawiarski wpisał 770 tys. zł oszczędności. W tej kwocie podaje środki z IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego). Nie wyszczególnia jednak czy są to pieniądze zgromadzone na lokatach, rachunkach bankowych czy w kryptowalutach. Pewne jest jedno. Majątek polityka PiS sporo wzrósł. Rok wcześniej podawał, że zgromadził 339 tys. zł.
Przemysław Kral załatwiał bilety dla marszałka i szefa PKOl
Marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski w medialnych publikacjach dotyczących afery Zondacrypto zaczął się pojawiać pod koniec sierpnia. Wirtualna Polska i TVN24 ujawniły kolejne powiązania Przemysława Krala z szefem PKOl Radosławem Piesiewiczem. Chodziło m.in. o zakup biletów na rozgrywany 29 listopada ubiegłego roku mecz AS Monaco-PSG. Wejściówki były spoza oficjalnej puli. Kilka dni wcześniej, 21 listopada Kral miał pytać Piesiewicza w wiadomości o nazwiska osób, dla których mają być bilety. Prezes PKOl podał cztery osoby. Siebie z bliską osobą oraz Stawiarskiego z członkiem rodziny. Do tego doszła rezerwacja dwóch dwuosobowych pokoi. Stawiarski przyznał, że był na meczu i zapewnił, że pokrył koszty wyjazdu i biletów. W poniedziałek mówił to samo.
Niedawno „Rzeczpospolita” doniosła, że jednym z wątków badanych przez śledczych ws. afery Zondacyrypto jest sprawa marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego. Polityk PiS, podobnie jak szef PKOl miał zainwestować w kryptowaluty na upadłej giełdzie. A następnie interweniować u Przemysława Krala, żeby odzyskać swoje pieniądze. Stawiarski powiedział, że to jego prywatna sprawa i nie będzie o niej rozmawiał. Przyznał jednak, że zainwestował kilkaset tysięcy złotych i czuje się oszukany.
Przypomnijmy, że pieniądze z Zondacrypto próbował odzyskać też Piesiewicz. Mimo tego zapewniał, że jest poszkodowany. Miał nawet założyć stowarzyszenie osób, które straciły na inwestycjach na giełdzie Zondacrypto. W ostatnich dniach prokuratura postawiła mu zarzut dotyczący faworyzowania wierzycieli.
Miliony z Lubelszczyzny dla PKOl. Na promocję
Wspólne wyjazdy na mecze i inwestycje w kryptowaluty to niejedyne co łączy Stawiarskiego i Piesiewicza. Panowie zbliżyli się po przegranych przez PiS wyborach w 2023 roku. Rząd odciął upolityczniony PKOl od pieniędzy z budżetu i państwowych spółek. Wówczas Radosław Piesiewicz zaczął szukać sponsorów. I trafił na Lubelszczyznę, do marszałka Stawiarskiego, który nie ukrywa, że jest wielkim fanem sportu. W przeszłości, w czasie rządów Beaty Szydło był nawet wiceministrem sportu.
Panowie szybko złapali nić porozumienia. A pieniądze dla PKOl od 2024 roku zaczęły płynąć z Lubelszczyzny szerokim strumieniem. Tylko w ubiegłym roku Komitet otrzymał z Lubelszczyzny około 11 mln zł wsparcia. W tej kwocie była m.in. umowa na promocję regionu podczas Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie, opiewająca 6,4 mln zł. Informowaliśmy o tym na RadioZET.pl. Wcześniej były dotacje w ramach programu „Z boiska na Igrzyska” obejmującego m.in. pikniki olimpijskie. Za trzy edycje wydarzenia w 2025 roku marszałek zapłacił PKOl-owi łącznie 4,3 mln zł.
W poniedziałek marszałek Stawiarski nie chciał odpowiedzieć wprost na pytanie czy żałuje wspólnych przedsięwzięć z PKOl-em.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET