Będą zarzuty dla Andruszkiewicza w sprawie fałszowania list wyborczych. Wiemy, co zrobi polityk

4 min. czytania
10.02.2026 15:07
Obserwuj nas na Google

Adam Andruszkiewicz, zastępca szefa Kancelarii Premiera, w środę usłyszy zarzuty w sprawie fałszowania podpisów pod listą Ruchu Narodowego w wyborach do sejmiku województwa podlaskiego. Śledztwo w tej sprawie trwa już 12 lat, a Andruszkiewicz po raz pierwszy został wezwany w charakterze podejrzanego. Polityk mówi portalowi RadioZET.pl, jak się zachowa.

Adam Andruszkiewicz, wiceszef Kancelarii Prezydenta
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Kiedy zarzuty w sprawie fałszowania podpisów pozna Adam Andruszkiewicz.
  • Dlaczego śledztwo trwało wiele lat i jakie były przeszkody w jego prowadzeniu.
  • Jak działania prokuratury ocenia wiceszef Kancelarii Prezydenta.

- Oczywiście stawię się w środę na wezwanie prokuratury. Od początku postępowania jestem do dyspozycji śledczych. Nigdy nie próbowałem opóźniać czy przeciągać postępowania, uczestniczyłem we wszystkich czynnościach, gdy moja obecność była wymagana. Natomiast jestem zaskoczony tym, że prokuratura, która w ubiegłym roku informowała w mediach, że nie ma podstaw do stawiania mi zarzutów, nagle te podstawy znalazła. Mam dowody na to, że nie byłem zaangażowany w proceder fałszowania podpisów, media informowały, że opinie grafologiczne także są dla mnie pozytywne, dlatego ze spokojem będę czekał na rozwój wydarzeń. I walczył o to by prawda w tej sprawie zwyciężyła - mówi RadioZET.pl  Adam Andruszkiewicz, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta.

Polityk miał się stawić w Prokuraturze Regionalnej w Lublinie w środę o godz. 9.30. Po raz pierwszy w charakterze podejrzanego, co będzie wiązało się z postawieniem mu zarzutów. Jednak ze względu na prośbę obrońcy przesłuchanie zostało przełożone na godz. 14.00. Wtedy też rozpocznie się Rada Bezpieczeństwa Narodowego zwołana przez prezydenta Karola Nawrockiego. Andruszkiewicz twierdzi, że nie będzie brał udziału w posiedzeniu tego gremium.

Adam Andruszkiewicz wezwany w charakterze podejrzanego

- Potwierdzam, że pan Andruszkiewicz został wezwany w charakterze podejrzanego. Jednak do czasu ogłoszenia zarzutów nie podajemy żadnych informacji - mówi prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Chodzi o sprawę fałszowania podpisów pod listą Ruchu Narodowego w wyborach do sejmiku podlaskiego w 2014 roku. Już po kampanii, 18-letni wówczas Paweł P., działacz Młodzieży Wszechpolskiej, przyznał, że taki proceder miał miejsce. W zeznaniach obciążył Adama Andruszkiewicza, który był wtedy liderem listy RN do sejmiku i prezesem Młodzieży Wszechpolskiej na Podlasiu.

Według P. to Andruszkiewicz kierował akcją, sam fałszował podpisy i wymyślał adresy oraz numery PESEL wyborców, aby zgromadzić odpowiednie poparcie, pozwalające na start w wyborach. Miał też kazać robić to innym osobom. Później mieli to potwierdzić inni współpracownicy Andruszkiewicza. A wielu świadków wzywanych do prokuratury zeznawało, że to nie oni podpisali się na liście.

Oprócz Pawła P. w ubiegłym roku zarzuty w sprawie postawiono także Wojciechowi N., który był bliskim współpracownikiem Andruszkiewicza. Obecny wiceszef Kancelarii Prezydenta był przesłuchiwany w sprawie już kilkukrotnie. Zawsze jako świadek. Prokuratura zamawiała też opinie grafologiczne, które miały odpowiedzieć na pytanie, czy polityk mógł sam fałszować podpisy. On sam konsekwentnie nie przyznaje się do winy. W ubiegłym tygodniu pisał na X, że sprawa jest dla niego "trudna i krzywdząca". Zapewnia też, że nie ma nic do ukrycia. Dlatego będzie stawiał się na wszystkie wezwania śledczych.

Redakcja poleca

Wróćmy na chwilę do słów polityka o tym, że w ubiegłym roku "(...) media informowały, że po 11 latach śledztwa prokuratura stwierdziła, iż "nie ma podstaw do postawienia mi zarzutów." Nagle coś się zmieniło?" - pyta Andruszkiewicz na X. Zauważa też, że po zmianie władzy zmieniło się też kierownictwo prokuratury, które nie dopatrzyło się złamania prawa. Chodzi o wypowiedź prokurator Beaty Syk-Jankowskiej, która portalowi TVN24.pl powiedziała: - Obecnie nie ma podstaw, aby można było przedstawić posłowi zarzuty. Nie był on co prawda przesłuchiwany, ale pobrano od niego wzory pisma.

Dziś Syk-Jankowska tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl, że wypowiedź dotyczyła konkretnego momentu śledztwa. - Wtedy materiał dowodowy nie dawał podstaw, by przedstawić zarzuty. Teraz sytuacja się zmieniła. Wszystkie szczegóły podamy jednak w środę - ucina prokuratorka.

Dlaczego śledztwo trwa tak długo?

Postępowanie w sprawie fałszowania podpisów wszczęła w 2016 roku Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Według ustaleń dziennikarzy "Superwizjera" śledczy mieli w planie postawienie zarzutów Andruszkiewiczowi. To jednak wymagałoby złożenia wniosku o uchylenie immunitetu politykowi, który w 2015 roku został posłem. "Gdy prowadzący śledztwo zaplanowali przeszukania w domu i biurze Andruszkiewicza, odebrano im akta. Śledczy pozbawieni dokumentów musieli odwołać przeszukanie lokali i przesłuchanie prawicowego polityka. Andruszkiewicz zaś wszedł do rządu. Został wiceministrem cyfryzacji." - informował portal TVN24.pl.

Redakcja poleca

W 2019 roku ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro twierdził, że w śledztwie doszło do "poważnych uchybień". Postępowanie jego decyzją przeniesiono do Lublina. Prokuraturą Regionalną w Lublinie kierował wówczas Jerzy Ziarkiewicz, który śledztwa niewygodne dla PiS przedłużał lub kierował do "zamrażarki", którą był garaż na terenie jednostki. Tak było z postępowaniami w sprawie kilometrówek Ryszarda Czarneckiego czy brata byłego komendanta głównego policji Jarosława Szymczyka podejrzewanego o udział w grupie wyłudzającej VAT. Natomiast przeciwnicy ówczesnej władzy byli przez Ziarkiewicza ścigani. Tak jak Roman Giertych w sprawie o przywłaszczenie 92 mln zł ze spółki Polnord.

W środę dowiemy się, jakie zarzuty Adamowi Andruszkiewiczowi postawią śledczy i jakie dowody obciążające polityka przedstawią. On sprawę ocenia jako polityczną: "Po tylu latach życia pod ciężarem publicznych insynuacji i medialnej presji, decyzja o wezwaniu mnie w charakterze podejrzanego jest dla mnie oczywistym aktem politycznej zemsty za moje zaangażowanie oraz wpisuje się w szerszy plan nieustannych ataków obecnego układu rządzącego na Kancelarię Prezydenta RP." - pisze na X.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET