Tak państwo PiS "nękało" obywateli. Wkrótce poznamy raport rządowej komisji. Co się w nim znajdzie?
W lutym poznamy drugą część raportu komisji ds. represji - ustaliło RadioZET.pl. Znajdą się w niej przykłady nękania prawnego państwa PiS wobec mediów, sędziów i prokuratorów, nauczycieli oraz środowiska LGBT. Sama komisja będzie działała dłużej, niż planowano. A to oznacza też wzrost wydatków.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co zawiera raport komisji o nękaniu prawnym w Polsce w latach 2015-2023.
- Jakie przykłady działań SLAPP znajdują się w raporcie.
- Dlaczego publikacja drugiej części raportu została opóźniona.
- Jakie będą koszty funkcjonowania komisji ds. represji wzrosną.
- Druga część raportu została oddana do pana premiera w terminie. Natomiast decyzja o publikacji nie należy do mnie. Muszę jeszcze dokonać anonimizacji dokumentu, ponieważ nie wszystkie informacje, dane osobowe, które pojawiają się w raporcie, mogą być upublicznione - mówi RadioZET.pl mec. Sylwia Gregorczyk-Abram, przewodnicząca komisji do spraw represji wobec społeczeństwa obywatelskiego oraz działaczy społecznych w latach 2015-2023.
Z informacji RadioZET.pl wynika, że dokument trafił na biurko premiera Donalda Tuska pod koniec ubiegłego roku. Jest jeszcze obszerniejszy niż pierwsza część dotycząca Telewizji Publicznej Jacka Kurskiego. Liczy 560 stron. Znajdują się w nim przykłady tzw. SLAPP-ów (z ang. Strategic Lawsuit Against Public Participation), czyli działań prawnych, w tym pozwów wytaczanych dziennikarzom, aktywistom czy sygnalistom przez polityków, czy instytucje publiczne. Celem nie jest wygrana, ale zastraszenie, tak aby pozwany zrezygnował ze swojej działalności. Te ruchy mają też wywołać "efekt mrożący" i uciszyć krytyków działań rządu lub innej instytucji.
Drugi raport komisji ds. represji poznamy w lutym
W swoim raporcie komisja ds. represji pisze o "nękaniu prawnym", które w latach 2015-2023, kiedy rządziło Prawo i Sprawiedliwość, miało dotknąć wiele osób. Z naszych informacji wynika, że w dokumencie znajdzie się opis działań wymierzonych w wolne media (konkretne redakcje i dziennikarzy), niezależnych sędziów i prokuratorów, którzy krytykowali działania podejmowane przez ówczesny rząd w wymiarze sprawiedliwości oraz społeczność LGBT+. W tym ostatnim przypadku chodzi m.in. o uchwały samorządów, które wyrażały sprzeciw wobec "ideologii LGBT" czy Samorządowe Karty Praw Rodzin.
Dokument będzie zawierał też opis represji wobec nauczycieli, którzy zdecydowali się wesprzeć uczennice i uczniów popierające Strajk Kobiet oraz SLAPP-y kierowane przeciwko organizacjom pozarządowym i aktywistom, m.in. ekologicznym. Tutaj znajdą się próby zastraszania prawnego osób broniących Puszczy Białowieskiej przed wycinką czy też krytykujących gospodarkę leśną prowadzoną przez Lasy Państwowe, którymi kierowali wówczas ludzie Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobro. W dokumencie są konkretne przykłady "nękania". Nie wszystkie informacje można jednak opublikować, bo nie wszystkie osoby chcą, żeby ich nazwisko znalazło się w publicznym obiegu. Pierwsza część raportu jest dostępna na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.
Kiedy druga część raportu zostanie opublikowana? - Z mojej wiedzy wynika, że na pewno nastąpi to w lutym - mówi mec. Sylwia Gregorczyk-Abram. Konkretnej daty jednak nie wskazuje. Podobnie jak rzecznik rządu Adam Szłapka, który twierdzi, że nie ustalono jeszcze dokładnego terminu publikacji.
Publikacja raportu w lutym tego roku oznacza ponad czteromiesięczny poślizg wobec pierwotnych założeń. Powołana w kwietniu ubiegłego roku komisja miała zaprezentować drugi dokument we wrześniu ubiegłego roku. Wtedy jednak opublikowano dopiero pierwszą część - dotyczącą mediów publicznych. Do niej wrócimy za chwilę.
Komisja będzie działała dłużej. Będzie też droższa
Drugiej części raportu komisji ds. represji jeszcze nie poznaliśmy, a wkrótce gotowa powinna być trzecia. Będzie dotyczyła działań, jakie policja podejmowała wobec osób uczestniczących w strajkach przeciwko działaniom ówczesnego rządu. Z ustaleń RadioZET.pl wynika, że komisja będzie pracowała dłużej, niż pierwotnie planowano. Wszystkie cztery części miały być gotowe do 31 marca 2026 roku. To nieaktualne. Ze względu na bardzo obszerny materiał prace komisji zostały wydłużone. Do końca marca ma powstać trzecia część raportu. Ten końcowy ma być gotowy do 30 czerwca.
Z zarządzenia premiera wynika, że podczas przygotowywania raportu komisja może korzystać z dokumentów przygotowanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencję Wywiadu, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Służbę Wywiadu Wojskowego, które zostały przekazane do Ministerstwa Sprawiedliwości. Dzięki temu w raportach znajdą się też informacje o działaniach podejmowanych wobec obywateli przez te jednostki.
Wydłużenie terminu prac komisji będzie oznaczało także wzrost kosztów jej funkcjonowania. Każdy z członków 11-osobowego zespół pod przewodnictwem adwokatki Sylwii Gregorczyk-Abram otrzymuje miesięczne wynagrodzenie w wysokości 16,8 tys. zł brutto. W październiku ubiegłego roku, czyli po pół roku działania komisji Ministerstwo Sprawiedliwości odpisywało na nasze pytania tak: "Dotychczasowe koszty funkcjonowania Komisji wynoszą 751 285,60 zł, w tym: wynagrodzenia członków Komisji 740 285,60 zł, wynagrodzenia z tytułu umów o dzieło 11 000,00 zł.".
Zakładając, że komisja skończy prace do 31 marca tego roku, wyliczyliśmy, że koszt jej funkcjonowania wyniesie nawet 2,1 mln zł. Ponieważ termin wydłużono o trzy miesiące, ta kwota jeszcze wzrośnie. Może osiągnąć ostatecznie nawet 2,8 mln zł. Przypomnijmy, że oprócz zebrania przykładów działań mediów publicznych, SLAPP-ów czy działań policji wobec obywateli w latach 2015-2023 komisja ma przygotować także rekomendacje dla rządu, dotyczące m.in. zmian w prawie.
Prezentacja pierwszej części raportu komisji ds. represji. Od lewej: mec. Sylwia Gregorczyk-Abram, mec. Mikołaj Małecki, siedzą minister sprawiedliwości Waldemar Żurek i prok, Ewa Wrzosek
Będą śledztwa po raporcie o TVP Kurskiego?
Po prezentacji pierwszej części raportu, dotyczącej mediów publicznych, a w zasadzie w dużej mierze Telewizji Polskiej pod rządami polityka PiS Jacka Kurskiego RadioZET.pl zapytało, czy oprócz wymiaru opisowego i zawarcia rekomendacji osoby, które kierowały TVP oraz przygotowywały hejterskie, zmanipulowane materiały poniosą konsekwencje prawne. W dokumencie opisano bowiem konkretne publikacje uderzające m.in. w ówczesną opozycję, osoby krytykujące rząd, sędziów i prokuratorów, samorządowców, w tym zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Wymieniono z nazwiska także autorów tych publikacji. To m.in. Michał Rachoń, Marcin Tulicki, Konrad Wąż czy Jarosław Olechowski. Krytykowano także działania ówczesnego redaktora naczelnego TVP Info Samuela Pereiry oraz komentatorów i publicystów: Tomasza Sakiewicza, Adriana Stankowskiego czy Doroty Kanii.
Ich publikacje i wypowiedzi uznano za oczerniające, prowokacyjne, dehumanizujące czy wyszydzające. Komisja pisała o zohydzaniu całej grupy społecznej przed wyborami (chodzi o film "Inwazja" Marcina Tulickiego atakujący społeczność LGBT tuż przed wyborami w 2019 roku) oraz prowadzeniu nagonki, a nawet zastraszaniu. - W raporcie przedstawiono, którymi materiałami i przy wykorzystaniu jakich mechanizmów próbowano zdyskredytować konkretne osoby, konkretnych działaczy. Przestawiliśmy też, które artykuły Kodeksu Karnego mogły zostać naruszone przez osoby odpowiedzialne za przygotowanie i publikację tych materiałów. Jednak decyzja o tym, czy można postawić zarzuty w trybie oskarżenia publicznego będzie należała do prokuratury - mówiła nam w październiku ubiegłego roku mec. Sylwia Gregorczyk-Abram.
Po naszych pytaniach pismo do Prokuratora Krajowego w imieniu Prokuratora Generalnego wystosowało Ministerstwo Sprawiedliwości. Stało się to także w październiku. Prokurator Ewa Wrzosek, pełniąca funkcję radcy generalnego w biurze ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka przekonywała z kolei, że śledczy powinni zająć się analizą dokumentu "bez zbędnej zwłoki i bez oczekiwania na raport końcowy". Materiał uznała za "istotny i dojmujący".
Śledczy mogliby przeanalizować przedstawione w raporcie publikacje i działania pod kątem znieważenia, nawoływania do nienawiści, zniesławienia, nękania, ujawnienia informacji chronionych, ujawnienie tajemnicy korespondencji lub informacji prywatnych uzyskanych w sposób nielegalny. Z naszych informacji wynika, że pismo, o którym mówiła prok. Wrzosek, już w październiku wpłynęło do Departamentu Postępowania Przygotowawczego PK. Jednak do dziś ministerstwo nie otrzymało żadnej odpowiedzi.
Prokurator Przemysław Nowak, rzecznik prasowy PK w odpowiedzi na nasze pytania tłumaczy, że pierwsza część raportu komisji ds. represji "była i jest przedmiotem analizy w Departamencie Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej." Na razie jednak nie wszczęto na jego podstawie żadnego śledztwa. To nie oznacza, że nie stanie się tak w przyszłości. Prokurator Nowak dodaje, że analiza się nie zakończyła, a z treści rządowego dokumentu wynika, że niektóre zagadnienia będą miały ciąg dalszy. "Stanowisko końcowe będzie można zająć po zapoznaniu się z finalną wersją raportu komisji ds. represji." - podsumowuje rzecznik PK.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET